Transmisja ze streamu przerwana. Łatwogang się zatrzymał. Co się dzieje?
Łatwogang prowadzi internetową akcję charytatywną, której celem jest zebranie 12 milionów złotych na leczenie ośmioletniego Maksymiliana Tockiego chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. W ramach przedsięwzięcia influencer realizuje trasę rowerową z Zakopanego do Gdańska, transmitowaną na żywo. W trakcie akcji pojawiały się problemy zdrowotne, przerwy w transmisji oraz zmiany w pierwotnych deklaracjach dotyczących trasy.
Łatwogang i rowerowa akcja charytatywna
Działalność Łatwoganga po raz kolejny pokazała, że dobrze zaplanowana akcja charytatywna może wywołać ogromne społeczne zaangażowanie. Influencer postanowił przejechać rowerem trasę z Zakopanego do Gdańska, by nagłośnić zbiórkę pieniędzy na leczenie ośmioletniego Maksymiliana Tockiego, cierpiącego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Cel finansowy był ogromny — 12 milionów złotych.
Od początku wydarzeniu towarzyszyła narracja przekraczania granic wytrzymałości. Influencer zapowiedział, że jeśli przed dotarciem do Warszawy uda się osiągnąć pułap 12 milionów złotych, wróci z Gdańska do Zakopanego również na rowerze.
Przełomowy moment całej akcji nastąpił w trakcie transmisji na żywo, kiedy influencer otwarcie przyznał, że jego organizm nie wytrzymuje narzuconego tempa. Widzowie usłyszeli słowa:
Słuchajcie, sytuacja jest taka, że wydaje mi się, patrząc na to, jak się czuję i jak wszystko wygląda, biorąc pod uwagę, że mamy 360 kilometrów, to mam poczucie, że to, by wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie, będzie niemożliwe dla mnie fizycznie.
Chcę Wam powiedzieć to teraz, na tym etapie. Na pewno dojadę do Gdańska z Zakopanego. Dajcie znać, co o tym myślicie. Czy to jest jakkolwiek dla Was okej? (...) Przerosła mnie ta cała sytuacja, już widzę, że od trzech godzin mam problemy żołądkowe, odwadniam się bardzo silnie.

Kryzys w trakcie trasy Łatwoganga
W trakcie jednego z postojów organizatorzy zdecydowali się także na kontrolę medyczną influencera. Sytuacja była o tyle istotna, że Łatwogang miał już za sobą setki kilometrów przejechanych niemal bez snu, przy ciągłej transmisji internetowej i ogromnym wysiłku fizycznym. Na nagraniach publikowanych w sieci widać było, że sztab zwraca szczególną uwagę na nawodnienie oraz regenerację organizmu.
Ratownicy medyczni, którzy pojawili się podczas przerwy na trasie, ocenili jednak jego stan zaskakująco dobrze. Jak relacjonowała Wirtualna Polska, jeden z medyków stwierdził, że parametry influencera wyglądały tak, „jakby nigdzie nie jechał”. Jednocześnie podkreślono, że przy tak dużym wysiłku regularna kontrola była konieczna.
Łatwogang przerwał jazdę między godziną 4 a 6 rano. W tym czasie zdecydował się na krótką drzemkę, która miała pozwolić na częściową regenerację.
Przerwy w streamie Łatwoganga
W ostatnich godzinach akcji coraz częściej dochodziło również do krótkich przerw w transmisji. Widzowie zamiast obrazu z trasy widzieli czarny ekran z napisem „zaraz wracamy”, co zaczęło wywoływać niepokój na czacie. Szczególnie że przerwy pojawiały się także w momentach, gdy — jak wynikało z wcześniejszych ujęć — Łatwogang normalnie kontynuował jazdę.
Internauci szybko zaczęli jednak zwracać uwagę na jeden szczegół. Mimo braku obrazu cały czas działał widoczny na transmisji prędkościomierz, pokazujący tempo jazdy influencera. To właśnie on uspokajał część odbiorców. Nawet gdy ekran pozostawał czarny, wskaźnik wyraźnie pokazywał, że rower nadal się porusza i akcja nie została przerwana.
Ostatecznie ekipa odpowiedzialna za transmisję odniosła się do powtarzających się przerw w streamie. Jak przekazano, problem miał charakter czysto techniczny:
Mieliśmy problem trochę sprzętowy, po pierwsze kable zawodzą i będzie je trzeba wymienić. Kolejna sprawa – był fatalny zasięg
W trakcie trwania relacji Łatwogang przekazał również orientacyjny plan dalszej jazdy. Zapowiedział, że jego celem jest dotarcie do Gdańska około godziny 18. Na tym etapie akcji pozostawało już niecałe pół miliona złotych do osiągnięcia założonego celu zbiórki. Równocześnie do mety w Gdańsku pozostawało około 185 kilometrów, a Łatwogang właśnie wjeżdżał do Torunia. Całe przedsięwzięcie trwało już ponad 39 godzin nieprzerwanej aktywności, licząc zarówno jazdę, jak i krótkie przerwy techniczne oraz regeneracyjne.

