Hyży i jej córka zaczepione w sklepie. Niepokojąca sytuacja
Niecodzienna sytuacja spotkała Agnieszkę Hyży i jej córkę podczas wizyty w sklepie. To, co wydarzyło się w trakcie zakupów, zaskoczyło prezenterkę i sprawiło, że zwykłe wyjście nabrało zupełnie innego znaczenia. O całym zdarzeniu zrobiło się głośno, a szczegóły tej historii mogą zaskoczyć niejednego czytelnika.
Agnieszka Hyży należy do grona gwiazd, które cenią sobie prywatność i niechętnie dzielą się szczegółami życia rodzinnego. Choć od czasu do czasu publikuje kadry z rodzinnych wakacji, dba o to, by twarze jej pociech pozostały poza zasięgiem kamer. Nie wykorzystuje też dzieci do współprac reklamowych. W ten sposób konsekwentnie wyznacza granice między życiem zawodowym a prywatnym.
Agnieszka Hyży sprzeciwia się sharentingowi. Chroni prywatność dzieci
Agnieszka Hyży od lat konsekwentnie chroni wizerunek swoich dzieci i sprzeciwia się publikowaniu ich prywatnego życia w internecie. Dziennikarka i prezenterka telewizyjna zwraca uwagę na problem sharentingu, czyli udostępniania przez rodziców zdjęć, nagrań i informacji o dzieciach w mediach społecznościowych. Jej zdaniem najmłodsi nie powinni stawać się częścią internetowej popularności dorosłych tylko dlatego, że ich rodzice działają w show-biznesie.
Hyży sama pracuje przed kamerą i funkcjonuje w przestrzeni publicznej, ale wyraźnie oddziela obowiązki zawodowe od życia rodzinnego. Podkreśla, że to ona zdecydowała się na karierę w mediach, a jej dzieci nie zawierały żadnego kontraktu z telewizją.
Nie muszą więc uczestniczyć w jej publicznym życiu ani dostarczać treści do mediów społecznościowych. Prezenterka krytycznie odnosi się do sytuacji, w których prywatność najmłodszych staje się sposobem na zdobywanie zasięgów i budowanie popularności.
Zobacz także: Daniel Martyniuk zabrany przez policję. Wyszło na jaw, czego się dopuścił
Agnieszka Hyży dołączyła do kampanii
Prezenterka zaangażowała się jako ambasadorka w ogólnopolską kampanię społeczną #NieMaMnieTutaj oraz powiązaną z nią akcję „Status: Udostępnione”. Inicjatywy zwracają uwagę na cyfrowy ślad pozostawiany przez rodziców, którzy publikują informacje o swoich dzieciach w internecie. Zdjęcia, nagrania czy szczegóły codziennego życia mogą pozostawać w sieci przez lata, a ich dalsze wykorzystanie nie zawsze zależy od osoby, która je udostępniła.
Dla mnie granica przebiega tam, gdzie kończy się opowiadanie o własnym doświadczeniu rodzicielstwa, a zaczyna wykorzystywanie doświadczeń dziecka. Zdarza mi się realizować współprace reklamowe, w których uczestniczą również moje dzieci. Nigdy jednak nie pokazuję ich twarzy. Co więcej, nie są głównym motywem przewodnim takich kampanii. To nie one mają sprzedawać produkt i przyciągać uwagę odbiorców.
Hyży podkreśla również, że samo zapytanie dziecka o zgodę na publikację nie rozwiązuje problemu. Kilkulatek nie jest w stanie w pełni przewidzieć, jakie konsekwencje może mieć udostępnienie jego wizerunku. Odpowiedzialność za ochronę prywatności spoczywa przede wszystkim na dorosłych, którzy powinni brać pod uwagę nie tylko bieżącą reakcję dziecka, lecz także możliwość dalszego rozpowszechniania materiałów w sieci.
