"Wyzwoliła mnie rola". Coming out uwielbianej aktorki. Latami to ukrywała
58-letnia gwiazda „Z Archiwum X” wyznała, że jest panseksualna. Aktorka opowiedziała też o swoich związkach z kobietami, sekretach z młodości oraz o tym, jak rola wyzwolonej terapeutki pomogła jej inaczej spojrzeć na własną seksualność i ciało.
Dziś nie ma już potrzeby chowania się za niedopowiedzeniami. Aktorka otwarcie mówi o pociągu do osób wszystkich płci, choć przyznaje, że w młodości nie miała odpowiednich słów, by opisać swoje doświadczenia. W szczerych rozmowach z mediami wróciła również do pierwszych relacji z kobietami i zdradziła, co najbardziej podoba jej się w innych osobach.
„Pociągają mnie osoby wszystkich płci”. Przez lata nie miała na to odpowiednich słów
W rozmowie z „The Australian” aktorka została zapytana wprost o swoją orientację. Tym razem nie pozostawiła miejsca na domysły. Określiła siebie jako osobę panseksualną, czyli taką, która może odczuwać emocjonalny, romantyczny lub seksualny pociąg do osób niezależnie od ich płci czy tożsamości płciowej.
Jestem panseksualna, czyli pociągają mnie osoby wszystkich płci – wyznała aktorka.
To określenie dobrze oddaje sposób, w jaki przez lata podchodziła do relacji. Jak sama wspomina, w młodości spotykała się zarówno z mężczyznami, jak i kobietami. Nie postrzegała jednak swoich doświadczeń przez pryzmat konkretnej etykiety, bo zwyczajnie brakowało jej języka, który pozwoliłby jej nazwać własne emocje.
Wcześniej, w rozmowie z „The Sunday Times”, wróciła do czasów licealnych i jednej ze swoich pierwszych relacji z kobietą.
Jedna z moich pierwszych relacji była ze starszą dziewczyną w liceum. Wyglądało to na coś sekretnego, zakazanego i złego, musiałyśmy się ukrywać. Później miałam chłopaka, który się o tym dowiedział i ze mną zerwał – opowiadała.
To doświadczenie najwyraźniej mocno zapisało się w jej pamięci. Relacja musiała być ukrywana, a młoda dziewczyna nie miała jeszcze poczucia, że może swobodnie mówić o swoich uczuciach.
Zdecydowanie czułam, że nie mam na to odpowiedniego języka. Nawet później, kiedy wchodziłam w inne relacje z kobietami, nie jestem pewna, czy kiedykolwiek myślałam o nich jako o czymś na zawsze – przyznała.
Dziś patrzy na te doświadczenia z większą świadomością. Nie próbuje dopasowywać swojej historii do jednej szufladki. Ważniejsze od etykiety stało się dla niej to, kogo naprawdę darzy uczuciem.
Zobacz też: Przykre wieści o Lesar i Zillmann po odpadnięciu z "Azja Express". Niezła awantura | Świat Gwiazd

To właśnie ta rola ją wyzwoliła. Dziś czuje się bardziej seksowna niż 30 lat temu
Mowa oczywiście o Gillian Anderson, którą widzowie doskonale pamiętają jako agentkę Scully z kultowego „Z Archiwum X”. Aktorka, laureatka Złotych Globów, w ostatnich latach zachwyciła także jako Jean Milburn w „Sex Education”. I właśnie ta rola okazała się dla niej wyjątkowo ważna.
Jean jest terapeutką specjalizującą się w seksuologii. Bohaterka swobodnie rozmawia o seksie, pożądaniu, związkach i potrzebach, a przy tym nie udaje, że dojrzała kobieta przestaje być istotą seksualną. Anderson uważa, że wcielenie się w taką postać wpłynęło również na jej własne podejście do intymności.
To wszystko wyszło od tej postaci – przyznała, odnosząc się do roli Jean Milburn.
