Porażające wyznanie Heleny Englert w "TzG". "Jestem na lekach od półtora roku", "wstydzę się domu, z którego jestem"
Helena Englert podczas 4. odcinka 19. edycji „Tańca z Gwiazdami” opowiedziała o hejcie, który spotkał ją po występie w teatrze oraz debiucie na Open’erze. Aktorka i wokalistka wyznała, że po fali komentarzy zadzwoniła do lekarza i od półtora roku przyjmuje leki, a skala krytyki sprawiła, że zaczęła wstydzić się domu, z którego pochodzi.
To, co powiedziała przed wejściem na parkiet, rzuca nowe światło na sytuacje, o których wcześniej mówiła już publicznie. Helena nie ukrywała emocji i tym razem poszła o krok dalej. Jej słowa mogą zaskoczyć osoby, które śledzą jej karierę od początku.
„Taniec z Gwiazdami” zabrał uczestników w podróż do przeszłości. Helena Englert wróciła do trudnych wspomnień
Niedzielny wieczór w Polsacie upływa pod znakiem wspomnień. 4. odcinek 19. edycji „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami” odbywa się pod hasłem „Wehikuł czasu”. W tej odsłonie uczestnicy wracają do ważnych i przełomowych momentów swojego życia, a specjalnym przewodnikiem po przeszłości został Piotr Kędzierski, który dołączył do prowadzących programu. Na parkiecie pozostało 10 par, które walczą o dalszy udział w show.
Wśród uczestników, którzy pojawili się dziś na parkiecie, jest Helena Englert i Roman Osadchy. Pożegnanie z programem mają już za sobą Monika Borzym i Michał Kassin oraz Matteo Brunetti i Izabela Skierska. Pozostałe pary kontynuują taneczną rywalizację, a dla Heleny ten odcinek okazał się wyjątkowo osobisty.
„Wehikuł czasu” pozwolił uczestnikom opowiedzieć o wydarzeniach, które w jakiś sposób ich ukształtowały. Nie wszystkie wspomnienia są jednak przyjemne. Helena Englert zdecydowała się wrócić do momentów, kiedy mierzyła się z wyjątkowo mocną krytyką w internecie.
Aktorka przypomniała, że w 2025 r. zagrała Ofelię w „Hamlecie” wystawianym w Teatrze Narodowym, a spektakl wyreżyserował jej ojciec, Jan Englert. Wokół obsadzenia córki reżysera pojawiły się zarzuty o nepotyzm i komentarze dotyczące jej talentu. Wcześniej media informowały również o emocjach wokół jej muzycznego debiutu i występu na Open’er Festivalu.
Dziś Helena postanowiła powiedzieć, jak wyglądało to z jej perspektywy. I tym razem nie ograniczyła się do opowieści o komentarzach w sieci. Zdradziła, że hejt realnie odbił się na jej życiu.
Zobacz też: Na profilu Grażyny Torbickiej pojawiło się czarno-białe zdjęcie. Dwa słowa | Świat Gwiazd

Helena Englert jest córką Jana Englerta i Beaty Ścibakówny. Od lat próbuje zbudować własną drogę w show-biznesie
Helena Englert od początku kariery funkcjonuje w wyjątkowo rozpoznawalnym środowisku. Jest córką Jana Englerta i Beaty Ścibakówny, jednej z najbardziej znanych par aktorskich w Polsce. Jej ojciec jest aktorem i reżyserem, przez lata związanym również z Teatrem Narodowym, a mama ma na koncie wiele ról teatralnych, filmowych i serialowych.
Sama Helena przed kamerą pojawiła się bardzo wcześnie. Zadebiutowała jako dwulatka w „Superprodukcji” Juliusza Machulskiego, a później występowała m.in. w „Układzie zamkniętym”, „Barwach szczęścia”, „Diagnozie”, „Slebodzie” czy „BringBackAlice”. W 2023 r. ukończyła Wydział Aktorski Akademii Teatralnej w Warszawie. Przez pewien czas studiowała także w Nowym Jorku.
