Ogłoszenie Łatwoganga wywołało burzę. Teraz wydał komunikat, tak się tłumaczy
Łatwogang opublikował ogłoszenie o pracę, w którym poszukiwał asystenta lub asystentki. Oferta wywołała falę komentarzy w internecie, a internauci zwrócili uwagę na wymagania wobec kandydatów, formę zatrudnienia i brak informacji o wynagrodzeniu. Dyskusja szybko dotarła do samego influencera, który postanowił odnieść się do krytyki.
Wśród komentujących pojawiły się pytania o zakres obowiązków oraz dyspozycyjność przyszłego współpracownika. Szczególne zainteresowanie wzbudziły zapisy dotyczące pracy w weekendy. Sprawa stała się również okazją do dyskusji o warunkach zatrudnienia w branży influencerów. Łatwogang zdecydował się więc zabrać głos.
Ogłoszenie o pracę Łatwoganga wywołało dyskusję. Internauci zwrócili uwagę na wymagania
Łatwogang, czyli jeden z twórców internetowych, którzy w ostatnich miesiącach znaleźli się w centrum zainteresowania polskiej publiczności, tym razem zwrócił na siebie uwagę w zupełnie innym kontekście. Zamiast kolejnego nagrania czy inicjatywy związanej z działalnością charytatywną w sieci zaczęło krążyć ogłoszenie o pracę. Influencer poszukiwał osoby, która miałaby pełnić funkcję jego asystenta lub asystentki. Oferta została opublikowana na portalu Pracuj.pl, a jej treść szybko stała się przedmiotem komentarzy.
Internauci przyjrzeli się warunkom przedstawionym w ogłoszeniu i zaczęli wskazywać elementy, które ich zdaniem wymagały wyjaśnienia. Najwięcej uwagi poświęcono zakresowi oczekiwanej dyspozycyjności. Wśród wymagań znalazła się bowiem dostępność również w weekendy.
Kolejnym punktem zapalnym okazała się forma zatrudnienia. W ogłoszeniu zaproponowano umowę-zlecenie, a nie umowę o pracę. To właśnie ten szczegół wywołał szczególnie dużo reakcji. Umowy cywilnoprawne są powszechnie wykorzystywane przy różnych rodzajach współpracy, jednak ich warunki i zakres ochrony pracownika różnią się od tych, które zapewnia etat. W przypadku stanowiska wymagającego dużej dyspozycyjności część internautów uznała więc, że taka propozycja może budzić uzasadnione pytania.
Dyskusję podsycił również brak konkretnej informacji o wynagrodzeniu. Kandydaci mogli zapoznać się z oczekiwaniami dotyczącymi współpracy, ale nie otrzymali jasnej odpowiedzi na podstawowe pytanie: ile można zarobić na tym stanowisku?
Przy okazji pojawiły się szersze pytania o standardy zatrudniania w branży internetowej. Praca dla twórcy, którego aktywność nie zawsze mieści się w tradycyjnych godzinach biurowych, może rzeczywiście wyglądać inaczej niż obowiązki w typowej firmie. Nie oznacza to jednak, że kandydaci nie powinni wiedzieć, jak będzie wyglądał ich dzień pracy, w jakich godzinach będą dostępni i na jakich zasadach otrzymają wynagrodzenie.
Sprawdź także: Sylwia Peretti rozwodzi się z mężem. Pierwszy raz ujawniła prawdę o swoim małżeństwie
Łatwogang odpowiada na krytykę. Wyjaśnił, dlaczego wybrał umowę-zlecenie
Po fali komentarzy Łatwogang zdecydował się przedstawić własną wersję wydarzeń. Swoje stanowisko przekazał Gimperowi, który odczytał wiadomość influencera w podcaście „Zgrzyt”. Dzięki temu wyjaśnienia twórcy dotarły do szerszego grona odbiorców. Hancke odniósł się zarówno do samego ogłoszenia, jak i do najczęściej powtarzających się zarzutów.
Jednym z pierwszych poruszonych przez niego tematów była lista wymagań. Influencer przyznał, że za przygotowanie ogłoszenia odpowiadała jego mama. Zasugerował przy tym, że niektóre oczekiwania mogły zostać przedstawione w zbyt rozbudowany sposób. W wiadomości wyjaśnił:
Moja mama robiła ogłoszenie i może nad wyraz opisała wymagania. Rzeczywiście szukaliśmy asystentki/asystenta i to w gruncie rzeczy tyle.
