Polski aktor zwyzywany w tramwaju. Doszło do skandalicznych scen
Daniel Olbrychski przeżył prawdziwe piekło, gdy tylko ogłoszono, że zagra jedną z najważniejszych ról w polskim kinie. To, co w okresie produkcji filmu miało być niebywałym zawodowym triumfem, z dnia na dzień zmieniło się w życiowy koszmar. Uliczna nienawiść zalała aktora. Kultowy dziś gwiazdor doświadczał brutalnej nagonki i otwartej agresji, która płynęła ze strony mediów oraz części społeczeństwa. W miejscach publicznych dochodziło do bardzo nieprzyjemnych sytuacji.
Gwiazdy nieustannie są narażone na krytykę i to z wielu stron. Niektórzy fani pozwalają sobie jednak na zbyt wiele. Do przykrych scen doszło, gdy aktor podróżował tramwajem. W jego stronę padły bardzo obraźliwe słowa.
Fala nienawiści po ogłoszeniu obsady "Potopu"
Ogłoszenie obsady filmu "Potop" w reżyserii Jerzego Hoffmana wywołało w kraju prawdziwą burzę. Widzowie byli wściekli, a na aktora momentalnie spadła lawina bezlitosnej krytyki. Powód tego oburzenia był niezwykle prosty. Wszystko przez to, że Daniel Olbrychski zagrał wcześniej okrutnego Azję Tuhajbejowicza w "Panu Wołodyjowskim".
Ludzie nie potrafili oddzielić fikcji od rzeczywistości i nie wyobrażali sobie, by filmowy zdrajca mógł teraz zagrać narodowego bohatera. W okresie poprzedzającym premierę wobec gwiazdora stosowano nagonkę i groźby. Złe traktowanie i uliczne protesty stały się jego upiorną codziennością.
Punktem kulminacyjnym tej absurdalnej histerii był incydent, do którego doszło w jednym z miejskich tramwajów. Kiedy aktor wszedł do środka, rozegrała się scena jak z najgorszego snu. Pasażerowie na sam jego widok zaczęli ostentacyjnie opuszczać pojazd. Wzburzony tłum nie szczędził mu przy tym najbardziej wulgarnych inwektyw.
Nie będziemy jechać z tym s**********m, c****m, co to chce grać Jędrka Kmicia.
Jerzy Hoffman był z kolei zasypywany listami od widzów. Apelowali oni w nich kategorycznie, aby to nie Daniel Olbrychski grał tę kluczową rolę.
ZOBACZ TEŻ: Tak Angelina Jolie potraktowała Daniela Olbrychskiego. Mocne słowa | Świat Gwiazd
Rozmowa z legendami i ostateczna decyzja
Zaszczuty gwiazdor był u kresu wytrzymałości psychicznej i poważnie rozważał całkowitą rezygnację z roli Andrzeja Kmicica. Szukał wsparcia u zaprzyjaźnionych twórców. W wywiadzie dla portalu Plejada aktor wspominał pewną radę. Udzielił mu jej legendarny reżyser Andrzej Wajda:
Wajda powiedział mi, że skoro ludzie nie chcą, żebym grał Kmicica, to powinienem podziękować za tę rolę i nakręcić film o jakimś idolu, którego wszyscy kochali, a potem chcieli go wdeptać w ziemię.
O jego ostatecznym losie w kolosalnej produkcji "Potopu" zadecydował jednak jeden niezwykły telefon. Zdesperowany aktor postanowił skonsultować się z hollywoodzką gwiazdą.
Zadzwoniłem do Kirka Douglasa [...] Wyjaśniłem mu, że chcę zrezygnować z grania Kmicica, bo trwa nagonka na moja osobę - ludzie mi grożą, źle mnie traktują i wszczynają protesty.
Reakcja amerykańskiego aktora odmieniła wszystko. Kirk Douglas stanowczo doradził mu zagranie w polskiej superprodukcji. Wyznał przy tym szczerze, że zazdrości mu tak ogromnych, wręcz szalonych emocji. Właśnie takie intensywne reakcje zawód aktora wywoływał w jego kraju.
Wielki triumf i historyczna nagroda
Decyzja o pozostaniu na planie była strzałem w dziesiątkę. Kinowa premiera uciszyła wszystkich niedowiarków. Zmasowany, brutalny hejt momentalnie przerodził się w ogólnonarodowy zachwyt. W 1974 roku, podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdańsku, Daniel Olbrychski odebrał w blasku fleszy nagrodę za pierwszoplanową rolę męską w filmie "Potop".
Zamiast rezygnacji przyszły owacje na stojąco. Rola Andrzeja Kmicica na zawsze zapisała się w panteonie rodzimej kinematografii. Krytycy zgodnie uznają dziś, że kreacja ta stanowiła jeden z najważniejszych kroków w karierze aktora, przynosząc mu bezapelacyjne uznanie i ogromną popularność.
Co więcej, film "Potop" zdobył prestiżową nominację do Oscara. Ta historia to najlepszy dowód, jak niesamowicie blisko jest od społecznego linczu do miana narodowej ikony.
