"Zaorała się" na oczach widzów Łatwoganga. Teraz się tłumaczy. Ale wpadka!
Dziewięć dni transmisji na żywo, rekord Guinnessa i dziesiątki znanych osób w jednym mieszkaniu na warszawskim Gocławiu – charytatywny stream Łatwoganga miał być sukcesem polskiego internetu. Wśród gości pojawiła się m.in. Sylwia Butor, której wypowiedź wywołała falę krytyki. Dziś mówi się głównie o jej tłumaczeniach.
Rekordowy stream Łatwoganga
Dziewięciodniowa transmisja z mieszkania na warszawskim Gocławiu była jednym z największych internetowych wydarzeń w Polsce w 2026 roku. Projekt Łatwoganga przyciągnął setki tysięcy widzów i zakończył się wpisem do Księgi Rekordów Guinnessa za największą kwotę zebraną podczas streamu charytatywnego.
W trakcie wydarzenia pojawiło się wielu znanych gości. Wśród nich byli m.in. Borys Szyc, Cezary Pazura oraz Małgorzata Kożuchowska. Ich obecność była szeroko komentowana w sieci, bo większość z nich pojawiła się w mniej formalnych, spontanicznych sytuacjach.
Stream miał wyraźnie charytatywny cel, ale jego forma była bardzo luźna. Brak sztywnego scenariusza sprawił, że transmisja szybko zamieniła się w mieszankę rozmów, wyzwań i improwizowanych sytuacji. Widzowie mogli śledzić zarówno akcje zbiórkowe, jak i rozrywkowe momenty, które nie zawsze były związane z głównym celem wydarzenia.
Właśnie ta swoboda przyciągnęła uwagę, ale też zaczęła budzić dyskusje. Część odbiorców zwracała uwagę, że przy tak dużej skali i wrażliwym celu, jak pomoc pacjentom onkologicznym, uczestnicy powinni bardziej uważać na swoje słowa i zachowanie.

Wypowiedź Sylwii Butor
Jednym z kontrowersyjnych momentów streama był fragment rozmowy Sylwii Butor z Vito Bambino. W trakcie transmisji, w kontekście akcji golenia głów przez osoby wspierające pacjentów onkologicznych, influencerka wspomniała o „dobrych wcierkach na porost włosów”.
Wypowiedź miała charakter luźny, ale została odebrana jako nietrafiona, biorąc pod uwagę kontekst całej akcji. W sieci szybko zaczęły pojawiać się komentarze, że taki żart w tej sytuacji był nieodpowiedni. Fragment nagrania zaczął krążyć w mediach społecznościowych.
Część widzów uznała, że reakcja jest przesadzona i chodzi jedynie o wyrwany z kontekstu komentarz. Inni zwracali uwagę, że temat dotyczył osób chorych i utraty włosów, więc wrażliwość w tym przypadku była szczególnie istotna.
W tym samym czasie uwagę przyciągały też inne osoby obecne w mieszkaniu, w tym influencerki z ekipy Dresscode. Ich zachowanie zostało odebrane jako nieodpowiednie, a obecność przed kamerą dodatkowo zwiększała chaos informacyjny wokół transmisji.
Tłumaczenia Sylwii Butor
Po fali krytyki Sylwia Butor opublikowała nagranie, w którym odniosła się do sytuacji w nagraniu na TikToku:
Na maksa niefortunny był ten komentarz o wcierce. Jak ja sobie później zdałam sprawę z tego, że ktoś to mógł odebrać, tak jak odebrał. To, że ludzie zdrowi tak to odebrali, to jest pal licho, z całym szacunkiem do was, bo nie o to mi chodzi, że chcę was lekceważyć, ale to, że ktoś chory mógł to tak odebrać - ja pierdzielę, najgorsza kara ever. Uwierzcie mi, bo w ogóle nie miałam złych intencji. To po prostu był głupi palnięty żart
Butor mówiła również o znaczeniu włosów dla pacjentów onkologicznych i podkreślała, że nigdy nie chciała tego tematu lekceważyć. Jednocześnie tłumaczyła, że jej komentarz wynikał z nieprzemyślanej reakcji w dynamicznej sytuacji.
Mimo dłuższego wyjaśnienia widzowie zwrócili uwagę na jeden brak – w wypowiedzi nie padło jednoznaczne słowo „przepraszam”. Część odbiorców uznała, że tłumaczenie jest wystarczające, inni że nie zamyka sprawy i nie odpowiada na skalę krytyki. W efekcie temat nadal był szeroko komentowany w sieci, a sama sytuacja stała się przykładem tego, jak szybko pojedyncza wypowiedź może zdominować odbiór dużego wydarzenia.

KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI