Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
Swiatgwiazd.pl > Newsy > Aż trudno uwierzyć, co spotkało Maję Chwalińską. Opowiedziała o zmaganiach z negatywnymi komentarzami
Kamil Wroński
Kamil Wroński 09.06.2026 10:34

Aż trudno uwierzyć, co spotkało Maję Chwalińską. Opowiedziała o zmaganiach z negatywnymi komentarzami

Aż trudno uwierzyć, co spotkało Maję Chwalińską. Opowiedziała o zmaganiach z negatywnymi komentarzami
EAST NEWS

W programie „Dzień Dobry TVN” Maja Chwalińska opowiedziała Dorocie Wellman i Marcinowi Prokopowi o presji i drodze, która doprowadziła ją do największych sukcesów w karierze. Nie zabrakło także przykrych słów o hejcie.

Maja Chwalińska osiągnęła wyjątkowy sukces

Jeszcze kilka miesięcy temu Maja Chwalińska była jedną z tych tenisistek, o których mówiło się głównie w kontekście „solidnej pracy u podstaw”. Dziś jej nazwisko funkcjonuje już w zupełnie innym rejestrze – jako jedna z największych historii sezonu 2026 i symbol tego, że w tenisie hierarchia potrafi zostać odwrócona w ciągu jednego turnieju.

Przełom nastąpił podczas Roland Garros, gdzie Polka dokonała czegoś historycznego: jako kwalifikantka dotarła aż do finału turnieju wielkoszlemowego, co w erze Open zdarza się niezwykle rzadko. Wcześniej przebijała się przez kolejne rundy eliminacji, a następnie eliminowała wyżej notowane rywalki, budując narrację, którą media szybko nazwały „cinderella run” – sportową wersją Kopciuszka, tyle że bez elementu baśniowego przypadku, a z bardzo konkretną, powtarzalną jakością gry.

Co istotne, jej droga nie była jedynie krótkim przebłyskiem formy. Statystyki z sezonu ziemnego pokazują, że w 2026 roku potrafiła wygrywać zdecydowaną większość meczów na kortach ceglanych, co przełożyło się na stabilny awans w rankingu WTA i wejście do szerokiej czołówki światowej. To właśnie ta konsekwencja sprawia, że jej wynik w Paryżu nie jest traktowany jako przypadek, lecz jako logiczna konsekwencja kilku sezonów pracy.

W szerszym kontekście sportowym Chwalińska stała się także przykładem zawodniczki, która przeszła przez typową dla średniego szczebla touru sinusoidę formy: spadki rankingowe, powroty po przerwach, odbudowywanie pozycji i stopniowe „przecieranie” się przez turnieje niższej rangi. Taka biografia nie ma w sobie nic spektakularnego na poziomie narracji medialnej – aż do momentu, gdy nagle zostaje przeniesiona na finał Wielkiego Szlema.

W Polsce jej sukces wywołał szczególnie silny rezonans, bo wpisuje się w szersze oczekiwanie wobec kobiecego tenisa, gdzie sukcesy Igi Świątek stworzyły zarówno inspirację, jak i pewien punkt odniesienia. W tym sensie Chwalińska nie funkcjonuje jako „następca”, ale jako osobna historia – bardziej nieprzewidywalna, momentami wręcz kontrintuicyjna wobec rankingowej logiki.

Najciekawsze w tej historii jest jednak to, że nie zamyka się ona w jednym turnieju. W doniesieniach po finale pojawiają się informacje o planach startu na Wimbledonie i możliwym zaproszeniu w formie dzikiej karty, co tylko podtrzymuje narrację sezonu, w którym Polka z zawodniczki „drugiego planu” stała się jedną z centralnych postaci światowego tenisa.

A w sporcie, w którym pamięć bywa krótsza niż przerwa między gemami, to już naprawdę dużo.

Aż trudno uwierzyć, co spotkało Maję Chwalińską. Opowiedziała o zmaganiach z negatywnymi komentarzami
Maja Chwalińska, fot. EAST NEWS

Maja Chwalińska opowiedziała o swoim sukcesie w "Dzień Dobry TVN"

Maja Chwalińska pojawiła się w programie „Dzień Dobry TVN”, gdzie w rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem opowiedziała o swoim przełomowym okresie w karierze, który rozpoczął się po głośnym występie w Roland Garros. Spotkanie w studiu miało wyraźnie spokojny, refleksyjny ton, daleki od sportowego zgiełku kortów i rankingowych emocji.

Jednym z najmocniejszych momentów rozmowy była wypowiedź tenisistki dotycząca jej wcześniejszych doświadczeń i drogi, jaką przeszła, zanim trafiła do światowej czołówki. Jak przyznała:

„Ciężko mi tak powiedzieć... to wszystko stało się po coś, potrzebowałam to przejść i sobie to poukładać. Nic bym jej nie powiedziała, tylko bym ją przytuliła. Będzie ok i to wszystko ogarnie” — opisała.