Tym samym Łatwogang chciał zaznaczyć, że intencją było przede wszystkim znalezienie osoby do pomocy, a sama treść oferty mogła sprawiać wrażenie bardziej wymagającej, niż zakładano. Nie przedstawił jednak szczegółowego sprostowania poszczególnych punktów ogłoszenia.
Najwięcej miejsca poświęcił umowie-zleceniu. Zdaniem influencera standardowa umowa o pracę nie sprawdziłaby się w przypadku osoby, która miałaby z nim współpracować. Powodem jest nieregularny charakter jego obowiązków. W wiadomości do Gimpera opisał to wprost:
Ja nie mam twardego grafiku, więc dla mnie pracowanie z UOP jest bez sensu. W jeden dzień taka osoba pracuje 8 godz., czasem w inny 3 godz., a czasem w ogóle, jest to mocno nieregularne i losowe.
Twórca przekonywał, że osoba współpracująca z nim musiałaby dostosowywać się do zmiennego rytmu pracy. W niektóre dni obowiązków mogłoby być dużo, w inne znacznie mniej. Dodatkowo twórca poinformował:
Udało się zatrudnić osobę na studiach, więc jej pasowało. W sumie to tyle.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie wątpliwości internautów zostały automatycznie rozwiane. Wyjaśnienia Łatwoganga przedstawiają jego punkt widzenia, a szczegóły uzgodnionej umowy nie zostały publicznie ujawnione.
Sprawdź także: Ledwo odpadła z "TzG", a już do niego wróciła. Fani w szoku. “Nie mogę tego zepsuć”
Ile zarabia asystent Łatwoganga? Influencer zabrał głos w sprawie wynagrodzenia
Brak widełek płacowych był jednym z elementów, które najmocniej przyciągnęły uwagę komentujących. W ogłoszeniu można było znaleźć informacje o obowiązkach i wymaganiach, ale nie podano konkretnej kwoty, jaką miałaby otrzymywać osoba zatrudniona na stanowisku asystenta. W efekcie potencjalni kandydaci nie mogli od razu ocenić, czy proponowane warunki finansowe odpowiadają zakresowi pracy i oczekiwanej dyspozycyjności.
Wynagrodzenie jest szczególnie istotnym elementem każdej oferty zatrudnienia. W przypadku pracy wymagającej elastyczności, gotowości do działania również w weekendy i dostosowywania się do zmiennego grafiku pytanie o stawkę staje się jeszcze ważniejsze. Kandydaci chcą wiedzieć, czego mogą oczekiwać w zamian za swoją dostępność. Dlatego właśnie brak informacji o zarobkach szybko znalazł się wśród najczęściej przywoływanych zastrzeżeń.
Łatwogang postanowił odnieść się do tej kwestii bezpośrednio. W wiadomości przekazanej Gimperowi zapewnił:
Jeżeli chodzi o pieniądze, to płacę serio bardzo dobrze i zależy mi, kiedy z kimś działam, żeby dobrze mu się żyło, a nie żeby go wykorzystać. Staram się działać drużynowo.
Twórca jasno przedstawił, jak postrzega relacje zawodowe i jakimi zasadami chce się kierować podczas współpracy. Podkreślił znaczenie zespołowego podejścia, a także troski o komfort osób zaangażowanych w jego działalność.
Warto jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz. Łatwogang zapewnił, że płaci bardzo dobrze, ale nie podał konkretnej kwoty. Nie ujawnił ani miesięcznego wynagrodzenia, ani stawki godzinowej, ani przedziału finansowego.
Sprawa odbiła się szerokim echem również dlatego, że Łatwogang w ostatnich miesiącach zyskał wyjątkowo dużą rozpoznawalność. Jego aktywność przestała być kojarzona wyłącznie z internetowymi nagraniami. Dla wielu odbiorców stał się twarzą jednej z największych akcji charytatywnych w historii polskiego internetu. W takim przypadku zainteresowanie budzą już nie tylko publikowane materiały, ale również decyzje podejmowane poza kamerą.