Zmarła na raka, mając zaledwie 50 lat. Widzowie pokochali ją za rolę w "Na dobre i na złe"
9 kwietnia przypada rocznica śmierci Darii Trafankowskiej, artystki, którą Polacy pokochali za niezwykłą empatię i ciepło. Choć ogromną popularność przyniosła jej rola oddziałowej Danuty Dębskiej w serialu „Na dobre i na złe” oraz prowadzenie kultowego teleturnieju „Szalone liczby”, jej życie prywatne było naznaczone walką z chorobą, którą toczyła z dala od blasku fleszy. Aktorka pracowała niemal do ostatniej chwili, udowadniając, że pasja i miłość do ludzi mogą być silniejsze niż strach.
Daria Trafankowska: Walka z chorobą
Daria Trafankowska przez większość trwania choroby unikała publicznych wypowiedzi na temat swojego stanu zdrowia. Chroniła prywatność, nie chcąc epatować cierpieniem. Pierwsze próby naruszenia jej spokoju nastąpiły już w szpitalu, o czym wspomniała w poruszającym wywiadzie dla magazynu „Viva!”, udzielonym zaledwie miesiąc przed śmiercią:
Kiedy po raz pierwszy trafiłam do szpitala onkologicznego, ktoś zadzwonił do kilku redakcji z informacją, że Trafankowska ma raka. (...) Przedstawił się jako pracownik szpitala, ale równie dobrze mógł to być ktoś z odwiedzających. Zaraz rozdzwoniły się telefony. (...) Dziennikarze pytali, czy to prawda. Za każdym razem prosiłam, by o tym nie pisać.
Największy zawód sprawiła jej jednak redakcja, z którą współpracowała na co dzień. Mimo prośby o skupienie się na wdzięczności wobec wspierających ją osób, opublikowany materiał rozczarował aktorkę swoją powierzchownością:
Bardzo to przeżyłam. Udzieliłam im wywiadu, bo pisuję do tej gazety i czułam się zobligowana do szczerości. Po wydrukowaniu go byłam załamana. Przeczytałam wszystko to, czego chciałam uniknąć. Prosiłam, by skupić się na moich podziękowaniach dla ludzi, którzy mnie wspierają. Wszystko, co było dla mnie ważne, wypadło z rozmowy. Zostały banały.
Daria Trafankowska: Diagnoza i milczenie nt. choroby
Aktorka wyznała, że jej powściągliwość wynikała z lęku przed posądzeniem o autopromocję na kanwie tragedii. Dodatkowo sama czuła się zagubiona w obliczu medycznych faktów. Diagnoza była bezlitosna: nowotwór trzustki z przerzutami na wątrobę.
Nowotwór wciąż jest wielką niewiadomą. Przebieg choroby za każdym razem jest inny. W moim przypadku rokowania są kiepskie. Rak trzustki z przerzutami na wątrobę – mówiła otwarcie.
Rak trzustki to jeden z najtrudniejszych do wykrycia nowotworów, ponieważ jego wczesne objawy – takie jak ból pleców, utrata apetytu czy spadek wagi – często bywają bagatelizowane. Dopiero zaawansowane stadium przynosi wyraźne sygnały, takie jak żółtaczka czy świąd skóry. Trafankowska, mimo świadomości zagrożenia, do końca zachowała godność i skromność.
Daria Trafankowska: leczenie eksperymentalne
W obliczu kiepskich rokowań gwiazda zdecydowała się na innowacyjne rozwiązania. Poddała się immunoterapii, która polegała na podawaniu szczepionek stworzonych na bazie jej własnej krwi. Oprócz tradycyjnej, wyniszczającej chemii dotętniczej, szukała wsparcia w ziołolecznictwie i rygorystycznej diecie.
Polega to na powolnym zatruwaniu całego organizmu, w takiej dawce jednak, by potrafił się obronić. Po tej dotętniczej chemii czułam się fatalnie. Ale ogólnie nie jest aż tak źle. Biorę różne leki osłonowe, piję zioła, ścisła dieta przynosi efekty – relacjonowała proces leczenia.
Z wielką nadzieją wypowiadała się o szczepionkach:
To wciąż metoda eksperymentalna, ale postawiła na nogi wielu ludzi, na których tak zwana tradycyjna medycyna machnęła ręką.
Niestety, mimo ogromnej woli życia i wsparcia fanów, choroba postępowała błyskawicznie. Daria Trafankowska zmarła niecały rok po usłyszeniu diagnozy, w wieku zaledwie 50 lat. Pozostała w pamięci widzów nie tylko jako utalentowana aktorka, ale przede wszystkim jako „nasza Duśka” – kobieta o wielkim sercu, która pomagała innym nawet wtedy, gdy sama tej pomocy najbardziej potrzebowała.

