Polski aktor zmarł na scenie. "Wiedzieliśmy, że ma rozrusznik"
Jedna z najwybitniejszych postaci polskiej sceny teatralnej i filmowej pozostawiła po sobie ogromny dorobek artystyczny oraz wspomnienia bliskich, którzy podkreślali jego niezwykłe oddanie aktorstwu. Artysta przez całe życie nie rezygnował z pracy, nawet mimo problemów zdrowotnych, a swoją ostatnią rolę przygotowywał na scenie Teatru Nowego w Poznaniu. Odszedł nagle podczas próby do spektaklu „Król Lear”, a wydarzenie to na zawsze zapisało się w historii polskiego teatru. W dniu, w którym przypadałaby jego 99. rocznica urodzin, wspominana jest postać aktora, dla którego scena była najważniejszą częścią życia.
Tadeusz Łomnicki odszedł na scenie. Ostatnia rola aktora zakończyła się tragicznie
Tadeusz Łomnicki pozostaje jednym z najwybitniejszych polskich aktorów XX wieku. Jan Kott po jego śmierci mówił, że odszedł „jeden z największych aktorów w jego pokoleniu” — zarówno w Polsce, jak i na świecie. Aktor przez lata budował swoją pozycję na scenach teatralnych i przed kamerą. Wystąpił w 51 produkcjach filmowych, a jego kreacje były doceniane przez widzów oraz krytyków.
Jego kariera była jednak tylko jedną częścią historii. Równie wiele emocji wywoływało życie prywatne i działalność polityczna artysty. Łomnicki przez prawie trzy dekady należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, z której wystąpił dopiero po wprowadzeniu stanu wojennego. Ta decyzja przez lata wpływała na sposób, w jaki oceniano jego publiczną działalność.
Prywatnie aktor również wzbudzał zainteresowanie. Media i środowisko artystyczne komentowały jego związki oraz kolejne małżeństwa. Ostatecznie spokój znalazł u boku Marii Bojarskiej, teatrolożki młodszej od niego o 26 lat. To właśnie ona była przy nim w ostatnich chwilach życia, gdy przygotowywał się do jednej z najważniejszych ról swojej kariery.
Poznałam potwora. Kogoś, kto na teatralnej scenie umiał wszystko. I maniaka, który upierał się, że wszystko to o wiele za mało" — wspominała na łamach książki "Król Lear nie żyje".

Tadeusz Łomnicki przygotował rolę króla Leara mimo problemów zdrowotnych
W latach 80. Tadeusz Łomnicki nadal intensywnie pracował. Grał między innymi w Teatrze Dramatycznym i Teatrze Studio w Warszawie, mimo że jego organizm zaczął wysyłać wyraźne sygnały ostrzegawcze. Problemy z sercem doprowadziły do konieczności przeprowadzenia operacji w Londynie. Koszty zabiegu pokrył Roman Polański, a aktor okres rekonwalescencji spędził w jego paryskim mieszkaniu.
Po powrocie do Polski Łomnicki szybko wrócił do pracy. Nie rezygnował z nowych wyzwań i przyjął propozycję zagrania tytułowej roli w spektaklu „Król Lear” w Teatrze Nowym w Poznaniu. Za reżyserię odpowiadał jeden z jego studentów, Eugeniusz Korin.
Aktor podszedł do tej roli z charakterystycznym dla siebie zaangażowaniem. Każdy tekst analizował szczegółowo, poprawiał najmniejsze elementy i uważał, że kreacja nadal wymaga pracy. Znany był z ogromnego profesjonalizmu oraz perfekcjonizmu, który towarzyszył mu przez całą karierę.
W wielu opracowaniach dotyczących Tadeusza Łomnickiego można się spotkać z twierdzeniem, że rola króla Leara miała być ukoronowaniem jego kariery, wręcz spełnieniem aktorskich marzeń. Tymczasem Maria Bojarska twierdzi, że rola tragicznego monarchy miała być po prostu kolejnym aktorskim przedsięwzięciem męża, a on sam miał jeszcze wiele kreacji w zanadrzu. — tak opisała go Iwona Kienzler w książce "Królowie życia PRL-u. Czerwoni książęta, playboye, towarzysze".
Przez lata miał powtarzać, że chciałby umrzeć na scenie jak Molier, który zmarł podczas wystawiania „Chorego z urojenia”. Łomnicki nie mógł wiedzieć, że jego słowa w pewnym sensie się spełnią.
Teatr był jego sposobem na życie, życie było dla niego teatrem i grał bez przerwy — opowiadała Maria Bojarska w książce "Król Lear nie żyje".
Tadeusz Łomnicki zmarł podczas próby siedem dni przed premierą
Publiczność nigdy nie zobaczyła Tadeusza Łomnickiego jako króla Leara. Aktor zmarł 22 lutego 1992 roku podczas próby spektaklu w Teatrze Nowym w Poznaniu, zaledwie tydzień przed planowaną premierą. Wśród osób obecnych na próbie była jego żona Maria Bojarska.
Ostatnią sceną, którą zagrał, była rozmowa króla z oślepionym Gloucesterem. Po wypowiedzeniu kwestii aktor zszedł za kulisy. Tam jego zachowanie zwróciło uwagę Marka Obertyna. Łomnicki usiadł na fotelu przygotowanym do kolejnej sceny, a chwilę później upadł na podłogę. Próba została natychmiast przerwana.
Więc jakieś życie świata przede mną. Dalej, łapmy je, pędźmy za nim, biegiem, biegiem! - brzmiały jego ostatnie słowa
Przyczyną śmierci był atak serca. Aktor miał 64 lata. Później zwracano uwagę, że zmarł dokładnie w 47. rocznicę egzaminów wstępnych do Studia Teatralnego przy Starym Teatrze w Krakowie, które rozpoczęły jego drogę artystyczną.
Ja i kilku współpracowników, którzy oglądali próbę z widowni, usłyszeliśmy dziwny odgłos i krzyk, prawdopodobnie Marka. Pobiegliśmy za kulisy i zobaczyliśmy leżącego Tadeusza. Wszyscy myśleliśmy, że to jakieś zasłabnięcie, wiedzieliśmy też, że ma wstawiony rozrusznik serca. Szybko przyjechała karetka pogotowia i przewieziono go na OIOM (...) Po kilkudziesięciu minutach dowiedzieliśmy się, że Tadeusza już nie ma z nami — opowiadał Eugeniusz Korin (cytat z książki Iwony Kienzler).
Tadeusz Łomnicki został pochowany na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Jego ostatnia rola pozostała niedokończona, ale wydarzenie na zawsze zapisało się w historii polskiego teatru.
