Tak brzmiało ostatnie życzenie Jana Pawła II. Przed śmiercią pragnął tylko jednego

Dwie dekady ciszy wokół tajemnicy ostatnich dni papieża. W 20. rocznicę śmierci Jana Pawła II, człowiek, który był najbliżej Ojca Świętego aż do samego końca, kardynał Stanisław Dziwisz, decyduje się uchylić rąbka tej bolesnej historii.
Jan Paweł II odsszedł 20 lat temu
Śmierć Jana Pawła II głęboko wstrząsnęła sercami Polaków, zamykając epokę pontyfikatu, który wywarł ogromny wpływ nie tylko na Kościół, ale i na przemiany społeczne oraz polityczne. U jego boku przez wiele lat niezłomnie trwał Stanisław Dziwisz, późniejszy kardynał, którego oddana służba rozpoczęła się jeszcze w czasach, gdy Karol Wojtyła był metropolitą krakowskim. Jako jego sekretarz i kapelan, a następnie osobisty sekretarz już jako papieża, kardynał Dziwisz był świadkiem najważniejszych momentów tego historycznego pontyfikatu.
W niedawnej rozmowie w "Porannym Ringu" kardynał Dziwisz powrócił wspomnieniami do ostatnich godzin życia Ojca Świętego, z niezwykłą precyzją relacjonując wydarzenia tego pamiętnego dnia. Rankiem zorganizowano specjalną mszę, w której Jan Paweł II mógł uczestniczyć, co dla wszystkich obecnych było momentem pełnym powagi i świadomości zbliżającego się końca. Po nabożeństwie rozpoczęły się wzruszające pożegnania, a jednym z pierwszych dostojników, który przybył, by oddać hołd umierającemu papieżowi, był kardynał Josef Ratzinger, późniejszy Benedykt XVI.
2 kwietnia rano oczywiście byliśmy przy łóżku Ojca Świętego, który był absolutnie świadomy. Rozmawiał z nami. Poza tym ustaliliśmy, że za chwilę odprawimy mszę świętą, poranną, w której będzie brał on udział. Był oczywiście w łóżku, bo był przecież już słaby, ale brał czynny udział łącznie z komunią świętą i powtarzał słowa konsekracji w czasie mszy świętej. To była właściwie koncelebra, wyjątkowa - opowiedział w "Porannym Ringu" kard. Dziwisz.
Jak wyglądały ostatnie chwile Ojca Świętego?
Odejście Jana Pawła II stanowiło jedno z najbardziej przejmujących doświadczeń w najnowszej historii Polski, symbolizując kres długoletniego pontyfikatu, który odcisnął niezatarte piętno na Kościele i globalnych przemianach. Niezastąpioną rolę u boku papieża Polaka pełnił kardynał Stanisław Dziwisz, towarzysząc Karolowi Wojtyle najpierw w jego krakowskiej posłudze biskupiej, a następnie przez cały okres jego pontyfikatu w Watykanie. Jego bliska współpraca i oddanie sprawiły, że stał się nie tylko sekretarzem, ale i powiernikiem Ojca Świętego.
Pierwszy, który był z grupy tych ludzi ważnych, którzy przyszli pożegnać się z papieżem był kardynał Ratzinger, on był szefem kolegium kardynalskiego. Potem przybyli inni kardynałowie, wikariusz Rzymu, przybyli współpracownicy. (...) Polegało to na tym, że przychodzili i Ojciec Święty ich witał jednym słowem i mówił "dziękuję bardzo", był w pełni świadomy. To trwało bardzo krótko oczywiście, podawali rękę, całowali rękę papieża i przychodzili następni, wymieniali się. (...) I tak przez cały dzień trwało takie pożegnanie przed południem. Dla mnie największym wrażeniem, wzruszeniem było to, że po tych współpracownikach, powiedzmy, wyjątkowych, przychodzili ludzie prości. Ci, którzy na przykład sprzątali, którzy zamiatali apartament.
W swoich wspomnieniach, podzielonych w programie "Poranny Ring", kardynał Dziwisz z pietyzmem odtworzył atmosferę ostatniego dnia życia Jana Pawła II. Zorganizowana poranna msza była symbolicznym momentem, po którym rozpoczęły się pełne zadumy pożegnania dostojników kościelnych. Kardynał Dziwisz szczególnie zapamiętał wizytę kardynała Josefa Ratzingera, przyszłego papieża Benedykta XVI, a także łzy w oczach tych, którzy przybywali, by po raz ostatni być blisko Jana Pawła II, dla których Watykan za jego pontyfikatu stał się prawdziwym domem.
Przychodzili ze łzami w oczach, bo za Jana Pawła II Watykan to był dom. - wspomina
Ostatnie życzenie Ojca Świętego
Ostatnie chwile przed rozstaniem upłynęły Janowi Pawłowi II i kardynałowi Dziwiszowi na rozmowach, które przeciągnęły się do południa. Po pożegnaniu papież zwrócił się do swojego wieloletniego sekretarza z jedną, szczególną prośbą.
Jego pragnieniem było, aby w tych ostatnich dniach i godzinach towarzyszyło mu Słowo Boże, dlatego poprosił o głośne czytanie fragmentów Pisma Świętego:
Chciał się przygotować do momentu przejścia poprzez medytację, poprzez osobistą modlitwę. I akurat był tam też, bo przyjechał z Polski, ksiądz profesor Tadeusz Styczeń, jego następca na katedrze w Lublinie. I on czytał Pismo Święte, ewangelię świętego Jana. Dziewięć rozdziałów. Po kolei. I papież słuchał, widać było że rozważa, że się modli i tak to trwało do godzin wieczornych. - wspomina






































