Karol Strasburger grubo przesadził w "Familiadzie". Po tym żarcie nastała grobowa cisza
Karol Strasburger od lat rozśmiesza widzów „Familiady” swoimi słynnymi sucharami, ale tym razem jego dowcip o małżeństwie wywołał w studiu wyjątkowo niezręczną atmosferę. W odcinku wyemitowanym w minioną sobotę, zamiast salwy śmiechu, pojawiły się jedynie niemrawe oklaski, a miny uczestniczek mówiły same za siebie. Prowadzący, który od lat słynie z charakterystycznego poczucia humoru, tym razem chyba nie trafił w gusta publiczności.
Karol Strasburger po raz kolejny przekonał się, że nawet w „Familiadzie” nie każdy żart spotyka się z entuzjastyczną reakcją. Prowadzący, który od lat słynie z charakterystycznych sucharów, tym razem wywołał w studiu niemałe zakłopotanie. Zamiast głośnego śmiechu pojawiły się powściągliwe oklaski, a kamery uchwyciły wymowne miny uczestniczek. Wygląda na to, że tym razem gospodarz teleturnieju nie do końca wyczuł atmosferę!
Karol Strasburger i jego słynne suchary. „Umiem się śmiać sam z siebie”
Karol Strasburger to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji. Choć z wykształcenia jest aktorem i ma na koncie role w kultowych produkcjach, między innymi w „Nocach i dniach” Jerzego Antczaka, dla milionów widzów pozostaje przede wszystkim gospodarzem „Familiady”. Teleturniej zadebiutował na antenie w 1994 roku i od samego początku jest związany właśnie z nim.
Przez ponad trzy dekady prowadzący wypracował własny styl, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. Oprócz charakterystycznego sposobu prowadzenia programu jego znakiem rozpoznawczym stały się żarty opowiadane na początku kolejnych odcinków. Nazywane sucharami, regularnie wywołują uśmiechy, jęki rozbawienia, a czasem również wymowne reakcje osób, które najwyraźniej spodziewały się czegoś zabawniejszego.
Sam Strasburger doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak odbierany jest jego humor. Nie próbuje na siłę przekonywać wszystkich, że jego dowcipy są komediowymi perełkami. Wręcz przeciwnie, potrafi podejść do sprawy z dystansem i otwarcie przyznaje, że nie każdemu musi odpowiadać jego styl.
Wiem, że moje żarty to suchary. Ale chyba przeszły też trochę do historii. Uważam, że mam się z czego cieszyć. Nie są to rzeczy, które powalają na ziemię, ale czasami mogą - to kwestia gustu. Niektórzy śmieją się z 'Familiady', ale na szczęście ja umiem się śmiać sam z siebie - mówił „Faktowi”.
I właśnie w tym tkwi fenomen prowadzącego. Jego żarty stały się niemal równie charakterystyczne jak sama „Familiada”, a widzowie często czekają na nie z nie mniejszym zainteresowaniem niż na odpowiedzi uczestników. Tym razem jednak Strasburger poruszył temat, przy którym publiczności nie było już tak bardzo do śmiechu. W studiu zrobiło się niezręcznie, a reakcja zgromadzonych osób daleka była od entuzjastycznej.
Zobacz też: Piosenkarka Natalia S. i dwóch raperów usłyszeli wyrok. Muszą zapłacić setki tysięcy złotych | Świat Gwiazd
Strasburger opowiedział dowcip o małżeństwie. Takich słów nikt się nie spodziewał
W jednym z ostatnich odcinków „Familiady” Karol Strasburger postanowił podzielić się z publicznością dowcipem dotyczącym małżeństwa. Sam temat nie powinien nikogo szczególnie zaskakiwać, bo w jego repertuarze od lat pojawiają się rozmaite sytuacje z życia codziennego. Tym razem jednak puenta okazała się na tyle specyficzna, że nie wszyscy zareagowali tak, jak zapewne życzyłby sobie prowadzący.
