Polska artystka zasłabła w drodze do sklepu. Karetka przyjechała za późno. Wielka tragedia
Legendarna wokalistka i dama polskiego bluesa, zmarła 25 października 2005 roku w wieku 61 lat. Artystka zasłabła na ulicy, gdy szła do sklepu. Niektórzy przechodnie mieli uznać, że jest pijana, zamiast potrzebować pomocy. Gdy trafiła do szpitala, było już za późno.
Przez lata zachwycała charakterystycznym głosem i sceniczną charyzmą, a jej występy z zespołem zapisały się w historii polskiej muzyki. Jej życie nie zawsze jednak przypominało historię wielkiej gwiazdy. Po rozstaniu z Tadeuszem Nalepą artystka podejmowała się różnych prac, by utrzymać rodzinę, a na długie lata zniknęła z estrady. Kiedy wreszcie zaczęła wracać do muzyki, los brutalnie przekreślił jej plany. Ostatni rozdział jej historii jest tym bardziej przejmujący, że wokalistka miała jeszcze wiele muzycznych marzeń do spełnienia.
Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa. Tak zaczęła się historia Breakoutu
Choć dziś kojarzy się przede wszystkim z bluesem i rockiem, początkowo wcale nie planowała kariery wokalnej. Marzyła o tańcu, a muzyka była dla niej naturalnym elementem życia, ponieważ wychowała się w muzykalnym domu. Wszystko zmieniło się, gdy związała się z Tadeuszem Nalepą. To właśnie on namówił ją do udziału w Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Wspólny występ z piosenką „Let’s Twist Again” Chubby’ego Checkera okazał się strzałem w dziesiątkę. Para zdobyła wyróżnienie, a przed młodą wokalistką otworzyły się drzwi do świata muzyki.
Zaczęła występować z zespołami Blackout, który później przekształcił się w Breakout, oraz The London Beats. Z drugim z nich wyjechała na trzy miesiące do Wielkiej Brytanii. Dla dziewczyny dorastającej w realiach PRL-u była to niezwykła przygoda, ale również szkoła samodzielności.
W 1964 roku Mira i Tadeusz pobrali się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Wałbrzychu. Rok później urodził się ich syn Piotr. Młodzi rodzice próbowali połączyć życie rodzinne z rozwijającą się karierą, co nie zawsze było łatwe. Początki nie przynosiły wielkich pieniędzy, dlatego artyści musieli liczyć się z wydatkami i szukać sposobów na utrzymanie.
Przełomem okazał się wyjazd Breakoutu do Holandii w 1968 roku. Muzycy chcieli zarobić na dalszy rozwój kariery, dlatego występowali w klubach nocnych, pubach i salach koncertowych. Nie mogli jednak pozwolić sobie na luksusy.
W rozmowie z Mariuszem Szalbierzem wokalistka wspominała:
Zaczęliśmy od grania w klubach nocnych i pubach, potem otworzyły się przed nami najważniejsze holenderskie kluby i sale. Jednak całą zarobioną forsę odkładaliśmy na sprzęt, nawet na kredkę do oczu nie miałam, a jak kupowałam frytki, to bez majonezu, żeby było taniej. Przechodziłam koło sklepowych wystaw niczym koń z klapkami na oczach, żeby nie oglądać tych cacuszek i kolorków
Artystka opowiadała również o dodatkowej pracy, którą podjęła, aby mieć pieniądze na drobne przyjemności dla syna:
W pewnym momencie tak mnie zakorciło, że poszłam do pracy w fabryce plasteliny, żeby choć mieć na łakocie dla Piotrusia. Kończyłam granie o trzeciej nad ranem, a już o siódmej zasuwałam z jedną taką Mariną, na rowerze, na bagażniku, do Amsterdamu. Wytrzymałam trzy tygodnie. Wróciłam do kraju w spodniach Muzolfa, naszego basisty, i w koszuli jakiegoś chłopaka. Ważyłam 42 kg
Wysiłek się opłacił. Po powrocie do Polski muzycy skupili się na twórczości, a popularność Breakoutu zaczęła szybko rosnąć. W 1969 roku o zespole zrobiło się głośno podczas Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Mira wykonała przed kamerami hipisowski taniec, co odczytywano jako demonstrację przeciwko komunistycznym działaczom. Według opisywanej historii miała w ten sposób zareagować na to, że realizator transmisji nie chciał pokazać jej męża z powodu jego długich włosów.
Zobacz też: Ogłosili to na koniec "TzG". Ibisz przekazał o Irenie Santor | Świat Gwiazd
Rozpad małżeństwa i trudne lata. Mira Kubasińska musiała walczyć o byt
W latach 70. Breakout był już popularnym zespołem, a muzyka zaczęła zapewniać rodzinie większą stabilizację finansową. Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa zamieszkali w domu w Józefowie pod Warszawą. Wydawało się, że po latach ciężkiej pracy wreszcie mogą odetchnąć. Wspomnienia syna artystów pokazują, jak wyjątkowa atmosfera panowała w ich domu.
Piotr Nalepa opowiadał w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”:
Żyliśmy na walizkach, przemieszczając się z miejsca na miejsce, aż wreszcie w połowie lat 70. ojciec kupił dom. Panowała w nim artystyczna atmosfera. Dużo ludzi, dużo wrażeń, instrumentów, płyt. Było wesoło i kolorowo
Z czasem jednak w małżeństwie zaczęło się psuć. Mira i Tadeusz nie opowiadali publicznie o szczegółach rozstania, ale po latach muzyk przyznał, że ich związek rozpadł się wcześniej, niż formalnie zakończyli małżeństwo. Z decyzją o rozwodzie czekali, aż syn będzie starszy. Nie chcieli pozbawiać go poczucia stabilizacji.
Dla Piotra była to bolesna zmiana. W rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” wspominał:
Mimo że miałem już naście lat, przyjmowałem to bardzo niedobrze i bardzo mocno przeżywałem. Bo wyobrażałem sobie, że oni będą zawsze razem. Niestety, tak się w przyrodzie dzieje, że ludzie się rozchodzą
Mira Kubasińska i Tadeusz Nalepa rozwiedli się w 1980 roku, a dwa lata później Breakout zawiesił działalność. Ich drogi zawodowe i prywatne rozeszły się na dobre. Nalepa kontynuował karierę i związał się z Grażyną Dramowicz, młodszą od niego o 22 lata. Mira natomiast wycofała się z życia publicznego i rozpoczęła nowy etap życia u boku innego partnera. Doczekała się również drugiego syna, Konrada.
Autor tekstów Bogdan Loebl tak komentował jej późniejszy związek:
Zamieszkała z takim facetem w przyczepie kempingowej. Mieli dziecko. Uważam, że zrobiła to na złość Nalepie, bo jeszcze długo po rozstaniu była zakochana w Tadeuszu.
Po rozwodzie artystka nie mogła liczyć na stałe dochody z występów. Podejmowała się więc różnych zajęć, aby utrzymać siebie i dzieci. Rozwoziła farby dla plastyków, pracowała w barku na Dworcu Centralnym, malowała figurki Smerfów, lepiła pierogi, a także dostarczała słodycze i ciasta.
Jej syn Konrad Koczyk opowiadał w programie „Uwaga! Kulisy sławy”:
Mama zawsze starała się, żeby na chleb i podstawowe rzeczy były pieniądze. Zarabiała na różne sposoby. Była dostawcą słodyczy i ciast. Jeździła wielkim dostawczym samochodem po Warszawie
Sama Kubasińska niechętnie budowała wokół siebie wizerunek wielkiej gwiazdy. W rozmowie z Mariuszem Szalbierzem mówiła:
Nigdy nie traktowałam śpiewania jako źródła życiowej satysfakcji. To normalna praca dla utrzymania rodziny. Nie jestem żadną artystką. Jestem zwyczajną babą, która kocha dom, swoich mężczyzn i babskie obowiązki
Trudne lata odbiły się na jej życiu i zdrowiu. Wokół wokalistki pojawiały się również doniesienia o problemach z alkoholem. Mimo przeciwności nie porzuciła jednak całkowicie muzyki. Po kilkunastu latach nieobecności zaczęła wracać na scenę, między innymi we współpracy z zespołem After Blues. Fani ponownie mogli usłyszeć jej charakterystyczny głos i uwierzyć, że jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa.
Zobacz też: Dominik Smaruj przerwał milczenie po odpadnięciu z "TzG". Ujawnił prawdę | Świat Gwiazd
Zasłabła w drodze do sklepu. Mira Kubasińska nie doczekała solowej płyty
Na początku XXI wieku pojawiła się nadzieja, że Mira Kubasińska wróci do regularnego koncertowania. Wokalistka ponownie nawiązała kontakt z publicznością i zaczęła przygotowywać solowy album. Po latach występów z Breakoutem miała wreszcie zaprezentować własny materiał, a jej fani czekali na ten moment z ogromnym zainteresowaniem.
W rozmowie z Mariuszem Szalbierzem artystka zapowiadała nową płytę, która miała ukazać się w kwietniu 2006 roku. Planowany album „Miracle” miał być ważnym krokiem w jej powrocie na scenę po niemal 25 latach. Wydawało się, że przed legendą polskiego bluesa otwiera się nowy rozdział.
Niestety, 25 października 2005 roku plany te zostały brutalnie przerwane. Mira Kubasińska zasłabła podczas drogi do sklepu. Według opisywanych relacji część przechodniów miała uznać, że kobieta jest pijana. Zamiast potraktować sytuację jako możliwy przypadek wymagający pilnej pomocy, ludzie mijali ją na ulicy.
Kiedy w końcu wezwano pogotowie, wokalistka trafiła do szpitala. Diagnoza była dramatyczna: artystka doznała udaru mózgu. Jej życia nie udało się uratować. Zmarła tego samego dnia, mając zaledwie 61 lat.
Ta historia do dziś porusza nie tylko fanów Breakoutu. Pokazuje również, jak łatwo można błędnie ocenić stan drugiego człowieka na podstawie pierwszego wrażenia. Zasłabnięcie na ulicy może mieć wiele przyczyn, a szybkie wezwanie pomocy bywa kluczowe. W przypadku Miry Kubasińskiej nie udało się odwrócić tragicznego biegu wydarzeń.
Szczególnie smutny jest fakt, że wokalistka nie zdążyła zobaczyć efektów swojej pracy nad solowym albumem. Płyta „Miracle” została ukończona już po jej śmierci przez muzyków z zespołu K.G. Band. Dzięki ich pracy fani mogli usłyszeć materiał przygotowywany przez artystkę na ostatnim etapie jej życia.
Mira Kubasińska odeszła, zanim zdążyła wrócić na scenę na własnych zasadach. Pozostawiła po sobie jednak nie tylko nagrania z Breakoutem, lecz także głos, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. Jej historia to opowieść o talencie, rodzinnych poświęceniach, trudnych życiowych wyborach i marzeniu, które niemal udało się spełnić. Album „Miracle” stał się symbolicznym pożegnaniem artystki, która mimo wielu przeciwności nigdy całkowicie nie rozstała się z muzyką.