Odeszła przedwcześnie. Nagła śmierć Grażyny Świtały do dziś budzi kontrowersje
Grażyna Świtała zmarła 25 lipca 2003 roku w wieku 49 lat wskutek krwiaka mózgu, po wcześniejszym urazie głowy. Choć lekarze wskazali przyczynę, w mediach i wśród fanów do dziś krążą spekulacje, że w zdarzeniu mogły brać udział osoby trzecie.
Kariera pod prąd i upór, który zaprowadził Grażynę Świtałę na szczyt
Droga Grażyny Świtały do sukcesu wcale nie była usłana różami. Urodzona w Szczytnie artystka od najmłodszych lat żyła muzyką, co w jej domu było czymś naturalnym. Ojciec uczył w szkole muzycznej, mama miała teatralne zacięcie, więc scena szybko stała się jej żywiołem. A jednak już na starcie spotkała się z bolesnym zderzeniem z rzeczywistością – nie dostała się na wymarzony wydział wokalny Akademii Muzycznej w Katowicach. Komisja uznała, że… brakuje jej umiejętności.
Brzmi jak początek historii o niespełnionych marzeniach? Nic z tych rzeczy. Świtała nie odpuściła. Ukończyła wychowanie muzyczne i równolegle zaczęła budować swoją pozycję na scenie. Początki były trudne – występ w Opolu nie przyniósł przełomu, a publiczność nie oszalała na jej punkcie. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy zauważył ją Jerzy Milian. To on dostrzegł w niej potencjał i pomógł rozwinąć skrzydła.
Świtała długo szukała swojego stylu. Próbowała jazzu, bluesa, eksperymentowała z interpretacjami. W końcu postawiła na country – gatunek wówczas w Polsce niszowy, wręcz egzotyczny. I to był strzał w dziesiątkę. Publiczność pokochała jej autentyczność, a sceniczna charyzma sprawiała, że trudno było oderwać od niej wzrok. Z czasem koncertowała niemal bez przerwy, nawet siedem dni w tygodniu. Mimo to podkreślała, że kariera nigdy nie była dla niej najważniejsza – zawsze gdzieś obok była potrzeba życia poza sceną.
Nie tylko scena – serce do ludzi i życie prywatne pełne zwrotów
Choć dla fanów była przede wszystkim gwiazdą estrady, Grażyna Świtała miała znacznie więcej do zaoferowania niż tylko przeboje. Jej repertuar – z hitami jak „Dwa serca jak pociągi dwa” czy „Moja miłość bez imienia” – przyciągał tłumy, ale równie ważna była jej działalność poza sceną. W czasach, gdy niewielu artystów angażowało się społecznie na taką skalę, ona stworzyła fundację „Naprawdę czeka ktoś” i zainicjowała Festiwal Piosenki Dzieci i Młodzieży Specjalnej Troski w Ciechocinku.
Była też kompozytorką – choć mało kto o tym wiedział. Tworzyła pod nazwiskiem byłego męża, co tylko dodaje tej historii nuty tajemniczości. Jej życie prywatne nie zawsze układało się idealnie. Małżeństwo z Krzysztofem Kettnerem zakończyło się rozwodem, ale później przez lata była związana z kompozytorem Andrzejem Rutkowskim. To właśnie z tego związku urodziła się jej córka, Agata.
Narodziny dziecka zmieniły wszystko. Świtała, wcześniej pochłonięta koncertami, zwolniła tempo. Chciała być obecną mamą, przekazać córce wartości i może kiedyś stanąć z nią na scenie. Ten plan jednak nigdy nie doczekał się realizacji. Choć Agata Świerczewska poszła w muzyczne ślady mamy, los napisał dla nich inny scenariusz.
Tragiczny finał i plotki, które nie milkły latami
Ostatni rozdział życia Grażyny Świtały do dziś budzi emocje. W lipcu 2003 roku artystka trafiła do warszawskiego szpitala po urazie głowy. Dwa tygodnie później oznajmiono, że nie żyje. Podobno zmarła we śnie. Oficjalna diagnoza była jasna: krwiak mózgu. Sama Świtała przed śmiercią mówiła, że się uderzyła. To jednak nie uciszyło spekulacji.
Media szybko podchwyciły temat. Pojawiły się sugestie, że uraz nie był przypadkowy, a w sprawę mogły być zamieszane osoby trzecie. Podsycał je fakt, że artystka miała również rozciętą wargę. Plotki rozprzestrzeniały się błyskawicznie, a atmosfera wokół jej śmierci stawała się coraz bardziej napięta.
Głos w sprawie zabrała siostra piosenkarki, Henryka Świtała-Syrie. Wprost zaprzeczyła sensacyjnym doniesieniom. W wywiadzie dla “Vivy!” mówiła:
Grażynka już kiedyś doznała urazu głowy. Nie wiedziała, że został mały, otorbiony krwiak. I teraz to drugie uderzenie go uaktywniło.
Później jednoznacznie zaznaczyła, że to "drugie uderzenie" było wypadkiem.
Ale mam stuprocentową pewność, że nie był w to zamieszany nikt z zewnątrz. Kiedy Grażyna szła do szpitala, była przytomna. Powiedziałaby mi, że ktoś ją pobił albo popchnął. Byłyśmy sobie bardzo bliskie - dodała Henryka Świtała-Syrie.
Mimo tych wyjaśnień cień wątpliwości pozostał. Dla wielu fanów nagła śmierć ukochanej artystki była trudna do zaakceptowania, dlatego szukali innych odpowiedzi. Dziś jednak najważniejsze wydaje się to, co po niej zostało – muzyka, wspomnienia i historia, która wciąż porusza. A jej córka przypomina o niej na scenie. Jak sama powiedziała:
Mama nauczyła mnie, że jeśli coś w życiu jest ważne, to nie ma takiego nakładu pracy, którego nie warto byłoby poświęcić – wyznała Agata Świtała-Rutkowska w wywiadzie z "Życiem na gorąco".
