Chcą postawić pomnik po śmierci Łukasz Litewki. Bliscy posła stawiają sprawę jasno
Tragiczna śmierć zaangażowanego społecznie posła Łukasza Litewki pozostawiła po sobie nie tylko ogromną pustkę, ale również wielkie, charytatywne dziedzictwo. Niestety, zamiast zgodnej kontynuacji pięknej idei, wokół stworzonej przez niego fundacji wybuchł poważny, wewnętrzny kryzys. Kością niezgody okazał się pomysł, który w teorii miał łączyć, a w praktyce podzielił najbliższych zmarłego i obecne władze organizacji.
Nagła śmierć Łukasz Litewki
Życie bywa przewrotne, a losy organizacji charytatywnych po stracie charyzmatycznego lidera to wyjątkowo trudny egzamin z dojrzałości. Łukasz Litewka zarządzał swoją fundacją w sposób dynamiczny i jednoosobowy. Po jego nagłym odejściu w kwietniowym wypadku, stery – zgodnie ze statutem – przejęła Rada Fundacji.
I choć początkowo wszyscy deklarowali chęć współpracy z rodziną zmarłego, to rzeczywistość szybko zweryfikowała te piękne zapowiedzi. Atmosfera zagęściła się do tego stopnia, że sprawą musieli zająć się prawnicy.
Rodzina opuszcza posiedzenie
Głównym zapalnikiem stała się inicjatywa budowy pomnika upamiętniającego parlamentarzystę. Z takim pomysłem wyszedł prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Hutnik w Sosnowcu, Maciej Adamiec, ogłaszając powołanie społecznego komitetu. Choć inicjatywa brzmi szlachetnie, to kategoryczny sprzeciw wyrazili wobec niej rodzice oraz brat zmarłego. Najbliżsi, reprezentowani przez kancelarię prawną, uznali to za instrumentalne wykorzystanie wizerunku i naruszenie kultu pamięci osoby zmarłej.
Rodzina poczuła się zepchnięta na margines, gdy podczas majowych obrad Rady – w której zasiadają bliscy współpracownicy prezesa Adamca – przegłosowano kontrowersyjną uchwałę pomnikową, a krewnym zaproponowano jedynie symboliczną i pozbawioną realnego wpływu rolę w radzie honorowej.
Prawnik zabiera głos
W efekcie oburzeni krewni opuścili salę, a konflikt przeniósł się na grunt formalny. Blokada oficjalnego profilu posła, który dotychczas napędzał zbiórki, to dopiero początek. Podczas gdy Rada Fundacji forsuje swoje racje i zapowiada audyt finansowy mający dbać o transparentność, prezes zarządu Paweł Cyz pozostaje liderem głównie na papierze.
Pracownicy biura nie kryją przygnębienia – zamiast pomagać potrzebującym, muszą dziś obserwować smutny spektakl i zastanawiać się, kogo lokalni działacze mieli na myśli, mówiąc w sieci o osobach „próbujących ogrzać się przy cieple” zmarłego. Pozostaje mieć nadzieję, że rozsądek ostatecznie wygra z ambicjami, a pamięć o zmarłym nie zostanie przesłonięta przez betonowy monument.