Niepokoi mnie szczególnie komercjalizacja dzieciństwa. Dziecko, które regularnie występuje w materiałach reklamowych i generuje rodzicom przychody, w pewnym sensie zaczyna pracować. Tylko czy rozumie, na czym ta praca polega? Czy wie, że jego twarz może zostać w internecie na zawsze? Czy może powiedzieć "nie", nawet jeśli rodzic wie, że dany materiał przyniesie ogromne zasięgi?
Jednym z doświadczeń, o których prezenterka mówiła w wywiadach, była sytuacja w sklepie Biedronka. Kasjerka zwróciła się do jej siedmioletniej córki po imieniu i wymieniła imiona jej braci. Informacje o rodzinie znała z mediów. To zdarzenie uświadomiło Hyży, jak daleko może sięgać utrata anonimowości dziecka, nawet jeśli ono samo nie prowadzi żadnego publicznego profilu.
Ale pamiętam też bardzo konkretną sytuację, która naprawdę dała mi do myślenia. Byłam z córką na zakupach w Biedronce. Miała wtedy siedem lat. Przy kasie pani nas rozpoznała i zaczęła zwracać się do mojego dziecka po imieniu. Wiedziała również, jak mają na imię jej bracia, znała różne szczegóły dotyczące naszej rodziny. Wszystko z mediów. Po wyjściu ze sklepu córka zapytała mnie: “Mamo, skąd ta pani wie, jak mam na imię? Skąd zna moich braci?” - opowiadała.
I dodała:
I pamiętam, że przez chwilę sama nie wiedziałam, co o tym myśleć. Przecież ta kobieta nie zrobiła nic złego. Była sympatyczna, po prostu nas rozpoznała. A jednak poczułam, że coś jest nie tak. Bo dla mnie to była miła pani spotkana przy kasie. Dla mojego siedmioletniego dziecka była to zupełnie obca osoba, która wiedziała o nim zaskakująco dużo. Wtedy zapaliła mi się lampka. Zrozumiałam, że nawet jeśli ja oswoiłam się z rozpoznawalnością, moje dzieci wcale nie muszą. To był moment, w którym pomyślałam, że muszę zamknąć drzwi do naszego prywatnego świata. Na tyle szczelnie, na ile tylko się da. - mówiła w wywiadzie dla Gazety.pl
Zobacz także: Anna Dymna jest matką chrzestną Heleny Englert. Tak ją skwitowała
Grzegorz Hyży nie zgadza się na publikację wizerunku synów
Prezenterka zwraca uwagę, że publikowane informacje mogą sprawić, iż obce osoby będą znały szczegóły życia najmłodszych, zanim dzieci same zdecydują, czym chcą się dzielić. Właśnie dlatego tak istotne jest ograniczanie obecności dzieci w mediach społecznościowych i ostrożne podejmowanie decyzji dotyczących ich wizerunku.
Dla mnie granica przebiega tam, gdzie kończy się opowiadanie o własnym doświadczeniu rodzicielstwa, a zaczyna wykorzystywanie doświadczeń dziecka. Zdarza mi się realizować współprace reklamowe, w których uczestniczą również moje dzieci. Nigdy jednak nie pokazuję ich twarzy. Co więcej, nie są głównym motywem przewodnim takich kampanii. To nie one mają sprzedawać produkt i przyciągać uwagę odbiorców.
Temat prywatności dzieci pojawiał się również w kontekście rodziny Grzegorza Hyżego i jego byłej żony Mai Hyży. Maja Hyży regularnie publikuje w mediach społecznościowych materiały przedstawiające ich wspólnych synów. Agnieszka Hyży potwierdziła natomiast publicznie, że jej mąż nie wyraża zgody na publikowanie wizerunku chłopców w internecie.
Takie są fakty, że tam dzieci są pokazywane, a u nas nie. Nie jest tajemnicą, bo Grzegorz o tym mówił, że nie wyraża na to zgody. Apelował również do mediów, żeby to uszanowały. I to nie wynika z żadnej złośliwości czy konfliktu rodzicielskiego, tylko z odpowiedzialności oraz ochrony wizerunku i prawa do prywatności dzieci.