Anastazja Kuś mocno odpowiedziała na krytykę. Padły ostre słowa
Anastazja Kuś, 19-letnia polska lekkoatletka, zdobyła mistrzostwo świata juniorek w biegu na 400 metrów. Młoda zawodniczka, która osiągnęła wynik bliski 51 sekund, w ostatnim czasie mierzy się także z krytyką dotyczącą jej wyglądu i aktywności w mediach społecznościowych.
Sukces w Eugene przyniósł jej jeszcze większe zainteresowanie kibiców i mediów. Kuś podkreśla, że przed startem nie była główną faworytką do złota. Mimo młodego wieku ma już za sobą lata treningów i doświadczenie związane ze sportowym trybem życia.
Anastazja Kuś zdobyła mistrzostwo świata. Tak wyglądała jej droga do złota
Anastazja Kuś pojechała do Eugene z realnymi szansami na medal, ale nie była główną faworytką rywalizacji na 400 metrów. Przed rozpoczęciem mistrzostw miała trzeci lub czwarty wynik w stawce. Wiedziała więc, że miejsce na podium jest w jej zasięgu, ale jednocześnie zdawała sobie sprawę z siły konkurencji. W rozmowie z „Super Expressem” wspominała:
Jechałam na mistrzostwa z trzecim czy czwartym wynikiem, więc wiedziałam, że medal jest w zasięgu. Wiedziałam też, że dziewczyny ze Stanów Zjednoczonych i innych państw będą bardzo mocne i będą chciały wygrać na swojej ziemi. Bieganie w USA nie należy do najłatwiejszych, bo ich publiczność mocno wspiera swoich. Ale dobrze rozegrałam eliminacje i półfinały, dzięki czemu w finale miałam jeszcze dużo siły, żeby pobiec taki wynik.
W finale wszystko ułożyło się po myśli Polki. Kuś zdobyła złoty medal mistrzostw świata juniorek i pobiegła 400 metrów w czasie bliskim granicy 51 sekund. Dla 19-letniej zawodniczki był to wynik szczególny nie tylko ze względu na miejsce na podium, ale także skalę rezultatu.
Sprawdź także: Kuba Wojewódzki i Żaneta Rosińska potwierdzili szczęśliwe wieści. Wreszcie się doczekał

Anastazja Kuś o „karierze przez pośladki”. Tak odpowiedziała na hejt
Sukces sportowy Kuś został zestawiony z krytyką, z którą 19-latka musi mierzyć się w internecie. W mediach pojawiło się określenie „kariera przez pośladki”, odnoszące się do jej wyglądu i publikowanych zdjęć. W rozmowie z „Super Expressem” zawodniczka została zapytana, czy takie słowa ją zabolały i czy złoty medal z Eugene można uznać za odpowiedź na podobne zarzuty.
Kuś nie ukrywała, że problem hejtu w sporcie jest jej znany. Przyznała również, że zgadza się z Igą Świątek, która publicznie mówiła o negatywnych komentarzach kierowanych do sportowców. Sama jednak nie zamierza pozwolić, aby internetowe opinie wpływały na jej decyzje:
Zgadzam się ze słowami Igi Świątek i bardzo ją w tym popieram, bo to święta prawda. A co ja mogę powiedzieć? To są hejterzy, którzy może sami są niedowartościowani. W Eugene biegłam tylko dla siebie, nie chciałam nikomu nic udowadniać. To moje życie i mogę robić, co chcę. Biegłam dla siebie i dla polskiego sportu, żeby łamać swoje bariery i czuć spełnienie. Będę dalej robiła to, co robiłam, bo uważam, że to model nowoczesnego sportowca, który działa i w mediach społecznościowych, i w sporcie. Niektórzy tego nie robią, ale to tylko na ich szkodę. Powinni brać przykład z takich sportowców.
Kuś nie ukrywała, że nie potraktowała tych słów jako poważnego ataku. Jej reakcja była zdecydowanie bardziej ironiczna.
Bardziej mnie to rozśmieszyło. Myślę, że pani Ania Kiełbasińska sama wstawia do internetu zdjęcia w strojach kąpielowych, więc to trochę hipokryzja. No ale cóż, tylko się zaśmiałam. Każdy chce się jakoś wybić przy czyimś sukcesie. Ja nie komentuję zachowań innych, patrzę na siebie i mam nadzieję, że każdy tak będzie robił.
