Wiemy, kogo Karol Nawrocki zabrał na wizytę u Trumpa. W Polsce to wielka gwiazda!
Są takie propozycje w życiu sportowca, przy których nawet najbardziej napięty grafik natychmiast ulega całkowitej modyfikacji. Przekonał się o tym legendarny polski zawodnik mieszanych sztuk walki, który już wkrótce weźmie udział w wydarzeniu absolutnie bezprecedensowym. Choć na co dzień kibice kojarzą go z brutalnymi pojedynkami w oktagonie, tym razem sportowiec zaprezentuje się w zupełnie innych, niezwykle dostojnych okolicznościach.
Historyczny jubileusz i urodzinowa gala
Cel podróży jest iście spektakularny. W ogrodach samego Białego Domu zaplanowano wyjątkową galę UFC Freedom 250. Wydarzenie to zostało zorganizowane z ogromnym rozmachem, aby upamiętnić wyjątkowy moment – 250. rocznicę powstania Stanów Zjednoczonych oraz amerykański Dzień Flagi. Co ciekawe, sportowe emocje zbiegają się w czasie z jeszcze jedną ważną uroczystością. Gala odbędzie się dokładnie w dniu 80. urodzin prezydenta Donalda Trumpa, znanego od lat ze swojej wielkiej sympatii do mieszanych sztuk walki.
Ważne święto w USA
Wydarzenie składające się z siedmiu pasjonujących walk to jednak zaledwie początek hucznych, ogólnokrajowych obchodów rocznicy podpisania Deklaracji Niepodległości. Warto dodać, że w ramach tego samego świętowania już w sierpniu na ulicach amerykańskiej stolicy mają odbyć się widowiskowe wyścigi samochodowe z niezwykle popularnej serii IndyCar.
Wyjątkowa wizyta u boku prezydenta
Dla utytułowanego Jana Błachowicza ta wyjątkowa wizyta ma głęboki wymiar osobisty i symboliczny. Tuż przed wylotem do Ameryki nasz słynny wojownik podzielił się w mediach społecznościowych wspólnym zdjęciem z prezydentem Nawrockim oraz niezwykle nostalgiczną, osobistą refleksją.
„Kiedy w podstawówce uczyłem się o Kościuszce i Pułaskim, w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że będę częścią obchodów 250-lecia niepodległości USA” – napisał utytułowany zawodnik.
Błachowicz podkreślił, że cieszy się z możliwości ciągłego pisania historii dyscypliny – najpierw jako champion, a dziś jako szanowany widz oraz czynny sportowiec. Z właściwym sobie, lekkim humorem wybiegł także daleko w przyszłość. Zapowiedział już plany na kolejny wielki jubileusz Ameryki:
„Jak będę miał 93 lata, mam nadzieję, że zaproszą mnie na 300. rocznicę”.
„Na wszelki wypadek już zapisałem w kalendarzu”.
Amerykański sen polskiego mistrza trwa zatem w najlepsze, udowadniając, że sport potrafi łączyć najodleglejsze światy – od szkolnych podręczników historii, aż po salony wielkiej polityki w Waszyngtonie.
