Tragedii można było uniknąć. Mieszko R. pokazał to w czasie zajęć. Nikt nie zareagował
Gdy życie uczelni toczyło się codziennym rytmem, nikt nie spodziewał się dramatu. A jednak pewnego dnia ciszę przerwał krzyk. Spokojny chłopak, którego nikt nie dostrzegał, dokonał zbrodni, która wstrząsnęła całą Polską.
Brutalna napaść w centrum Uniwersytetu Warszawskiego
Choć coraz bliżej wyborów prezydenckich, to nie jest to temat, który obecnie najmocniej porusza opinię publiczną. Uwagę całej Polski przyciągnęła ogromna tragedia, która wydarzyła się w samym sercu Warszawy. Kampus uniwersytecki — miejsce nauki zamienił się w scenę mrożącego krew w żyłach aktu przemocy. Świadkowie mówią, że napastnik dokonał zbrodni z zimną krwią.
W dniu tragedii Mieszko R. miał przy sobie siekierę ukrytą w torbie, a w plecaku — noże i bagnet. W trakcie zatrzymania zabezpieczono również jego książkę "Dialogi konfucjańskie”.
Ofiarą ataku padła 53-letnia portierka, która została niespodziewanie zaatakowana podczas zamykania Audytorium Maximum. Zginęła na miejscu, zadana rana była śmiertelna. Nikt nie zdołał jej pomóc. Emocje nie opadają, a strach i niedowierzanie ogarnęły środowisko akademickie i opinię publiczną.

Mieszko R. przed sądem - Polska w szoku w obliczu zbrodni
W czwartek sprawca tej tragedii — Mieszko R., stanął przed prokuratorem w Prokuraturze Rejonowej. Mężczyzna usłyszał trzy zarzuty, z czego najpoważniejszy to zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Oprócz tego oskarżono go o usiłowanie zabójstwa pracownika ochrony oraz o znieważenie zwłok. Sprawa szokuje nie tylko skalą przemocy, ale też zimną precyzją działania sprawcy.
Tymczasem studenci i wykładowcy Uniwersytetu Warszawskiego zaczęli opowiadać o sprawcy.
Był bardzo inteligentny. Na Instagramie obserwował konta Konfederacji, marki Red is Bad, Młodzieży Wszechpolskiej. Na zdjęciu profilowym na Facebooku widać, jak idzie w patriotycznym marszu - stwierdziła jego znajoma z Gdyni.
Nie był jednak "wojującym Konfederatą”
W ogóle nie powiedziałabym, żeby nim był, ale fascynowało go wojsko. Podobnie jak PRL i Związek Radziecki. Nigdy nie widziałam u niego podejrzanych zachowań - dodała.
Nowe fakty ws. tragedii na Uniwersytecie Warszawskim
Choć był cichy, wycofany, to postrzegano go jako nieszkodliwego.
Nie zachowywał się jednak w sposób, który odbiegałby od normy, nie sprawiał nauczycielom problemów wychowawczych. To był typowy quiet kid, nieśmiały, bardzo zamknięty w sobie, sprawiał nawet wrażenie sympatycznego - powiedział jego znajomy.
Miał tylko jednego kolegę, nie wyróżniał się, poza tym, że kolekcjonował broń.
Zawsze był cichy wycofany, ale przede wszystkim wydawał się nieszkodliwy. Miał tylko jednego kolegę, z którym wychodził na papierosa. (…) Kolekcjonował broń. Kiedyś, podczas zajęć w lockdownie pokazał swój pokój. Na ścianie wisiało wiele broni. A on chwalił się, że ma maczetę. Pokazywał ją do kamery - powiedział jeden z jego wykładowców.
Pochodzi z inteligenckiej rodziny - jego ojciec to prawnik, matka nauczycielka akademicka z Pomorza. Uczęszczał do renomowanych szkół w Gdyni, osiągał bardzo dobre wyniki i był kandydatem do stypendium marszałkowskiego.
Nie wyróżniał się niczym, pierwszy raz usłyszałem to nazwisko wczoraj. Z naszych informacji wynika, że nie był w nic zaangażowany, był raczej cichym i niewidocznym typem - mówił wykładowca.
Wydawało się, że nic nie zwiastuje katastrofy — do czasu.
Gdy usłyszałam, że po tym, jak go złapali, patrzył się w jeden punkt, nie uciekał, nie okazywał żadnych emocji, to nie zdziwiło mnie to. On po prostu taki jest. To jego domyślna postawa, że jest całkowicie spokojny i taka jest jego natura - powiedziała koleżanka Mieszka R. z liceum.
Choć mogłoby się wydawać, że taki widok mógł "zapalić lampkę" u rówieśników czy wykładowców, tragedii nie udało się powstrzymać. Dziś władze, uczniowie i pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego pogrążeni są w głębokiej żałobie.
