Horror w meczu Polska-Bułgaria. Co tam się wydarzyło! Ale żal
Mecz Polska–Bułgaria na mistrzostwach Europy zamienił się w prawdziwy horror. Biało-Czerwoni prowadzili po pierwszym secie, później przegrali dwie partie, doprowadzili do remisu, a o wszystkim decydował tie-break, w którym gospodarze długo mieli przewagę. Zamiast kolejnego spokojnego zwycięstwa Polacy zafundowali kibicom wieczór pełen nerwów, błędów i dramatycznych końcówek.
Polacy przed spotkaniem mieli już zapewnione pierwsze miejsce w grupie B, a wcześniejsze mecze turnieju wygrywali bez straty seta. Bułgaria, współgospodarz mistrzostw i aktualny wicemistrz świata, postawiła jednak Biało-Czerwonym zdecydowanie trudniejsze warunki.
Miało być kolejne zwycięstwo, a wyszedł siatkarski horror
Na papierze wszystko wyglądało bardzo przyjemnie. Polska przystępowała do ostatniego meczu fazy grupowej z kompletem zwycięstw i bez straty seta, a dzień wcześniej rozprawiła się z Ukrainą 3:0. Bułgarzy mieli jednak swoje argumenty. Grali przed własną publicznością w Sofii, a zwycięstwo mogło dać im drugie miejsce w grupie. Nic dziwnego, że hala od początku żyła tym spotkaniem.
Pierwszy set dawał nadzieję na dość szybki wieczór. Polacy wygrali 25:20 i wszystko wskazywało na to, że Biało-Czerwoni po prostu robią swoje. Potem jednak zaczęła się zabawa, której kibice reprezentacji Polski raczej nie zamawiali.
Druga partia przeciągnęła się aż do wyniku 31:29 dla Bułgarii. Końcówka była wyjątkowo nerwowa, bo oba zespoły długo nie potrafiły odskoczyć na dwa punkty. Gdy Polacy mieli swoje szanse, nie zawsze potrafili je wykorzystać. Bułgarzy natomiast wykorzystali moment i doprowadzili do remisu w meczu.
Trzeci set również nie przyniósł oczekiwanego przełamania. Bułgaria wygrała 25:23, a Polacy nagle znaleźli się w sytuacji, której przed meczem raczej nikt nie zakładał: przegrywali 1:2. Co ciekawe, wcześniej podczas turnieju Biało-Czerwoni nie oddali przeciwnikom ani jednej partii.
Czwarta odsłona przyniosła wreszcie trochę spokoju. Polska wygrała 25:19, doprowadzając do tie-breaka. I tutaj zaczęła się kolejna porcja emocji. Polacy walczyli, ale ostatecznie ulegli 18:20…
Błędy bolały najbardziej. Końcówki wymykały się Polakom
Najbardziej kibiców mogło boleć to, że w tym spotkaniu Polacy mieli momenty, w których naprawdę byli blisko przejęcia kontroli. Zamiast zamknąć kolejne partie, pozwalali Bułgarom wracać do gry. A gospodarze skrzętnie z tego korzystali.
Drugi set jest tutaj najlepszym przykładem. Polacy doprowadzili do stanu 29:29, więc wystarczyła właściwie jedna dobra akcja, by znaleźć się o krok od wygranej partii. Tymczasem dwa kolejne punkty zdobyli gospodarze. Wynik 31:29 był dla Biało-Czerwonych szczególnie bolesny, bo set trwał długo i wymagał ogromnego skupienia.
Jeszcze bardziej nerwowo zrobiło się w trzeciej partii. Przy stanie 23:23 wszystko było otwarte, ale dwa ostatnie punkty ponownie padły łupem Bułgarów. W ten sposób Polacy zamiast prowadzić 2:1, musieli odrabiać straty.
W oczy rzucały się też problemy w ataku. Statystyki z momentu trwania piątego seta pokazywały ciekawy obraz meczu: Polska miała więcej zdobytych punktów łącznie — 119 do 113 — ale Bułgaria prowadziła wyraźnie w punktach zdobytych atakiem, 75 do 58. Biało-Czerwoni mieli za to przewagę w blokach i asach serwisowych.
W tie-breaku sytuacja długo wyglądała jeszcze gorzej. Bułgarzy potrafili odskoczyć, a Aleksandar Nikołow i Denisław Bardarow regularnie dokładali kolejne punkty. Przy 15:16 Nikołow wykorzystał kontrę, a chwilę później Bardarow obił polski blok przy 16:17. Relacja WP podkreślała, że Polacy wykonali w tej akcji wszystko poprawnie, ale Bułgar zrobił to po prostu lepiej.
I właśnie takie akcje najlepiej pokazują charakter tego spotkania. Polacy nie byli bezradni, ale zdecydowanie nie był to ich spokojny, kontrolowany mecz. Każda niewykorzystana szansa natychmiast zaczynała ciążyć.
Zobacz też: Została odnaleziona po 11 dniach! Co wiadomo obecnie o zaginionej Izabeli Parzyszek | Świat Gwiazd
Tie-break zamienił się w nerwówkę. Kibice łapali się za głowy
Piąty set miał być już tylko krótkim dodatkiem do spotkania, a tymczasem zrobił się z niego osobny thriller. Bułgarzy szybko pokazali, że nie zamierzają podarować Polakom łatwego zwycięstwa. Gospodarze długo utrzymywali przewagę, a Biało-Czerwoni musieli gonić wynik.
W końcówce zrobiło się naprawdę gorąco. Przy stanie 14:14 Polacy wciąż byli w grze, a chwilę później po błędzie Aleksandara Nikołowa wyszli nawet na 15:14. To była piłka meczowa i moment, w którym można było odwrócić cały obraz spotkania. Bułgarzy jednak odpowiedzieli. Zamiast szybkiego happy endu dostaliśmy dalszą walkę na przewagi.
Potem było 16:16, następnie błąd na zagrywce Nikołowa, a po chwili Bardarow znów znalazł sposób na polski blok. Przy stanie 16:17 zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. WP odnotowało, że Bułgar obił blok Biało-Czerwonych, mimo że sama polska akcja została wykonana poprawnie.
Przy 15:16 problemem był również atak Tomasza Fornala. Polak nie miał dogodnej piłki, a Bułgarzy natychmiast wykorzystali kontrę. W takich momentach każdy najmniejszy szczegół może zdecydować o losach całego meczu.
I właśnie dlatego trudno było spokojnie oglądać tę końcówkę. Polska przyjechała na mistrzostwa jako obrońca tytułu i przed meczem z Bułgarią miała na koncie komplet zwycięstw. Tymczasem ostatnie spotkanie fazy grupowej okazało się zdecydowanie najbardziej nerwowym sprawdzianem.
Co więcej, nie był to przypadkowy rywal. Bułgaria wcześniej w tym sezonie potrafiła już postawić Polakom trudne warunki, choć w lipcu w Lidze Narodów Biało-Czerwoni wygrali z nią 3:0. W maju w meczu towarzyskim było natomiast 3:1 dla Polski.
Tym razem gospodarze pokazali zupełnie inne oblicze. A kibice? Zamiast spokojnie odhaczyć kolejne zwycięstwo, dostali pięć setów, końcówkę na przewagi i nerwy do ostatniej piłki. Krótko mówiąc: dokładnie ten rodzaj sportowego wieczoru, po którym człowiek potrzebuje chwili, żeby zejść z emocji.
Ostateczny wynik to 2:3 dla Bułgarii.

Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert