Nie żyje dwoje wybitnych polskich artystów. Byli małżeństwem, zmarli w odstępie 60h
Mieli wspólne życie, pasję i plany, które chcieli jeszcze zrealizować. Elżbieta i Lech Ledeccy z Częstochowy przez ponad sześć dekad szli przez życie ramię w ramię. Nikt nie spodziewał się, że ich ostatni wspólny wyjazd zakończy się tak wielką tragedią. Najpierw do szpitala trafiła 77-letnia Elżbieta. Dwa dni później zmarł jej 78-letni mąż. Kobieta odeszła w piątek, około 60 godzin po nim. Bliscy artystów nie kryją bólu, a okoliczności ich śmierci poruszają do głębi.
Wiadomość o śmierci małżeństwa Ledeckich wstrząsnęła środowiskiem artystycznym Częstochowy. Elżbieta i Lech byli nie tylko partnerami w życiu prywatnym, ale również twórcami, których połączyła miłość do sztuki. Wspólnie malowali, projektowali wnętrza, tworzyli ceramikę i rzeźby. Znali się jeszcze z czasów młodości, a ich relacja przetrwała kolejne dekady. Kiedy wyjeżdżali do sanatorium w Wieńcu-Zdroju, mieli jeszcze plany na przyszłość. Nikt nie przypuszczał, że właśnie tam rozegrają się wydarzenia, które na zawsze rozdzielą tę parę.
Najpierw trafiła do szpitala, później nadeszła kolejna tragedia. Wszystko wydarzyło się w sanatorium
Elżbieta i Lech Ledeccy przebywali w sanatorium w Wieńcu-Zdroju w województwie kujawsko-pomorskim. Właśnie tam doszło do dramatycznego splotu wydarzeń medycznych, który zakończył się śmiercią obojga małżonków.
Pierwsza pomocy medycznej potrzebowała Elżbieta. Kobieta została zabrana do szpitala przez załogę pogotowia. W tym momencie małżonkowie widzieli się po raz ostatni. Lech pozostał bez ukochanej żony, a wkrótce sam zaczął zmagać się z poważnymi problemami zdrowotnymi.
We wtorek, 20 października, 78-letni artysta zmarł na zapalenie płuc. Jego żona nie wiedziała o tragedii, która spotkała ją najbliższego człowieka. Sama odeszła w piątek, 23 października. Przyczyną jej śmierci była choroba nerek.
Jak przekazał „Faktowi” Tadeusz Piersiak, przyjaciel rodziny, częstochowski społecznik i dziennikarz, śmierć małżonków dzieliło około 60 godzin. Trudno nie dostrzec symboliki tej historii. Przez ponad 60 lat byli razem, a ich życie zakończyło się w odstępie zaledwie kilkudziesięciu godzin.
Poznali się jako młodzi ludzie. Połączyła ich miłość, która trwała przez ponad sześć dekad
Historia Elżbiety i Lecha Ledeckich rozpoczęła się w liceum plastycznym w Częstochowie. To właśnie tam się poznali i odtąd pozostali nierozłączni. Później oboje kontynuowali edukację w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu. W czasie studiów zostali rodzicami syna, a następnie wrócili do Częstochowy, gdzie rozwijali swoje kariery artystyczne.
Z czasem stali się ważnymi postaciami lokalnego środowiska twórczego. Zajmowali się malarstwem, grafiką użytkową, projektowaniem wnętrz, ceramiką i rzeźbą. Ich prace można było oglądać na wystawach w Polsce i za granicą. Współpracowali także z Cepelią i Desą.
Oboje aktywnie działali w Związku Polskich Artystów Plastyków. Byli również współtwórcami kawiarni artystycznej Bon Art. Organizowali plenery, podróżowali i nawiązywali kontakty z twórcami z innych krajów.
Lech pracował w wojewódzkim domu kultury, natomiast Elżbieta uczyła w liceach. Nie ograniczali się jednak do pracy zawodowej. Chętnie angażowali się w inicjatywy charytatywne, przekazując swoje dzieła na aukcje, szczególnie te wspierające częstochowskie hospicjum.
— Jak się wspominało o Eli, to pytano o Leszka i na odwrót. Byli jednością, wspierali siebie — powiedział „Faktowi” Krzysztof Kamil Malewicz, prezes zarządu częstochowskiego okręgu ZPAP.
Te słowa najlepiej oddają charakter ich relacji. Dla znajomych i przyjaciół nie byli dwojgiem niezależnych artystów, ale wyjątkowym duetem, którego życie prywatne i twórczość wzajemnie się przenikały.
Przed wyjazdem mieli jeszcze jeden plan. Ich ostatni gest porusza bliskich
Wśród wspomnień o Elżbiecie i Lechu Ledeckich szczególne miejsce zajmuje wydarzenie, do którego doszło jeszcze przed wyjazdem do sanatorium. Małżonkowie przekazali wówczas do składu książkę poświęconą ich życiu i twórczości. Miał to być wyjątkowy dar dla wnuka.
Jak wspomina Tadeusz Piersiak, artyści żartowali, że publikacja będzie ich pożegnaniem. Wtedy nikt nie mógł przypuszczać, jak przejmującego znaczenia nabiorą te słowa zaledwie kilka dni później.
Wiadomość o ich śmierci wywołała ogromny smutek w częstochowskim środowisku artystycznym. Związek Polskich Artystów Plastyków pożegnał małżonków, podkreślając, że ich dorobek pozostanie ważną częścią lokalnej kultury.
„Wasze prace zachwycały nas unikalnym stylem. To bezpowrotna strata dla całego środowiska artystycznego Częstochowy. Wasze dzieła pozostają z nami, nieustannie mówiąc Waszym głosem” — napisano w pożegnaniu.
Krzysztof Kamil Malewicz również nie ukrywał żalu po stracie przyjaciół środowiska.
— To ogromna strata dla środowiska. To byli tacy dobrzy ludzie — podkreślił.
Termin pogrzebu nie został jeszcze ustalony. Uroczystość ma odbyć się po 1 listopada.
Elżbieta i Lech pozostawili po sobie nie tylko artystyczny dorobek, ale również wspomnienia o wieloletniej miłości, wzajemnym wsparciu i życzliwości wobec innych. Ich historia zakończyła się tragicznie, lecz dzieła, które stworzyli, oraz pamięć o nich pozostaną z bliskimi i kolejnymi pokoleniami.