Łatwogang z niepokojącymi objawami. W nocy szukano lekarza. Musiał się zatrzymać
Łatwogang jedzie rowerem z Zakopanego do Gdańska w ramach transmisji na żywo i zbiórki pieniędzy na leczenie 8-letniego Maksa chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. W nocy, około godziny 3:20, zatrzymał się w Wolbromiu na stacji benzynowej. Podczas postoju zgłosił niepokojące objawy.
Charytatywny przejazd Łatwoganga z Zakopanego do Gdańska
Przejazd Łatwoganga zaczął się w piątek 22 maja po godzinie 16 w Zakopanem. Od początku towarzyszy mu grupa znajomych, część trasy pokonują razem, a w wielu miejscach pojawiają się osoby, które rozpoznają uczestników i zatrzymują się, by ich wspierać. Całe wydarzenie jest transmitowane na żywo, a widzowie obserwują każdy etap jazdy.
Celem przejazdu jest zebranie pieniędzy na leczenie 8-letniego Maksa Trockiego, który choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Zbiórka towarzyszy całej trasie i rozwija się równolegle z kolejnymi kilometrami.
Pierwsze godziny przebiegały w stabilnym tempie. Z czasem jednak widać było narastające zmęczenie. Po kilku godzinach jazdy uczestnik coraz częściej zsiadał z roweru i prowadził go pieszo. Tempo spadało, a przerwy stawały się częstsze.
Tuż po godzinie 23 doszło do przerwy w transmisji – połączenie internetowe na chwilę zanikło i widzowie stracili obraz z trasy. Po powrocie streama sytuacja wyglądała już inaczej. Jazda była wolniejsza, bardziej wymagająca, a organizm wyraźnie zareagował na długotrwały wysiłek.
Widzowie w trakcie transmisji sugerowali odpoczynek, jednak przejazd był kontynuowany. Padły też słowa Łatwoganga o tym, że celem jest dojazd do końca trasy, mimo zmęczenia:
Dam z siebie wszystko, żeby dojechać dla Maksa. Oczywiście wszystko bezpiecznie, ale nie zatrzymam się, nie ma opcji

Wolbrom: niepokojące objawy i szukanie pomocy medycznej
Najbardziej niepokojący moment wyprawy nastąpił w środku nocy, tuż po godzinie 3:20, kiedy Łatwogang zatrzymał się na stacji benzynowej w Wolbromiu. Oficjalnie przerwa miała charakter techniczny – planowano ciepły posiłek, odpoczynek oraz skorzystanie z toalety. Jednak to właśnie tam sytuacja zaczęła przybierać nieoczekiwany obrót.
Według relacji z transmisji, w trakcie postoju pojawiły się objawy, które zaniepokoiły uczestnika wyprawy. Mówił o „białym stolcu” oraz „bezdechu”, co skłoniło go do rozważenia pilnej konsultacji medycznej. W pewnym momencie pojawiła się nawet próba zlokalizowania SOR-u lub lekarza, co pokazuje, że sytuacja została potraktowana poważnie.
W kontekście wielogodzinnej jazdy rowerowej, nocnego wysiłku oraz braku długiej regeneracji, takie objawy mogły być interpretowane jako sygnał przeciążenia organizmu. Jednak w relacji na żywo nie podano szczegółowej diagnozy ani jednoznacznych informacji medycznych.
Po około godzinie przerwy, o 4:45, zdecydowano o ponownym ruszeniu w trasę.
Warto zaznaczyć, że mimo niepokojących sygnałów nie doszło do oficjalnego przerwania wyprawy. Kontynuacja jazdy była decyzją podjętą po krótkim postoju, co dodatkowo podkreśliło determinację uczestnika. Jednocześnie pozostawiło to widzów z pytaniem o realny stan zdrowia i granice dalszego wysiłku w kolejnych godzinach.
Zbiórka na leczenie Maksa Trockiego
Choć nocna jazda i niepokojące objawy przyciągnęły uwagę widzów, zasadniczym celem całej wyprawy pozostaje pomoc 8-letniemu Maksowi Trockiemu. Chłopiec choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a – ciężką i postępującą chorobę genetyczną, która prowadzi do stopniowego osłabienia i zaniku mięśni.
Choroba wynika z mutacji genu odpowiedzialnego za produkcję dystrofiny – białka niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania mięśni. Jego brak sprawia, że mięśnie stają się coraz słabsze, a organizm traci zdolność do wykonywania podstawowych funkcji ruchowych. Z czasem pojawiają się także problemy z oddychaniem oraz osłabienie pracy serca.
W przypadku Maksa pojawiła się możliwość terapii genowej w Stanach Zjednoczonych. Jest to forma leczenia, która może spowolnić lub częściowo zatrzymać rozwój choroby, jednak jej skuteczność zależy od szybkiego podania preparatu. Problemem pozostaje koszt – lek określany jako jeden z najdroższych na świecie wynosi około 12 milionów złotych.
Właśnie ten finansowy wymiar stał się impulsem do zorganizowania wyprawy rowerowej i internetowej zbiórki. Transmisja na żywo pozwalała widzom obserwować każdy etap drogi i jednocześnie wspierać zbiórkę w czasie rzeczywistym. W sobotę o 9:11 udało się przekroczyć poziom 4,3 milionów złotych, a licznik nadal rośnie w szybkim tempie.