Trudno o bardziej znaczący przykład tego, jak aktorstwo może przeniknąć do prywatnego życia. Anderson nie twierdzi, że serial „stworzył” jej seksualność. Raczej pomógł jej nazwać i zaakceptować część siebie, którą wcześniej trudniej było jej wyrażać.
Aktorka opowiedziała też o zmianie, którą zauważa u kobiet w swoim wieku. Jej zdaniem wiele z nich dopiero po latach zaczyna czuć się naprawdę swobodnie ze swoją zmysłowością.
Słyszę o wielu kobietach w naszym wieku, które na nowo odkrywają swoją zmysłowość i apetyt na seks. Wygląda na to, że świetnie się bawią, mają mnóstwo możliwości, a na aplikacjach randkowych zaczepiają je znacznie młodsi mężczyźni – zauważyła.
Anderson sama przekonuje, że dziś czuje się bardziej seksowna niż 30 lat temu. Dojrzałość nie oznacza dla niej rezygnacji z flirtu, pożądania czy zainteresowania własnym ciałem. Wręcz przeciwnie – może być momentem, w którym kobieta znacznie lepiej wie, czego chce.
Gwiazda nie ukrywa również, że w atrakcyjności zwraca uwagę na konkretne szczegóły. U mężczyzn podobają jej się dłonie i przedramiona, natomiast u kobiet szczególnie przyciągają ją usta i obojczyki. Jak sama podkreśla, jest także osobą o dużej potrzebie bliskości.
Zobacz też: Ważą się losy jej udziału w "Tańcu z Gwiazdami". Przykre wieści przed 2. odcinkiem | Świat Gwiazd
Dziś jej partnerem jest mężczyzna. „Okazuje się być moim życiowym partnerem”
Choć Anderson otwarcie mówi o relacjach z kobietami, jej obecnym partnerem jest mężczyzna. Aktorka pozostaje w związku z Peterem Morganem, twórcą „The Crown”. Ich relacja dobrze pokazuje, dlaczego sama nie chce sprowadzać swojej historii do prostego podziału.
Osoba, którą uważam za mojego życiowego partnera, okazuje się być mężczyzną – powiedziała.
Nie zmienia to jednak jej wcześniejszych doświadczeń. Panseksualność nie oznacza, że osoba musi mieć partnerów różnych płci – chodzi o możliwość odczuwania pociągu niezależnie od płci drugiej osoby. W przypadku Anderson obecny związek z mężczyzną jest więc częścią jej historii, a nie zaprzeczeniem wcześniejszych relacji z kobietami.
Aktorka wraca dziś do młodości z zupełnie innej perspektywy. Wtedy jedna z pierwszych relacji była czymś, co trzeba było ukrywać. Później, gdy wchodziła w kolejne związki z kobietami, nadal nie miała pewności, jak powinna o nich myśleć i jak je określać. Nie chodziło o brak emocji, ale o brak słów, które pozwoliłyby jej je uporządkować.
Dojrzałość przyniosła jej większą swobodę. Anderson nie tylko otwarcie mówi o swojej orientacji, ale też nie boi się rozmawiać o seksie, atrakcyjności i potrzebie bliskości. To właśnie w tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera jej rola Jean Milburn.
Postać z „Sex Education” pozwoliła jej zobaczyć kobietę po pięćdziesiątce jako osobę, która nadal może mieć apetyt na życie, flirt i intymność. Aktorka przekonuje, że nie czuje się dziś mniej atrakcyjna tylko dlatego, że jest starsza. Wręcz przeciwnie.
Jej historia ma więc kilka warstw. Jest w niej coming out, wspomnienie sekretnych relacji z młodości, obecny związek z mężczyzną i ogromna zmiana w podejściu do własnego ciała. A wszystko to prowadzi do jednego wniosku: czasem dopiero po latach człowiek znajduje słowa, które naprawdę pasują do jego historii.
Dla Gillian Anderson takim momentem okazała się dojrzałość – i rola, która, jak sama przyznaje, ją wyzwoliła.

Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert