Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle metamorfozy O nas
Swiatgwiazd.pl > Newsy > Niepokojące, co dzieje się w domu Krystyny Jandy. "Wezwałam księdza"
Agata Piszczek
Agata Piszczek 02.11.2026 14:37

Niepokojące, co dzieje się w domu Krystyny Jandy. "Wezwałam księdza"

Niepokojące, co dzieje się w domu Krystyny Jandy. "Wezwałam księdza"
fot. KAPiF

Krystyna Janda opowiedziała o niepokojących wydarzeniach, które przez pewien czas miały miejsce w jej domu w Milanówku. Z aktorką i jej bliskimi działy się tam dziwne rzeczy: nocami słychać było kroki, spadały przedmioty, a psy wyły bez wyraźnego powodu. Gwiazda postanowiła w końcu wezwać księdza i poświęcić dom. 

Krystyna Janda od lat mieszka w Milanówku, w domu, który ma wyjątkową historię. Wcześniej należał do śpiewaka operowego Stanisława Gruszczyńskiego, a podczas II wojny światowej miał służyć jako skład broni i szpital powstańczy. Aktorka nie ukrywa, że przez pewien czas atmosfera w budynku była daleka od sielankowej. O swoich doświadczeniach opowiedziała między innymi w programie „Daję słowo” Macieja Orłosia oraz na swojej stronie internetowej.

 

Dom Krystyny Jandy miał niezwykłą historię. Wcześniej należał do śpiewaka operowego

Krystyna Janda od wielu lat jest związana z Milanówkiem, gdzie znalazła swoje miejsce na ziemi. Jej dom nie jest jednak zwyczajną rodzinną posiadłością. Budynek ma bogatą przeszłość, a jego wcześniejszym właścicielem był Stanisław Gruszczyński, znany śpiewak operowy, który odnosił sukcesy również poza granicami Polski. Artysta miał nawet kontrakt w słynnej mediolańskiej La Scali. Niestety, jego historia nie zakończyła się szczęśliwie.

Aktorka opowiedziała o losach poprzedniego właściciela podczas rozmowy w programie „Daję słowo” Macieja Orłosia. Z jej relacji wynika, że Gruszczyński po utracie głosu stracił również swoją pozycję i majątek. Jego schyłek życia był wyjątkowo smutny. Dawny właściciel pięknego domu zmarł w Milanówku w zapomnieniu i biedzie.

Myśmy kupili dom, który wybudował Stanisław Gruszczyński, to był śpiewak operowy, kiedyś miał kontrakt w La Scali i był naprawdę bogatym człowiekiem, zbudował ten dom nadzwyczajnie, ale zaczął tracić głos... Bardzo się to tragicznie skończyło, bo on zmarł w Milanówku zapomniany na takiej kupie węgla — mówiła Krystyna Janda dla TVP.

To jednak nie koniec historii związanej z posiadłością. Dom miał również wojenną przeszłość. Podczas II wojny światowej służył jako skład broni, a później jako szpital powstańczy. Aktorka dowiedziała się o tych faktach dopiero po pewnym czasie od zamieszkania w budynku.

Jak się okazało, historia nieruchomości zbiegła się z wydarzeniami, które zaczęły niepokoić jej nowych mieszkańców. Janda wspominała, że początkowo nie potrafiła znaleźć racjonalnego wyjaśnienia dla tego, co działo się w domu. Szczególnie dziwne sytuacje miały miejsce nocą, kiedy domownicy próbowali odpoczywać.

Zobacz też: Wiadomo, co stało się Nawrockiemu, gdy wchodził do TK. Pokazali zdjęcie | Świat Gwiazd

W domu Krystyny Jandy działy się dziwne rzeczy. „Często coś spadało, tłukła się porcelana”

Początkowo Krystyna Janda nie przypuszczała, że jej ukochany dom będzie wiązał się z tak niepokojącymi doświadczeniami. Z czasem jednak zaczęły pojawiać się sytuacje, które trudno było jej zignorować. W budynku słychać było odgłosy kroków, przedmioty spadały, a porcelana rozbijała się bez wyraźnego powodu. Aktorka opowiedziała o tym, co działo się w Milanówku, na swojej stronie internetowej.

Często coś spadało, tłukła się porcelana, ktoś biegł po schodach — mówiła Krystyna Janda.

Jedna z historii szczególnie zapadła jej w pamięć. Aktorka wspominała kobietę o imieniu Basia, która pomagała jej oraz mamie w opiece nad dziećmi. Pewnej nocy Janda była przekonana, że słyszała, jak pomocnica zbiega po schodach, aby ją zastąpić przy maluchach. Postanowiła nawet podziękować jej za nocną pomoc. Odpowiedź Basi wprawiła ją jednak w osłupienie.