Prezenter rozpoczął swoją opowieść od historii mężczyzny, który na basenie z ogromnym entuzjazmem komentuje umiejętności swojej żony. Już pierwsze zdania sugerowały, że za chwilę pojawi się klasyczna dla Strasburgera puenta. Nie zabrakło też teatralnego podkreślenia emocji bohatera dowcipu.
Małżonek na basenie głośno się zachwyca i mówi: 'To jest niemożliwe! To jest niewiarygodne!'. Ktoś podchodzi i pyta: ‘Proszę pana, co się pan tak cieszy?’ - zaczął opowieść gospodarz.
Na tym jednak nie poprzestał. Prowadzący konsekwentnie budował napięcie, wyjaśniając, co tak bardzo zachwyciło mężczyznę przebywającego na basenie. Cała historia miała prowadzić do żartu o żonie, która zaskakująco szybko opanowała nowe umiejętności pływackie.
Proszę pana, widzi pan tam, w basenie, tę piękną kobietę? Ten mówi: 'No widzę'. 'To jest moja żona, proszę pana. Ona, proszę sobie wyobrazić, wczoraj nauczyła się pływać. A dziś - wie pan co? Ona już nurkuje! Proszę pana, ona od pół godziny już jest pod wodą! - zakończył gwiazdor telewizji, z lekka się śmiejąc.
Puenta nawiązywała do czarnego humoru i stereotypowych żartów o małżeństwie. Jak można było zauważyć, nie wywołała jednak natychmiastowej, głośnej reakcji publiczności. W przypadku sucharów Strasburgera to oczywiście nic niezwykłego, ale tym razem atmosfera zrobiła się wyjątkowo niezręczna. Widzowie mogli odnieść wrażenie, że dowcip nie do końca spełnił swoje zadanie.
Zobacz też: Nie żyje dwóch nastoletnich sportowców. Zginęli w wypadku w woj. opolskim | Świat Gwiazd
W „Familiadzie” zapadła cisza. Uczestniczki nie wyglądały na rozbawione
Po zakończeniu żartu w studiu nie rozległ się spontaniczny śmiech, do którego przyzwyczaili się widzowie teleturnieju. Zamiast tego pojawiła się krótka, niezręczna przerwa, po której publiczność nagrodziła prowadzącego dość niemrawymi oklaskami. Reakcja była na tyle powściągliwa, że trudno było nie zwrócić na nią uwagi.
Kamery pokazały również uczestniczki programu, których miny nie wskazywały na szczególne rozbawienie. Panie wyglądały na nieco skonsternowane, choć oczywiście na podstawie samego nagrania nie sposób jednoznacznie stwierdzić, co dokładnie pomyślały o dowcipie prowadzącego. Być może uznały go po prostu za mało zabawny, a być może temat okazał się dla nich niezbyt komfortowy.
Warto pamiętać, że „Familiada” jest programem rozrywkowym, w którym uczestnicy muszą odnaleźć się nie tylko w teleturniejowych emocjach, lecz także w charakterystycznym stylu gospodarza. Strasburger od lat przyzwyczaja publiczność do tego, że jego suchary potrafią wywoływać bardzo różne reakcje. Jedni śmieją się już na samą zapowiedź dowcipu, inni reagują uśmiechem pełnym niedowierzania, a jeszcze inni pozostają niewzruszeni.
Tym razem jednak żart o małżeństwie nie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem, a krótka cisza stała się najbardziej wymownym elementem całej sceny. Nie oznacza to oczywiście, że prowadzący celowo chciał kogokolwiek urazić. Jego humor od dawna opiera się na grze słownej, absurdzie i zaskakujących puentach, które nie zawsze trafiają do każdego odbiorcy.
Jedno jest pewne: Strasburger nie musi długo szukać sposobu, by zwrócić uwagę widzów. Jego dowcipy od lat stanowią nieodłączną część „Familiady”, a każda mniej udana puenta przypomina, jak cienka bywa granica między rozbawieniem a niezręcznością. Tym razem zamiast salwy śmiechu pojawiły się wymowne miny i oklaski, które nie brzmiały szczególnie przekonująco.