Tarapaty finansowe zwycięzcy popularnego show. Nikt nie miał pojęcia, z czym się mierzył
Maciej Florek, szerszej publiczności znany jako „Gleba”, na zawsze zapisał się w historii polskiej telewizji jako pierwszy zwycięzca kultowego show „You Can Dance - Po prostu tańcz”. Choć w blasku fleszy triumfalnie wznosił w górę czek na 100 tysięcy złotych, mało kto wiedział, z jakimi problemami musiał mierzyć się tuż po wyłączeniu kamer. Okazuje się, że udział w programie przyniósł mu nie tylko ogromną popularność, ale i niespodziewane tarapaty finansowe, które postawiły go pod kreską.
Przypadkowy casting, który zmienił wszystko
Kiedy na początku lata 2007 roku 26-letni wówczas Maciej Florek decydował się na udział w przesłuchaniach, jego intencje były zupełnie inne, niż mogłoby się wydawać. Utalentowany tancerz nie gonił za sławą ani telewizyjnym blichtrem – marzył jedynie o podszkoleniu swojego warsztatu.
To miał być tylko wyjazd na warsztaty do Paryża. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że to talent show — wspominał po latach na łamach „Angory”.
Trzy tygodnie intensywnego treningu w stolicy Francji otworzyły mu drzwi do odcinków na żywo. Na scenie „Gleba” okazał się absolutnie bezkonkurencyjny, zdobywając serca milionów widzów i ostatecznie wygrywając cały program 2 grudnia 2007 roku.

Wielka wygrana na kartonie i rok czekania na przelew
Rzeczywistość po wielkim finale okazała się jednak zaskakująco skomplikowana. Aby w pełni zaangażować się w nagrania i wygrać upragnione 100 tysięcy złotych, Florek musiał podjąć ryzykowne decyzje zawodowe. Zrezygnował z pracy w spektaklach Teatru Wybrzeże w Gdyni i Teatru Muzycznego w Gdańsku, a także zawiesił zajęcia ze studentami na Wydziale Tańca Akademii Teatralnej, który sam współtworzył. Przez to nagle stracił stabilne źródło dochodu.
Wygrałem 100 tysięcy, ale pieniądze otrzymałem dopiero po roku. Na szczęście po programie dostałem mnóstwo propozycji udziału w atrakcyjnych finansowo projektach — wyznał otwarcie.
Jako wykształcony ekonomista potrafił na szczęście przetrwać ten trudny czas i umiejętnie zarządzać kryzysem, zwłaszcza że komercyjny rynek natychmiast zalał go nowymi ofertami współpracy m.in. w reklamach.
Teatr ponad komercję, pasje i sukcesy za oceanem
Mimo propozycji z show-biznesu, Maciej Florek nigdy nie dał się skusić łatwej popularności. Zamiast odcinać kupony od telewizyjnej sławy, najszybciej jak to możliwe powrócił do swojej największej miłości – teatru, gdzie do dziś realizuje się jako ceniony choreograf.
Teatr mnie fascynował, bardzo rozwijał w wielu innych dyscyplinach. Realizowałem się w tej branży, ale nigdy nie chciałem robić tego na pokaz. Zależało mi na tworzeniu, nie na popularności czy pieniądzach — tłumaczy.
Po latach powrócił do „You Can Dance” w roli jurora, a także tworzył choreografię do kolejnych edycji. Dziś jego praca zdobywa uznanie na arenie międzynarodowej.
Przez ostatnie dwa lata moje spektakle wygrywały Junior Theater Festival, największy festiwal teatralny dla dzieci i młodzieży w USA — zdradził z dumą, zapowiadając możliwy wyjazd do Ameryki.
Prywatnie „Gleba” stawia na ciągły rozwój fizyczny i bliskość z najbliższymi. Sport i rodzina są dla niego absolutnym fundamentem:
Staram się zawsze znaleźć czas na sport: żegluję, jeżdżę konno, ostatnio gram w palanta. Niektóre z moich pasji dzielę z żoną Magdą i naszymi dziećmi. Rodzina jest dla mnie najważniejsza — podsumowuje.