W studiu pojawił się także wątek narracji, która towarzyszy jej ostatnim sukcesom. Dorota Wellman zwróciła uwagę, że wielu obserwatorów opisuje historię Chwalińskiej w kategoriach „tenisowej bajki”. W odpowiedzi na pytanie o to, jak sama zawodniczka odbiera nagły wzrost zainteresowania i sportowy przełom, Polka podkreśliła dystans do medialnych uproszczeń:

„To dla mnie też jest jeszcze troszkę jak sen. Ten skok był ogromny, to wszystko zdarzyło się w krótkim odstępie czasowym, nie dowierzam, że to się stało, ale zdaję sobie sprawę, że to był tylko jeden turniej. Zdaję sobie sprawę, że muszę dużo pracować, żeby takich turniejów, na takim poziomie, było więcej. (...) To jest sport, gram od siódmego roku życia i bardzo ciężko pracowałam, żeby tu się znaleźć. To się może wydawać, że to było z "dnia na dzień", ale gram w tenisa od 18 lat. To nie było z "dnia na dzień"”.

Wypowiedź ta dobrze pokazuje napięcie między medialną narracją „nagłego sukcesu” a realnym, wieloletnim procesem treningowym, który w przypadku zawodowego sportu rzadko bywa spektakularny w swojej codzienności. Chwalińska podkreśliła, że choć jej ostatni wynik w Roland Garros rzeczywiście zmienił skalę rozpoznawalności, to nie zmienia on fundamentu jej kariery, opartej na latach systematycznej pracy.

Rozmowa w „Dzień Dobry TVN” nie była więc jedynie podsumowaniem sukcesu, ale raczej próbą jego osadzenia w szerszym kontekście – takim, w którym sportowy przełom nie unieważnia wcześniejszych doświadczeń, lecz je porządkuje i nadaje im nowy sens. W tym ujęciu historia Chwalińskiej pozostaje otwarta, a sam sukces jawi się nie jako finał, lecz jako moment przejścia do kolejnego etapu.

Maja Chwalińska o walce z hejtem

Wizyta Mai Chwalińskiej w programie „Dzień Dobry TVN” miała wyraźnie bardziej osobisty charakter niż typowa rozmowa o sukcesach sportowych. W studiu Doroty Wellman i Marcina Prokopa tenisistka nie tylko wracała do przełomowego turnieju w Roland Garros, ale też opowiadała o mniej widowiskowej stronie kariery – tej, która rozgrywa się poza kamerami, rankingami i kortami centralnymi.

Marcin Prokop wprost zapytał zawodniczkę o momenty zwątpienia i opinie, które towarzyszyły jej przez lata. W rozmowie pojawiło się pytanie, czy często słyszała, że „jej się nie uda” oraz czy kiedykolwiek spotkała się z sugestią, że tenis nie jest dla niej. Odpowiedź Chwalińskiej była jednoznaczna:

„Oczywiście, że tak. Każdy sportowiec mierzy się z hejtem, ale ważne, by słuchać opinii swoich bliskich, bo to może bardzo zdekoncentrować i odebrać pewność siebie”

W tym fragmencie rozmowy wyraźnie wybrzmiał wątek presji, która w sporcie zawodowym nie kończy się na wyniku meczu. To także ciągła konfrontacja z opiniami z zewnątrz, które – jak zasugerowała tenisistka – mogą mieć realny wpływ na psychikę zawodnika.

Dorota Wellman skierowała rozmowę na bardziej egzystencjalny wymiar sportu, pytając, czy Chwalińska nadal uważa, że kluczowe jest szczęście płynące z gry. Odpowiedź ponownie odsłoniła jej perspektywę:

„Łatwo jest to powiedzieć, gdy grasz na takiej scenie, ale uważam, że to jest najważniejsze, żeby robić to, co się kocha. To jest dla mnie podstawa. Radość straciłam przez te wszystkie lata, ale cieszę się, że ją odnalazłam”

To zdanie można traktować jako rodzaj podsumowania dłuższego procesu, w którym sport przestaje być wyłącznie systemem wyników, a zaczyna być także przestrzenią emocjonalną – nie zawsze stabilną, ale istotną dla utrzymania motywacji.

W dalszej części rozmowy Marcin Prokop poruszył temat hejtu i presji, z jaką mierzą się sportowcy, szczególnie w momentach spadku formy. Wspomniał również o skrajnych komentarzach, jakie wcześniej trafiały do zawodniczki, w tym o „życzeniach śmierci”. Chwalińska odniosła się do tego bez wyraźnych emocjonalnych ekscesów:

„Każdy tenisista je dostaje, to nie jest tak nagłaśniane. To już się zaczęło, odkąd miałam 17 lat. Pogróżki i hejty. Wiem, że teraz będzie tego więcej, bo porażek będzie dużo — to nieodłączna część sportu. Ale jestem na tyle dojrzała, że wiem, by tego nie słuchać”

W jej wypowiedzi szczególnie wyraźna była próba normalizacji zjawiska, które z zewnątrz może wydawać się ekstremalne, ale w świecie sportu zawodowego bywa – jak sugeruje – niemal stałym elementem rzeczywistości.

Cała rozmowa pokazała więc dwie równoległe historie: tę medialną, opowiadaną przez sukcesy i turniejowe awanse, oraz tę prywatną, w której kluczowe są odporność psychiczna, relacje z otoczeniem i umiejętność utrzymania równowagi w warunkach stałej presji. W przypadku Chwalińskiej obie te narracje nie wykluczają się, lecz współistnieją, tworząc obraz zawodniczki, która dopiero uczy się funkcjonować na styku sportowego szczytu i jego zaplecza.

Aż trudno uwierzyć, co spotkało Maję Chwalińską. Opowiedziała o zmaganiach z negatywnymi komentarzami
Maja Chwalińska, fot. KAPIF
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji