Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
Swiatgwiazd.pl > Newsy > Osobiście znała większość ofiar! Beata Tadla zalewała się łzami podczas relacji ze Smoleńska
Agata Piszczek
Agata Piszczek 10.04.2026 14:28

Osobiście znała większość ofiar! Beata Tadla zalewała się łzami podczas relacji ze Smoleńska

Osobiście znała większość ofiar! Beata Tadla zalewała się łzami podczas relacji ze Smoleńska
fot. YouTube

10 kwietnia to data, która na zawsze zapisała się w pamięci Polaków. W 2010 roku doszło do katastrofy smoleńskiej, w której zginęło 96 osób, w tym Lech Kaczyński i Maria Kaczyńska. W 16. rocznicę tych wydarzeń Beata Tadla wraca wspomnieniami do dramatycznych chwil, które przeżywała na antenie.

Dzień, który zmienił wszystko – Beata Tadla w samym centrum wydarzeń

10 kwietnia 2010 roku zapisał się w historii Polski jako jedna z najbardziej tragicznych dat. W studiu TVN24 dyżur pełnili wtedy Beata Tadla i Jarosław Kuźniar, którzy początkowo mieli rozmawiać o uroczystościach katyńskich. Nikt nie spodziewał się, że program zamieni się w dramatyczną relację na żywo z katastrofy, w której zginęło 96 osób, w tym Lech Kaczyński i Maria Kaczyńska.

Beata Tadla to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarek telewizyjnych, znana z pracy w serwisach informacyjnych i ogromnego profesjonalizmu. Przez lata zdobyła zaufanie widzów, ale tamten dzień był dla niej próbą, jakiej nie da się przygotować w żadnej redakcji ani szkole dziennikarskiej. W rozmowie z Wirtualną Polską dziennikarka opowiedziała o pamiętnym dniu. 

“Są historie, szczególnie kiedy pracuje się na żywo, których nie da się przewidzieć. Natomiast informacja o takiej tragedii, jaką była katastrofa smoleńska, to sytuacja, której nigdy więcej nie chciałabym przeżyć - ani jako człowiek, ani jako dziennikarz. Kosztowało nas to naprawdę mnóstwo emocji” wyznała.

Beata opowiada, że od pierwszych minut było jasne, że to nie będzie zwykły dyżur. Informacje napływały chaotycznie, linie telefoniczne były przeciążone, a każde kolejne doniesienie budziło coraz większy niepokój. Tadla i Kuźniar musieli zachować zimną krew, choć w środku wszystko się w nich gotowało. Emocje mieszały się z obowiązkiem przekazywania rzetelnych informacji – i właśnie ta mieszanka okazała się najtrudniejsza.

Osobiście znała większość ofiar! Beata Tadla zalewała się łzami podczas relacji ze Smoleńska
fot. AKPA, Beata Tadla

Łzy na wizji i dramatyczne kulisy pracy na żywo

Beata opowiada, że z każdą kolejną minutą napięcie rosło. Dziennikarze wiedzieli, że muszą być precyzyjni i ostrożni, bo każda informacja mogła mieć ogromne znaczenie.

“Taką informację trzeba sprawdzić nie w dwóch źródłach, a w siedmiu. A wiadomo, że był to czas, kiedy trudno się było dodzwonić do ludzi, którzy mogli potwierdzić te doniesienia. Nie uzyskaliśmy wszystkich informacji od razu. A przecież nie wszystko można było powiedzieć, dopóki nie dostaliśmy ostatecznego, końcowego potwierdzenia, że wszyscy zginęli.”

Moment, w którym stało się jasne, że nikt nie przeżył katastrofy, był dla wszystkich druzgocący. Nawet doświadczeni dziennikarze nie byli w stanie powstrzymać emocji.

“Schowałam twarz w dłoniach, bo łzy same napływały mi do oczu. Jarek Kuźniar, z którym prowadziliśmy wtedy program, na chwilę musiał zaczerpnąć powietrza, bo po prostu nie mógł ze wzruszenia dalej mówić. Ktoś przyniósł mi czarną marynarkę, a Jarkowi czarny krawat. Ktoś związał mi włosy, dopasowaliśmy też wygląd studia do tego smutnego nastroju” opowiadała.

Atmosfera w studiu była ciężka, a goście reagowali równie emocjonalnie. Wśród nich był m.in. Wojciech Olejniczak, który nie był w stanie pozostać na miejscu.

“Pamiętam, że on po prostu wyszedł ze studia, bo uświadomił sobie, ilu jego przyjaciół właśnie straciło życie” - wspominała.

To nie była już tylko praca – to było wspólne przeżywanie narodowej tragedii, na oczach milionów widzów.

„Nie jesteśmy z kamienia” – emocje, których nie dało się ukryć

W tamtym momencie nikt nie oczekiwał perfekcyjnego opanowania. Wręcz przeciwnie – widzowie docenili autentyczność i ludzką reakcję dziennikarzy, którzy razem z nimi przeżywali dramat.

“Nikt nigdy wcześniej nam w żadnym podręczniku do dziennikarstwa nie opisał, jak należy się zachować, kiedy ginie tak wielu ludzi, wszystkim znanych, takich, których zapraszaliśmy do studia. Wielu z nich przecież jeszcze tydzień wcześniej było przy tym samym stole, przy którym obwieszczaliśmy, że nie żyją. Nikt nie dał żadnej instrukcji, jak się zachowywać, więc działaliśmy intuicyjnie”

Jak podkreśliła Tadla, reakcje były spontaniczne i prawdziwe – i właśnie to okazało się najważniejsze.

“Dostawaliśmy później od widzów sygnały, że gdybyśmy zachowali kamienną twarz i nie pokazali zupełnie stosunku do tego, o czym mówimy, to byłoby dziwne. Wtedy byliśmy wszyscy zjednoczeni żałobą - my na antenie i ludzie przed telewizorami.”

Po zakończeniu programu emocje wcale nie opadły. Dziennikarka przyznała, że to doświadczenie zostawiło w niej ślad na długo.

“Kiedy pracujemy na żywo, zupełnie inaczej reagujemy, niż moglibyśmy to założyć w teorii. Jesteśmy tylko ludźmi. Mamy swoją wrażliwość. Dziennikarze to nie są osoby pozbawione empatii, uczuć i emocji. Reagowaliśmy spontanicznie, na bieżąco, nie patrząc na to, jak zostaniemy odebrani. Było to dla nas po prostu bardzo trudne doświadczenie”

Na koniec padły słowa, które najlepiej oddają skalę tragedii i osobisty wymiar tego dnia:

“Od momentu, kiedy przyszła pierwsza informacja, do samego końca po prostu siedziałam ze ściśniętym żołądkiem. Powstrzymywałam łzy, a po programie wypłakałam się Jarkowi Kuźniarowi w marynarkę. Potem, przez następne dni, pracowałam ze spuchniętymi oczami. Znałam osobiście większość ofiar. To, że płakaliśmy, nie jest niczym niezwykłym. Nie jesteśmy z kamienia” - podsumowała jeden z najgorszych dni w jej życiu. 

Osobiście znała większość ofiar! Beata Tadla zalewała się łzami podczas relacji ze Smoleńska
fot. KAPiF, Beata Tadla
Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji