Coming out aktora "Barw szczęścia". Bliscy mu odradzali. Oto co go spotkało
Dokonał coming outu, mimo że bliscy mu to odradzali. Co o “wyjściu z szafy” i życiu w zgodzie z soba powiedział uwielbiany polski aktor?
Decyzja o publicznym wyznaniu prawdy o sobie bywa przełomowym punktem w życiu każdej rozpoznawalnej osoby, ale bywa też obarczona ogromnym ryzykiem. Popularny polski aktor powrócił w szczerej rozmowie do kulis swojego głośnego wyznania, ujawniając, że znajomi z branży odradzali mu ten krok w obawie przed utratą zawodowych możliwości. Dziś bez owijania w bawełnę opowiada o uldze, jaką przyniósł mu coming out, a także o trudnej codzienności i dyskryminacji, z jaką mierzą się osoby o jego orientacji — nawet wewnątrz samej społeczności LGBT.
Coming outy w show-biznesie
Proces publicznego ujawniania swojej orientacji seksualnej przez znane postacie polskiego show-biznesu ma już długą historię – za przełomowy uważa się głośny coming out Jacka Poniedziałka sprzed ponad dwóch dekad, po którym na podobny krok zdecydowali się m.in. Michał Piróg, Tomasz Raczek, Michał Kwiatkowski czy Andrzej Piaseczny, którego wyznanie wywołało ogromną falę dyskusji w mediach.
Każda z tych osobistych opowieści pokazuje, jak zróżnicowana bywa droga do pełnej samoakceptacji – od gorącego wsparcia otoczenia po zmagania z krytyką czy niezrozumieniem. Obecnie coraz więcej znanych osób zwraca uwagę na to, że ich otwartość buduje niezwykle ważną widoczność i daje poczucie wspólnoty młodym ludziom poszukującym własnej tożsamości. Do tego grona dołączył również Patryk Pniewski. To nie jest łatwa historia.
Odradzali mu ujawnienie orientacji. Patryk Pniewski po wyznaniu czuje ulgę
Kilka miesięcy po marcu, kiedy to na antenie RMF FM Patryk Pniewski publicznie wyznał, że jest biseksualistą, znany z serialu „Pierwsza miłość” aktor zdecydował się na kolejną szczerą rozmowę. W wywiadzie udzielonym Piotrowi Grabarczykowi na łamach magazynu „Replika” artysta przyznał, że po zrzuceniu tej tajemnicy spadł mu z serca ogromny kamień.
Wyjawił również, że przed podjęciem ostatecznej decyzji wielu znajomych oraz osób ze świata show-biznesu próbowało go powstrzymać przed publicznym uzewnętrznianiem swojej seksualności:
Niektórzy mi to odradzali. Mówili, żebym tego nie robił, pytali, czy nie boję się konsekwencji, ale ja już nie chciałem i nie chcę się bać — zdradził aktor.
Pniewski podkreślił, że decyzja o coming oucie wynikała również z potrzeby odnalezienia w przestrzeni publicznej autorytetu, którego sam bezskutecznie szukał przez lata:
Przez całe dorosłe życie czekałem na jakąś […] osobę, która mogłaby mnie poprowadzić – kogoś, kto mógłby reprezentować to, z czym ja się też utożsamiam. I czekałem na tę osobę, która mogłaby to głośno powiedzieć, zabrać głos w debacie publicznej i ona nie przychodziła. W końcu doszedłem do wniosku, że może to jestem ja i że to ja mogę być tą osobą dla siebie — dodał.
Gorzka refleksja o biseksualności. Dyskryminacja z obu stron
W dalszej części rozmowy aktor bez owijania w bawełnę odniósł się do specyfiki postrzegania biseksualizmu w społeczeństwie, wskazując, że osoby o takiej orientacji często spotykają się z brakiem zrozumienia zarówno ze strony osób heteroseksualnych, jak i samej społeczności LGBT. Pniewski zauważył, że brak „własnej drużyny” i ugruntowanych wzorców prowadzi do krzywdzących uproszczeń oraz wykluczenia:
Nie mamy swojej własnej drużyny. Osoby ze środowiska mówią: "Nie jesteś do końca pogodzony ze sobą". Hetero może nie do końca wiedzą, z czym to się je i boją się, że w końcu ich zostawisz dla tej preferowanej płci — wyznał.
Aktor zwrócił również uwagę na powszechny problem braku akceptacji wewnątrz samej społeczności queerowej, zaznaczając płynny charakter swojej seksualności:
Sami prosimy o akceptację, a gdzieś wewnętrznie dyskryminujemy się nawzajem. Czytając komentarze osób queerowych, odnoszę czasami wrażenie, że ta literka »B« wcale nie jest potrzebna w tym skrócie i mogłoby jej nie być - powiedział.
I dodał:
Albo słyszy się, że »za parę lat już będziesz na pewno w 100 proc. gejem«, co też chyba jest dość krzywdzącym uproszczeniem. Nikt nie wie, co przyniesie czas, ta seksualność jest płynna – raz czuję większy flow z facetami, innym razem z dziewczynami. Zazwyczaj to wygląda tak, że gdy kończę relację z kobietą, to zaczynam z facetem i na odwrót — podsumował Pniewski.
Co wy na to?