Była taka dziewczyna pomagająca mnie i mamie w opiece nad dziećmi i mówiłam do niej: »Basiu, ja ci dziękuję, bo słyszałam, jak zbiegasz w nocy, żeby mnie zastąpić«, a ona mówiła: »Krysia, ja w ogóle nie wstawałam« — relacjonowała aktorka.

To nie był jedyny powód do niepokoju. Janda zwracała uwagę również na zachowanie psów, które miały wyć nocami. W pewnym momencie sytuacja zaczęła ją na tyle przytłaczać, że postanowiła opisać swoje obawy w internecie.

Musimy coś zrobić, ja się zaczynam bać! Psy wyją nocami, ciągle zdarza się coś dziwnego — napisała na swojej stronie internetowej.

Zaniepokojenie aktorki było zrozumiałe. W domu, który miał być spokojną przystanią dla niej i jej rodziny, coraz częściej dochodziło do trudnych do wyjaśnienia zdarzeń. Szczególnie zastanawiające były sytuacje związane z przedmiotami, które nagle spadały, mimo że nie było widać żadnej przyczyny.

Janda postanowiła więc bliżej przyjrzeć się historii posiadłości i jej poprzedniego właściciela. Wkrótce podjęła też decyzję, która miała pomóc zakończyć niepokojące wydarzenia.

Zobacz też: Uwielbiany wokalista pilnie trafił do szpitala. Zespół odwołuje wszystkie koncerty | Świat Gwiazd

Krystyna Janda odnalazła grób poprzedniego właściciela i wezwała księdza. „Od tego momentu wszystko się skończyło”

Krystyna Janda zaczęła zastanawiać się, czy dziwne wydarzenia w jej domu mogą mieć związek z historią Stanisława Gruszczyńskiego. Aktorka postanowiła odnaleźć grób dawnego właściciela posiadłości na warszawskich Powązkach. Udała się tam i zapaliła świeczkę. W rodzinie pojawił się nawet pomysł, że być może warto zrobić coś więcej, aby symbolicznie zadośćuczynić poprzedniemu mieszkańcowi.

"Trzeba było lepiej wlać do grobu butelkę dobrej wódki”, powiedziała mama. (...) Trzeba jakoś tego Gruszczyńskiego przebłagać, żeby nas zaakceptował — czytamy w relacji Krystyny Jandy na jej stronie internetowej.

Niestety, wizyta na cmentarzu nie zakończyła od razu wszystkich niepokojących sytuacji. Aktorka opisała między innymi zdarzenie związane z rodzinną porcelaną. Pewnej nocy z mebla spadła półka, na której znajdowała się kolekcja pięknych naczyń. Co szczególnie zastanawiające, późniejsze oględziny nie wykazały żadnego uszkodzenia, które mogłoby wyjaśnić całe zajście.

W nocy spadła półka z całą naszą najpiękniejszą porcelaną. (...) Oglądałam serwantkę z mamą cały poranek. Nie było powodu. Wszystko jest w porządku. Nic się w meblu nie zepsuło, nie ułamało. Dziwne — dodała aktorka.

W końcu Janda zdecydowała, że potrzebuje pomocy duchownego. Wezwała księdza z pobliskiego kościoła w Milanówku, który przyszedł do jej domu i poświęcił wszystkie pomieszczenia. Wizyta odbyła się w czasie remontu, a aktorka dokładnie opisała jej przebieg.

Wezwałam księdza z sąsiadującego z nami kościoła Milanowskiego. Spojrzał na dom w pełnym rozkwicie remontu, wziął [krucyfiks] do ręki. Basia szła za mną, trzymając wodę święconą rozlaną na talerzu. Przechodziłyśmy z pokoju do pokoju, żegnałyśmy się i kropiłam wszystkie kąty. (...) Od tego momentu wszystko się skończyło — czytamy.

Według relacji Krystyny Jandy poświęcenie domu przyniosło oczekiwany efekt i niepokojące sytuacje ustały. Aktorka nie ukrywała, że wcześniejsze wydarzenia wywoływały w niej strach. Dziś jej ukochana posiadłość w Milanówku pozostaje przede wszystkim rodzinnym miejscem z wyjątkową historią. A opowieść o nocnych odgłosach, spadającej porcelanie i wizycie księdza z pewnością należy do najbardziej niezwykłych wspomnień gwiazdy.

Nie przegap nowości, obserwuj nas w Google Discover
Obserwuj
Agata Piszczek
O autorze
Agata Piszczek
Redaktor Swiatgwiazd

Dziennikarka portalu Swiatgwiazd.pl. Z mediami i słowem pisanym związana od blisko 10 lat. Absolwentka edytorstwa oraz publikowania sieciowego i cyfrowego na Uniwersytecie Wrocławskim. Doświadczenie dziennikarskie i redakcyjne zdobywała, współpracując z portalami internetowymi, m.in. Goniec i Gorące Tematy. Ze Światem Gwiazd związana od 2026 roku.

Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji