Włamali się do domu reprezentanta Polski. Żona i córka ukryły się w łazience, a on... "Była walka"
Jan Bednarek w maju przeżył dramatyczne chwile we własnym domu w Portugalii. Reprezentant Polski wrócił z żoną Julią i córką do posiadłości, w której wciąż znajdowali się włamywacze. Kobiety ukryły się w łazience, a piłkarz ruszył na górę i próbował powstrzymać intruzów. Jeden z nich miał wyciągnąć nóż. Po kilku miesiącach Bednarek opowiedział o wszystkim w „Kanale Sportowym”.
To był jeden z tych wieczorów, które miały wyglądać zupełnie zwyczajnie, a w kilka chwil zamieniły się w koszmar. Rodzina Bednarków wróciła do domu i zastała w nim włamywaczy. Piłkarz początkowo chciał reagować siłą, jednak bardzo szybko okazało się, że sytuacja jest znacznie bardziej niebezpieczna, niż mogło się wydawać.
Jan Bednarek i jego rodzina wrócili do domu. W środku byli włamywacze
Do włamania doszło 8 maja 2026 roku wieczorem w Porto. Jan Bednarek, jego żona Julia i ich córka wrócili do domu, nie wiedząc, że w środku nadal znajdują się złodzieje. Według relacji portugalskich mediów grupa wcześniej dostała się do posiadłości, a powrót rodziny sprawił, że przestępcy zostali przyłapani na gorącym uczynku. W portugalskich doniesieniach pojawiały się informacje o kilku sprawcach, a sam Bednarek później mówił o „czterech nieproszonych gościach”.
Sytuacja była tym bardziej dramatyczna, że w domu znajdowały się także żona i mała córka piłkarza. Według relacji dotyczących zdarzenia kobiety schowały się w łazience i wezwały pomoc, podczas gdy Bednarek próbował zorientować się, co dokładnie dzieje się w posiadłości. Portugalskie media informowały, że jeden z napastników miał zagrozić Polakowi nożem.
W domu miały znajdować się wartościowe przedmioty, które ostatecznie padły łupem złodziei. Wśród skradzionych rzeczy wymieniano między innymi dwa zegarki Rolex, a łączną wartość strat szacowano na około 150 tysięcy euro.
Co ciekawe, wszystko wydarzyło się zaledwie kilka dni po tym, jak Bednarek świętował z FC Porto mistrzostwo Portugalii. Sportowe emocje bardzo szybko zostały więc zastąpione sytuacją, w której najważniejsze było bezpieczeństwo jego najbliższych.
Na szczęście w wyniku zdarzenia nikt z rodziny nie odniósł obrażeń. Po wszystkim klub zapewnił zawodnikowi i jego bliskim wsparcie, a w okolicy domu pojawiła się dodatkowa ochrona.
Zobacz też: Danuta Martyniuk - wiek, kariera, rodzina, życie prywatne, wykształcenie | Świat Gwiazd

„Wszystko działo się minutę lub dwie”. Bednarek zdradził, co zrobił
Kilka miesięcy po wydarzeniach Jan Bednarek zdecydował się wrócić do nich w rozmowie z Mateuszem Borkiem w „Kanale Sportowym”. Reprezentant Polski nie próbował udawać, że było to zwykłe włamanie. Wprost przyznał, że sytuacja była dla niego bardzo ciężkim doświadczeniem, zwłaszcza że w domu znajdowała się jego rodzina.
Piłkarz dokładnie opisał moment, w którym wraz z bliskimi wrócił do domu. Wcześniej rodzina odwoziła dzieci znajomych, a po powrocie okazało się, że w posiadłości dzieje się coś bardzo niepokojącego.
To była abstrakcyjna sytuacja. Odwieźliśmy dzieci znajomych, a już nam włamywacze po domu biegali. (...) Wszystko działo się minutę lub dwie – wyznał Bednarek.
