Tyle Maja Chwalińska zarobiła na Roland Garros. Konkretna suma za drugie miejsce
Maja Chwalińska dokonała w Paryżu niemożliwego, ale jej triumf na kortach Roland Garros to coś więcej niż sportowy sukces – to brutalne rozliczenie z przeszłością, w której brakowało pieniędzy na podstawowe potrzeby. Choć w sobotnim finale uległa Rosjance Mirrze Andriejewej, Polka wyjeżdża z Francji jako nowa 21. rakieta świata i milionerka. Historia tenisistki, która jeszcze niedawno walczyła z depresją i finansowym wykluczeniem, to gotowy scenariusz na film o sile ludzkiego ducha.
Maja Chwalińska i brutalna rzeczywistość. Walka z uprzedzeniami
Droga na szczyt rzadko bywa usłana różami, a w przypadku polskiej tenisistki od początku przypominała tor z przeszkodami. Maja Chwalińska urodziła się 11 października 2001 roku w Miechowie. Obecnie mieszka w Dąbrowie Górniczej, ale niemal od zawsze musiała mierzyć się z krzywdzącymi opiniami. Mając zaledwie 164 cm wzrostu, wielokrotnie była skreślana przez bezlitosnych ekspertów.
Ten hermetyczny i bezlitosny świat nie wybaczał fizycznych odstępstw od utartych norm, co stało się dla dorastającej dziewczynki ogromnym ciężarem. Zamiast wsparcia, często otrzymywała ciosy w same fundamenty poczucia własnej wartości. Opowiadając o docinkach na temat swoich warunków fizycznych, zawodniczka szczerze przyznała:
Kiedy takie rzeczy słyszy się jako dziecko, to jakby ktoś zabierał marzenia. Przecież chciałam być numerem jeden na świecie — miałam prawo o tym marzyć. Później jednak dorosła osoba powiedziała mi, że z moim wzrostem nie mam szans nawet na "setkę"... To było bardzo trudne.
Depresja i punkt zwrotny w karierze Mai Chwalińskiej
Kuluarowe plotki i nieustanna presja z czasem zaczęły zbierać swoje żniwo. Konieczność ciągłego udowadniania własnej wartości doprowadziła do ściany, a narastający proces wyniszczania psychiki musiał znaleźć swoje ujście. Pięć lat temu, w czerwcu 2021 roku, wszystko nagle się zatrzymało. Narastająca presja doprowadziła w końcu do głębokiego kryzysu. To właśnie wtedy Maja podjęła niesamowicie odważną decyzję o tymczasowym zawieszeniu kariery. Zrozumiała, że za idealnie wykreowanym wizerunkiem ambitnego sportowca kryje się po prostu człowiek, który cierpi. W tamtym momencie, decydując się na zejście ze sceny, wystosowała do swoich fanów niesamowicie poruszające oświadczenie:
Doszłam do takiego punktu, w którym nie jestem już w stanie zmusić się do trenowania. Moja psychika i ciało dają mi sygnały do zrobienia przerwy i w końcu muszę je uszanować.
W najtrudniejszych chwilach Maja mogła liczyć na wsparcie, które w bezlitosnym świecie tenisa zdarza się rzadko. Iga Świątek, liderka światowych rankingów i przyjaciółka Chwalińskiej z dzieciństwa, nie kryła wzruszenia jej powrotem.
Wiem, przez co przeszła. To było dla niej trudne, ale najważniejsze, że udało się to przezwyciężyć — mówiła o Mai najlepsza tenisistka świata, podkreślając ich nierozerwalną więź.
Historyczny sukces Mai Chwalińskiej w Paryżu. Finansowy przełom po wielkim finale
Dziś, na prestiżowych kortach we Francji, po mrocznych dniach nie ma już ani śladu. W sobotę 6 czerwca 2026 roku Maja Chwalińska oficjalnie przeszła do historii światowego tenisa. Polka została pierwszą zawodniczką w dziejach turnieju Roland Garros, która dotarła do finału singla startując z kwalifikacji. Wcześniej wygrała w nich trzy mecze bez straty seta. Choć w decydującym starciu o tytuł ostatecznie przegrała, a świetnie dysponowana Rosjanka Mirra Andriejewa zamknęła mecz wynikiem 3:6, 2:6, dla naszej tenisistki był to absolutny życiowy sukces. Niesamowity rajd przez turniejową drabinkę sprawił, że Polka błyskawicznie awansowała w rankingu WTA z odległego 114. miejsca na rewelacyjną 21. pozycję.
Prestiż i sportowa chwała to jedno, ale za historycznym wynikiem poszły również gigantyczne pieniądze. Świadomie budowana na nowo kariera zaowocowała wypłatą, która odmieni jej codzienność. Zaledwie jedna premia za finał French Open, wynosząca astronomiczne 1,4 mln euro brutto, drastycznie zmieniła jej sytuację materialną. Po odliczeniu niezwykle surowego, francuskiego podatku, szacowanego na 43-45 procent, na konto zawodniczki wpłynie netto około 770 tys. euro, czyli od 3,25 mln do 3,3 mln zł.
Wystarczy wspomnieć, że przed przyjazdem do Paryża jej łączne zarobki z całej kariery szacowano na 864 tys. dolarów. Tym samym zaledwie dwa tygodnie rywalizacji pozwoliły jej niemal podwoić dotychczasowy dorobek. Zanim na konto Mai wpłynęły miliony, rzeczywistość była odarta ze złudzeń. Jak ujawniają media, zawodniczka z Miechowa wielokrotnie musiała szukać noclegów u prywatnych osób, bo budżet nie pozwalał na opłacenie hoteli zapewnianych przez organizatorów.
Dziś te upokorzenia odchodzą w niepamięć. Dopiero teraz na jaw wychodzi prawda o tym, jak ogromnym obciążeniem był dla niej i jej sztabu brak płynności finansowej. Zastrzyk gotówki to nie kaprys, lecz fundament dalszej egzystencji. Paweł Szczypka opowiedział o tym bolesnym drugim dnie rywalizacji na antenie Eurosportu. Menedżer tenisistki nie krył łez bezpośrednio po jej awansie do finału:
Nie mam słów, bo tyle razy byłem na skraju załamania nerwowego. Chciałem tylko rundę, dwie, żeby po prostu żyć normalnie. Chyba pójdę do Częstochowy na kolanach, nie wiem, co powiedzieć.