Jej nazwisko od dawna jest jednak zarówno przepustką do wielkiego świata, jak i źródłem komentarzy. Widzowie i internauci wielokrotnie zarzucali jej, że rodzinne kontakty ułatwiają jej zdobywanie kolejnych zawodowych szans. Szczególnie głośno zrobiło się wokół „Hamleta”, w którym Helena zagrała Ofelię, a reżyserem przedstawienia był jej ojciec.
W 2025 r. Helena rozpoczęła również działalność muzyczną pod pseudonimem HELA. W 2026 r. wystąpiła na Open’er Festivalu, co wywołało kolejną falę komentarzy. Część internautów kwestionowała jej obecność w festiwalowym line-upie ze względu na krótką historię muzycznej kariery i znane nazwisko. Z drugiej strony dziennikarz muzyczny Tomasz Ochota zwracał uwagę, że na festiwalach obok uznanych wykonawców pojawiają się również nowe projekty.
Helena mówiła później, że muzyka jest dla niej ważnym sposobem na niezależność twórczą. Udział w „Tańcu z Gwiazdami” także traktuje jako okazję do dotarcia ze swoją twórczością do nowych odbiorców.
Dziś, stojąc na parkiecie z Romanem Osadchym, wróciła jednak do ceny, jaką zapłaciła za publiczne zainteresowanie jej karierą.
Zobacz też: Niepokojące informacje przed dzisiejszym "TzG". Iza Kuna ma kontuzję, "bardzo cierpi" | Świat Gwiazd
„Nie da się uodpornić na hejt”. Helena Englert opowiedziała o lekach i wstydzie związanym z rodziną
Przed występem Helena Englert przypomniała sytuacje, które szczególnie mocno zapadły jej w pamięć. Opowiadała o czasie, kiedy zagrała Ofelię u swojego ojca. Wtedy — jak mówiła — bardzo bolało ją to, że krytyka jej pracy szybko zamieniała się w komentarze dotyczące całej jej rodziny. Pojawiały się opinie, że skoro jej ojciec jest wielkim dyrektorem teatru, to ona sama jest „dnem”, nie ma talentu czy urody.
Aktorka przyznała, że trudno było jej przejść nad tym do porządku dziennego.
Moim zdaniem nie da się uodpornić na hejt.
Później przyszedł Open’er. Wokół jej występu ponownie pojawiły się komentarze sugerujące, że miejsce na festiwalu zawdzięcza przede wszystkim nazwisku ojca. W mediach społecznościowych pojawiały się głosy o rzekomych „znajomościach taty”. Sama Helena zabrała wówczas głos i apelowała, by jej nie bronić przed każdym krytycznym komentarzem.
Dziś zdradziła jednak, że tamten czas był dla niej znacznie trudniejszy, niż mogło się wydawać z zewnątrz. Po hejcie związanym z Open’erem leżała w łóżku i zadzwoniła do lekarza. Od tego momentu, jak powiedziała, jest na lekach — już od półtora roku.
To właśnie wtedy miała również zacząć patrzeć inaczej na swoje pochodzenie. Przyznała, że zaczęła się wstydzić tego, z jakiego domu pochodzi. Jednocześnie podkreśliła, że mimo wszystkiego nie zamierza rezygnować z branży, którą kocha.
Ta branża to największa miłość mojego życia i i tak będę to robić. Nikt mi tego nie zepsuje — powiedziała.
Po swoim tańcu Helena zaznaczyła jednak, że nie chce przedstawiać siebie jako ofiary.
Ja nie jestem ofiarą tej sytuacji, ludzie mają poważne problemy, ja po prostu powiedziałam, co myślę. Nie chcę z siebie robić ofiary i że to takie straszne, jest, ale ludzie cierpią naprawdę na tym świecie — powiedziała po występie.
Jej wyznanie było więc nie tylko opowieścią o hejcie, ale także o próbie znalezienia własnego miejsca pomiędzy sławnym nazwiskiem, rodzinną historią i potrzebą udowodnienia, że ma własny głos.