Aktor z "Adama i Ewy" zginął w tragicznych okolicznościach. Mógł przeżyć? Dziś miałby 53 lata!
Przeznaczenie bywa niezwykle przewrotne, a sekunda potrafi bezpowrotnie zniweczyć najpiękniej zapowiadającą się przyszłość. Kiedy młody, utalentowany człowiek znajduje się u szczytu popularności, rzadko myślimy, jak krucha jest nić ludzkiego życia. Czasem o przetrwaniu decyduje z pozoru drobny gest, niefortunny zbieg okoliczności lub impuls, który w normalnych warunkach uznalibyśmy za skrajną nieodpowiedzialność. Ponad dwie dekady po tragicznych wydarzeniach na drodze pod Ostródą, wspomnienia o artyście, który miał przed sobą cały świat, wciąż budzą emocje i skłaniają do refleksji nad kaprysami losu.
Błyskotliwa kariera i chłopięce marzenia
Mowa o Waldemarze Goszczu, który w latach dziewięćdziesiątych szturmem zdobywał polski show-biznes. Pochodzący z Wolborza chłopak zachwycił jurorów konkursu „Twarz Roku” magazynu „Twój Styl” w 1993 roku, co otworzyło mu drzwi do współpracy z takimi potęgami mody jak Cerutti czy Mugler.
Spełniając dziecięce marzenia, założył pełen energii zespół Hi Street, a prawdziwym apogeum jego popularności stała się kultowa rola Adama Rozdrażewskiego w serialu „Adam i Ewa”. Przystojny, utalentowany wokalnie – jego utwór „Orfeusz” promował tę produkcję – stał się ulubieńcem milionów Polaków.

Wystarczyła sekunda
Wszystko to zostało brutalnie przerwane dwadzieścia trzy lata temu, dokładnie dwudziestego czwartego stycznia 2003 roku. Dwudziestodziewięcioletni aktor wracał z przyjaciółmi z Gdańska do Warszawy. Podczas manewru wyprzedzania doszło do katastrofalnego, czołowego zderzenia. Waldemar Goszcz zginął na miejscu, osieracając sześcioletnią wówczas córeczkę Wiktorię. Towarzyszący mu w podróży Radosław Pazura oraz Filip Siejka odnieśli bardzo ciężkie obrażenia. Ta nagła śmierć wstrząsnęła całą Polską, pozostawiając fanów w głębokiej żałobie.
Mógł przeżyć?
Po latach kulisy tego tragicznego popołudnia odsłonił Filip Siejka. Muzyk podzielił się poruszającym wyznaniem na temat ułamków sekund decydujących o życiu. Zazwyczaj to on siedział za kółkiem podczas wspólnych podróży, lecz tego feralnego dnia to Goszcz prowadził auto. Kilka minut przed katastrofą mężczyźni postanowili zamienić się miejscami. Z tego powodu Siejka odpiął pasy bezpieczeństwa, przygotowując się do postoju.
Siła czołowego uderzenia była tak gigantyczna, że auto zostało całkowicie zmiażdżone. Siejka wyleciał przez przednią szybę, co – jak sam przyznaje – wbrew wszelkiej logice uratowało mu życie. Gdyby pozostał przypięty do fotela w niszczonym pojeździe, nie miałby najmniejszych szans. Ta przejmująca historia pokazuje, że ludzkie losy splatają się w sposób nieprzewidywalny, a pamięć o utalentowanym aktorze pozostaje żywa pomimo upływu lat.
