Ojciec Krzysztofa Dymińskiego właśnie przekazał. Znalazł ciało w Wiśle. "Od razu wiedzieliśmy"
Doświadczenie zdobyte podczas wieloletnich poszukiwań zaginionego syna wykorzystuje dziś, by pomagać innym rodzinom. Daniel Dymiński, którego syn Krzysztof zaginął w maju 2023 r., zaangażował się w sprawę 13-letniej Roksany Jurczyszyn, zaginionej w Warszawie. Mężczyzna zorganizował własne poszukiwania na Wiśle, a we współpracy z nurkami natrafił na ciało młodej kobiety. Służby nie potwierdziły dotąd, czy odnalezione zwłoki należą do nastolatki, jednak Dymiński jest przekonany, że to właśnie zaginiona dziewczynka.
13-letnia Roksana Jurczyszyn zaginęła 10 października. Wieczorem spotkała się ze znajomymi na bulwarach Wiślanych, w pobliżu mostu Świętokrzyskiego. Przed godz. 21 zapewniała tatę, że za 10 minut będzie w domu. Niedługo później jej telefon przestał odpowiadać, a po dziewczynce ślad zaginął.
Zaginęła 13-letnia Roksana Jurczyszyn. W Wiśle znaleziono ciało młodej kobiety
13-letnia Roksana Jurczyszyn zaginęła 10 października w Warszawie. Tego wieczoru spotkała się ze znajomymi na bulwarach wiślanych w okolicach mostu Świętokrzyskiego. Przed godziną 21 przekazała ojcu, że za 10 minut będzie w domu. Nie wróciła jednak do miejsca zamieszkania, a jej telefon przestał odpowiadać. Od tamtej pory trwały poszukiwania nastolatki.
We wtorek, 27 października, pojawiła się informacja o odnalezieniu ciała młodej kobiety w Wiśle. O zdarzeniu poinformował Daniel Dymiński, ojciec zaginionego Krzysztofa Dymińskiego, który wraz ze współpracującymi z nim nurkami prowadził poszukiwania w rzece. Przy odnalezionych zwłokach znajdowały się przedmioty należące do zaginionej 13-latki. Wśród nich były telefon, dokumenty i karta Roksany Jurczyszyn.
Zobacz także: Znika z jury "TzG". Stacja podjęła decyzję
Nurkowie znaleźli ciało w Wiśle
Jak przekazał Daniel Dymiński, podczas prowadzonych działań jedna z czujek zwróciła uwagę zespołu. Nurkowie podpłynęli we wskazane miejsce, a następnie zeszli pod wodę. To właśnie wtedy natrafili na ciało młodej kobiety.
Od trzech lat mierzymy się ze swoją własną tragedią, dlatego postanowiłem pomóc rodzinie Roksany z odruchu serca. Znamy bardzo dobrze Wisłę, bo już dosyć długo na niej działamy, mamy grupę osób, które nam pomagają i z którymi współpracujemy, z ogromnym zapleczem technologicznym związanym z hydrologią, z odpowiednim sprzętem, więc postanowiliśmy pomóc. Zawsze do takich działań podchodzimy po odpowiedniej analizie. Wczoraj wieczorem zrobiliśmy w tej sprawie rekonesans, dzięki czemu wiedzieliśmy, gdzie zacząć. - mówi w rozmowie z “Faktem” Daniel Dymiński
Znalezisko wzbudziło nadzieję na ustalenie, co stało się z 13-latką, która zniknęła w Warszawie ponad dwa tygodnie wcześniej. Obecność jej rzeczy osobistych sprawiła, że Daniel Dymiński jest przekonany, iż odnalezione ciało należy do Roksany. Na tym etapie służby nie potwierdziły jednak tożsamości zmarłej.
Przede wszystkim najtrudniejsze dla nas było to, że nie mieliśmy pewności, gdzie jest punkt zero, bo takie informacje trudno było pozyskać. Zaginiona mogła znajdować się w różnych punktach na moście. Dlatego rozpoczęliśmy od prawej strony i po kolei sukcesywnie wrzucaliśmy takie specjalne czujki do wody i przesuwaliśmy się w te miejsca, które wcześniej wytypowaliśmy. Nasz plan zakładał poszukiwania do mostu Gdańskiego. Rzeka jest naprawdę tutaj nieprzewidywalna i w różnych sytuacjach może to wyglądać inaczej. No ale jak podchodziliśmy do tej naszej analizy, to od razu wiedzieliśmy, że trzeba tam zacząć
Zobacz także: Zaginięcie Emilii Koprowskiej. Taki wpis pojawił się na Facebooku. Minęło kilka tygodni
Prokuratura czeka na wyniki badań
Sprawą zajmują się odpowiednie służby, które muszą ustalić tożsamość odnalezionej kobiety. Jak przekazała prokuratura w rozmowie z „Faktem”, stan rozkładu zwłok jest na tyle zaawansowany, że identyfikacja wymaga przeprowadzenia dodatkowych badań. Dopóki nie zostaną uzyskane ich wyniki, nie można oficjalnie potwierdzić, czy ciało odnalezione w Wiśle należy do zaginionej nastolatki. Przedmioty znalezione przy zwłokach stanowią istotną informację w sprawie, ale nie zastępują formalnej identyfikacji.
Wiedzieliśmy, że to może być strzał. Mieliśmy rację — komentuje mężczyzna odnosząc sie do czujek, które wykryły ciało
Roksana Jurczyszyn zaginęła 10 października po spotkaniu ze znajomymi w rejonie mostu Świętokrzyskiego. Ostatni kontakt z ojcem miała przed godziną 21. Od tego czasu nie udało się ustalić, co się z nią stało. Kluczowe dla sprawy będą teraz wyniki badań, które pozwolą potwierdzić tożsamość odnalezionej osoby.
W jakim stanie było ciało? Ja mam swoje teorie, ale nie chcę tego komentować. Myślę, że tutaj jest sprawa wyjaśniona — podkreśla