Jednocześnie zawodniczka nie zgadza się z założeniem, że jej wygląd może przesłaniać sportowe umiejętności. W jej ocenie atrakcyjność i osiągnięcia na bieżni mogą istnieć obok siebie. Jedno nie powinno automatycznie odbierać znaczenia drugiemu.
Myślę, że to jak najbardziej może iść w parze. To, jak wyglądam, nie ma wpływu na to, jak biegam. Trenuję codziennie, żeby stawać się coraz lepsza i zdobywać medale. Złoty medal mistrzostw świata – na ten moment nie da się zrobić nic więcej. Można powiedzieć, że sięgnęłam nieba, bo wynik bliski złamania 51 sekund w wieku 19 lat to jest naprawdę coś „wow”
Kuś zwraca więc uwagę na różnicę między tym, co można zobaczyć w internecie, a tym, czego odbiorca nie widzi. Zdjęcie czy krótki materiał nie pokazują przecież godzin treningów, przygotowań fizycznych i wysiłku wkładanego w poprawianie wyników.
Sprawdź także: "Mam partnerkę, jestem z kobietą". Ukochana Królikowskiego zrobiła coming out
Anastazja Kuś nie boi się hejtu. „Na anonimowych kontach każdy jest odważny”
Mimo mocnych komentarzy Anastazja Kuś przekonuje, że internetowy hejt nie wpływa znacząco na jej codzienne funkcjonowanie. Co ciekawe, zawodniczka przyznała, że nigdy nie spotkała się z sytuacją, w której ktoś powtórzyłby jej prosto w twarz przykre słowa publikowane wcześniej w sieci. Kiedy spotyka kibiców na ulicy, najczęściej słyszy gratulacje i słowa wsparcia. To właśnie te reakcje są dla niej znacznie ważniejsze niż komentarze publikowane przez anonimowe osoby.
Nigdy mi się nie zdarzyło, żeby ktokolwiek podszedł i powiedział mi jakikolwiek hejt prosto w oczy. Zdarzają się tylko te dobre rzeczy. Mam bardzo duże wsparcie od kibiców, którzy często podchodzą na ulicy, gratulują i mówią, że trzymają kciuki. To jest bardzo budujące. A hejt zdarza się tylko w internecie. Wiadomo, na anonimowych kontach każdy jest odważny. Ja tych komentarzy za bardzo nie czytam. Mam taki charakter, że nie biorę do siebie opinii ludzi, którzy mnie nie interesują. Mam też wsparcie od psychologa, rodziny i mamy, więc jestem tak otoczona, że ten hejt w ogóle na mnie nie wpływa.
Dużą rolę w jej życiu odgrywa rodzina. Sportowa historia Kuś zaczęła się zresztą jeszcze zanim sama zdecydowała, że chce profesjonalnie zająć się bieganiem. Jej tata Marcin Kuś był piłkarzem. To właśnie po nim, jak uważa zawodniczka, mogła odziedziczyć naturalną lekkość ruchu:
Tak, zgadza się. Myślę, że to właśnie ten ruch biegowy, który mam naturalnie. Wielu osobom się on podoba, bo jest bardzo ekonomiczny i długi, co sprzyja biegowi na 400 metrów. Tata też był bardzo szybki na boisku i miał tę lekkość ruchu. Cieszę się, że mam taką przewagę, bo dzięki temu, że biegam naturalnie, mogę łatwiej doszkalać się w innych elementach, w których mam luki.
Kuś uważa przy tym, że jej obecny poziom nie oznacza wykorzystania wszystkich możliwości:
Rezerwy mam jeszcze duże, bo mój trening bardziej opiera się na talencie. Wiem, że możemy dokładać obciążeń i na siłowni, i w treningach wytrzymałościowych czy tempowych. Tam są naprawdę duże rezerwy. Myślę, że w kolejnych latach, do następnych igrzysk, będziemy stopniowo zwiększać obciążenia, abym mogła rozwijać się bez kontuzji.
Co ciekawe, lekkoatletyka nie była pierwszą dyscypliną, z którą związała się Kuś. Wcześniej próbowała gimnastyki, jazdy konnej i tenisa ziemnego. To właśnie przy okazji tenisa trafiła na zajęcia ogólnorozwojowe, które miały pomóc jej w przygotowaniu fizycznym. Ostatecznie to lekkoatletyka okazała się sportem, w którym odnalazła swoje miejsce.
