Gdyby nie to Stanisław Soyka mógłby dalej żyć. Syn mówi wprost, co doprowadziło do tragedii
Antoni Soyka w poruszającej rozmowie z Mateuszem Szymkowiakiem przerwał milczenie i wyznał bolesną prawdę o śmierci swojego ojca. Choć od tragicznych wydarzeń w Sopocie minął już rok, syn legendarnego Stanisława Soyki dopiero teraz zdecydował się ujawnić, co tak naprawdę wydarzyło się w hotelowym pokoju w sierpniu 2025 roku, tuż przed planowanym występem gwiazdora. Wyznał, że gdyby nie jedna kwestia, jego ojciec mógłby nadal żyć.
Syn Stanisława Soyki pojawił się w podcaście Świata Gwiazd i opowiedział o swoim ojcu i pięknych wspomnieniach z nim związanych. Nie zabrakło też smutnej refleksji dotyczącej śmierci muzyka. Syn jest niemal pewien, co doprowadziło do tragedii.
Tragiczny finał w Sopocie
Śmierć przyszła nagle, w momencie, gdy tysiące fanów czekało na jego wielki powrót na scenę. Stanisław Soyka zmarł dokładnie w dniu swojego planowanego występu na Top of the Top Sopot Festival. Kalendarz wskazywał sierpień 2025 roku, a on właśnie przygotowywał się do tego prestiżowego wydarzenia. Z relacji, którą przedstawił Antoni Soyka, wyłania się dramatyczny obraz samotnego końca wielkiej ikony.
Artysta opuścił festiwalową scenę i udał się na krótki odpoczynek. Nikt w kuluarach nie podejrzewał, że to jego ostatnie chwile. W szczerej rozmowie z Mateuszem Szymkowiakiem jego syn opisał w detalach, co wydarzyło się, gdy opadły pierwsze emocje po wyczerpującej próbie.
Tata wrócił z próby do hotelu, słabiej się poczuł i zmarł. To nie jest żadna tajemnica. Ktoś po niego poszedł, żeby go wziąć, bo był tam road manager, który go pilnował. On poszedł zaniepokojony, że nie schodzi, no i się okazało, że nie żyje – wyznał z bólem Antoni.
Dramaturgię tej sytuacji potęguje poczucie pustki. Antoni Soyka przebywał wtedy na wakacjach. Nie mógł być przy ojcu w tych ostatnich chwilach. Rozdzierające serce podsumowanie tamtych dni zamknął w zaledwie kilku bolesnych słowach, które padły przed naszymi kamerami.
Wtedy na tym festiwalu nie było z nim nikogo.
Szczere wyznanie syna o otyłości
Z naszych najnowszych informacji wyłania się obraz wyniszczającej, wieloletniej walki o zdrowie. Okazuje się, że to przewlekła otyłość była bezlitosnym, cichym zabójcą artysty. Stanisław Soyka przez całe życie próbował walczyć ze zbędnymi kilogramami, które z czasem stały się wielkim obciążeniem dla jego organizmu. Jak ujawnił syn, ta otyłość była jego przewlekłą chorobą, z którą zmagał się od młodości.
Poważna nadwaga nie była tylko kwestią wizerunku – prowadziła do niebezpiecznych, dodatkowych problemów zdrowotnych, w tym schorzeń cukrzycowych. W bolesną rocznicę śmierci ojca Antoni Soyka zdobył się na wielką odwagę i przerwał milczenie w sprawie tej druzgocącej przypadłości. Opowiedział o tym bez znieczulenia i z rozbrajającą wręcz szczerością.
Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, czy był chory, to ojciec był raczej zdrowy. Był takim mocnym bykiem. Był takim turem. Był silnym facetem, ale ta otyłość bardzo obciążała jego organizm. Jak czasami sobie "pogdybam" na ten temat, to powiedziałbym, że gdyby był szczupły, to by jeszcze żył. Gdyby trafił jak Cristiano Ronaldo na jakichś super trenerów, którzy by go zmobilizowali i gdyby mu się chciało i w ogóle.
Tajemnica wyników sekcji
Mimo poruszającego wywiadu i pełnej otwartości syna na temat walki ojca z nadwagą, rodzina wciąż nie ujawniła wszystkich szczegółów. Choć minęło już dwanaście miesięcy od tragedii w Sopocie, rodzina zmarłego stanowczo chroni jego prywatność w kluczowej kwestii.
Bliscy muzyka nie wyrazili zgody na ujawnianie opinii publicznej tak delikatnych szczegółów, jak wyniki sekcji zwłok. Ta kategoryczna decyzja wciąż nadaje całej sprawie aury bolesnej tajemniczości, choć najbliżsi po prostu robią, co w ich mocy, by uchronić pamięć ojca przed zbędną sensacją.
Poniżej cała rozmowa Mateusza Szymkowiaka z Antonim Sojką.