To nie były plotki o "Naszym nowym domu". Po tej historii chciała się wycofać
Trudna historia samotnego ojca i czwórki dzieci, dramat po stracie matki oraz dom, który bardziej przypominał ruinę niż bezpieczne schronienie – 366. odcinek “Naszego nowego domu” poruszył widzów do łez. Ekipa programu stanęła przed jednym z najtrudniejszych wyzwań, a ekstremalne warunki pogodowe i ogrom prac sprawiły, że momentami pojawiały się wątpliwości, czy remont w ogóle uda się zakończyć.
Wymagający remont
“Nasz nowy dom” od lat porusza widzów historiami rodzin, które zmagają się z trudnymi sytuacjami życiowymi i mieszkaniowymi. Format opiera się na prostym, ale niezwykle silnym założeniu – w ciągu kilku dni ekipa remontowa całkowicie odmienia zniszczone lub niebezpieczne domy, dając bohaterom szansę na nowy start. Każdy odcinek to nie tylko metamorfoza wnętrz, ale przede wszystkim opowieść o ludziach, ich dramatach i nadziei na lepsze jutro.
366. odcinek programu był jednym z tych, które szczególnie zapadły w pamięć widzów. Tym razem ekipa stanęła przed wyzwaniem remontu domu, w którym mieli zamieszkać pan Tomasz i jego czwórka dzieci. Ich historia była wyjątkowo poruszająca – mama dzieci zginęła w tragicznym wypadku, pozostawiając rodzinę w ogromnym bólu i trudnej sytuacji życiowej. Dom, do którego mieli się wprowadzić, był w fatalnym stanie i wymagał gruntownego remontu.
Za projekt odpowiadała architektka Marta Kołdej, dla której było to jedno z największych wyzwań zawodowych. W rozmowie z Polsatem przyznała, że skala pracy była ogromna, a czasu bardzo niewiele.
„Musiałam poświęcić bardzo wiele czasu na wnętrza, których było naprawdę dużo, i zrobić to bardzo szybko, jednocześnie tworząc coś nowego dla każdego” – podkreśliła.

Jeden z najtrudniejszych remontów
Dodatkowym utrudnieniem była wielkość budynku. Dom miał aż 120 metrów kwadratowych, co przy ograniczonym czasie realizacji oznaczało ogromną presję.
„Inwentaryzacja tak dużego domu w takim czasie to jest szaleństwo. Normalnie można wrócić, sprawdzić, a tutaj już działamy i nie ma odwrotu” – mówiła Marta Kołdej, opisując kulisy pracy nad projektem.
Jednak największym przeciwnikiem ekipy okazała się pogoda. Zdjęcia realizowano w ekstremalnych warunkach zimowych, a temperatura spadała do minus 21 stopni. Prace wewnątrz domu były trudne, ale możliwe do wykonania, natomiast działania na zewnątrz graniczyły z cudem. Problemy techniczne pojawiały się niemal na każdym kroku.
„Elewacja była prawie niemożliwa do wykonania. Próbowaliśmy robić wszystko pod namiotami, podgrzewać… ale to naprawdę było bardzo trudne” – relacjonowała.
Niskie temperatury wpływały nawet na najprostsze czynności.
„Malowałam ścianę i kiedy tylko na chwilę otwierano drzwi, farby zamarzały mi na palecie” – opowiadała. Jak przyznała szczerze: „Były momenty, że myślałam, czy się nie wycofać”.
Remont zakończony sukcesem
Mimo trudności ekipa nie poddała się i pracowała niemal bez wytchnienia. Ostatnie godziny remontu były szczególnie intensywne.
„Ostatniego dnia to było szaleństwo. Wszyscy robili wszystko” – wspominała Marta Kołdej.
W takich momentach każdy członek zespołu wychodził poza swoje obowiązki, pomagając tam, gdzie było to najbardziej potrzebne. Architektka podkreśliła, że często angażuje się w prace fizyczne, jeśli sytuacja tego wymaga.
„Często to robię. Czasem trzeba coś przenieść, zamieść, pomóc. Jedna para rąk w danej sekundzie może zmienić wszystko” – mówiła.
To właśnie taka współpraca i zaangażowanie całej ekipy pozwoliły doprowadzić projekt do końca. Efekt końcowy był spektakularny. Dom, który wcześniej znajdował się w ruinie, zmienił się w bezpieczną, ciepłą i funkcjonalną przestrzeń dla pana Tomasza i jego dzieci. Dzięki pracy zespołu programu Nasz nowy dom rodzina mogła rozpocząć nowy rozdział życia – w miejscu, które wreszcie można nazwać prawdziwym domem.