W takich okolicznościach trudno o spokojne analizowanie każdego ruchu. Bednarek ruszył na górę, natomiast jego żona i córka schowały się w łazience. Piłkarz przyznał, że jego pierwszym odruchem było stawienie czoła włamywaczom. Nie chodziło jednak o pieniądze czy kosztowne przedmioty, lecz o ochronę rodziny.
I właśnie wtedy sytuacja zrobiła się naprawdę poważna. Jeden z napastników miał wyciągnąć w stronę Bednarka nóż. Obrońca musiał więc błyskawicznie zdecydować, czy dalsza konfrontacja ma sens. Z perspektywy czasu jego słowa pokazują, że bardzo szybko przestawił myślenie z walki o mienie na ochronę zdrowia i życia.
Wyskoczyłem, była walka. Chciałem walczyć, bo chodziło o nasze bezpieczeństwo. Ale kiedy ktoś ci wyjmuje długi, ostry przyrząd, to zaczynasz analizować – powiedział reprezentant Polski.
To właśnie ten moment najmocniej pokazuje, jak niewiele potrzeba, by pozornie zwykły wieczór zmienił się w sytuację zagrożenia.
Zobacz też: Ewelina Gralak: kim jest nowa jurorka Top Model? Wiek, kariera, partner, życie prywatne | Świat Gwiazd
„Granie bohatera” zeszło na dalszy plan. Bednarek postawił na rodzinę
W rozmowie z Mateuszem Borkiem Bednarek podkreślił, że w obliczu zagrożenia nie warto ryzykować zdrowia dla rzeczy materialnych. Dla zawodowego piłkarza, który na co dzień jest przyzwyczajony do rywalizacji, adrenaliny i fizycznej walki na boisku, była to zupełnie innego rodzaju konfrontacja. Tym razem nie ukrywał, że chciał zareagować, ale kiedy pojawiła się broń, dalsze ryzykowanie mogło tylko pogorszyć sytuację. Ostatecznie najważniejsze było to, że rodzina wyszła z całego zdarzenia bezą nie był wynik meczu, ale bezpieczeństwo najbliższych.
Co jest ważniejsze? Granie bohatera czy zapewnienie bezpieczeństwa i postawienie zdrowia na pierwszym miejscu? – pytał Bednarek.
To podejście miało dla niego szczególne znaczenie, ponieważ w domu była jego żona i córka. Piłkarz nie ukrywał, że chciał zareagować, ale kiedy pojawiła się broń, dalsze ryzykowanie mogło tylko pogorszyć sytuację. Ostatecznie najważniejsze było to, że rodzina wyszła z całego zdarzenia bez fizycznych obrażeń.
Bednarek zwrócił też uwagę na rzecz, która po takim wydarzeniu może wydawać się oczywista, ale w tamtym momencie z pewnością nie była łatwa do zastosowania. Skradzione przedmioty można odzyskać albo ponownie kupić. Zdrowia i życia nie da się jednak przeliczyć na pieniądze.
Nie oszukujmy się: na te wszystkie rzeczy, które zostały nam skradzione, mogę jeszcze zapracować – stwierdził.
Po włamaniu klub nie pozostawił zawodnika samego. FC Porto zapewniło Bednarkowi i jego rodzinie wsparcie, a sprawą zajęły się portugalskie służby. W kolejnych tygodniach w pobliżu domu piłkarza pojawiała się dodatkowa ochrona.
Co ważne, mimo traumatycznego doświadczenia Bednarek nie zamierzał pozwolić, by włamywacze decydowali o jego dalszym życiu w Portugalii. W późniejszej rozmowie podkreślał, że nie chce, aby złodzieje dyktowali mu, gdzie i jak ma mieszkać.
Dziś, gdy od zdarzenia minęło już kilka miesięcy, piłkarz może spojrzeć na tamtą noc z większego dystansu. Jedno pozostaje jednak bezdyskusyjne: w sytuacji zagrożenia najważniejsze okazało się bezpieczeństwo jego rodziny, a nie rzeczy, które znajdowały się w domu.
Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert