Holecka popłakała się na wizji. Tak potraktowała jej męża policja
Podczas jednego z wieczornych wydań programu informacyjnego Telewizji Republika doszło do poruszającej sytuacji z udziałem Danuty Holeckiej. Dziennikarka zareagowała emocjonalnie, gdy dotarły do niej okrzyki osób zgromadzonych przed Trybunałem Konstytucyjnym. Protestujący skandowali jej imię i wyrażali poparcie, okazując w ten sposób solidarność z prezenterką.
Do zdarzenia doszło przed jednym z warszawskich cmentarzy, gdzie Danuta Holecka wraz z mężem przyjechała odwiedzić grób. Według doniesień Telewizji Republika interweniowała policja, a na miejsce wezwano również pogotowie ratunkowe. Sprawa szybko wzbudziła zainteresowanie mediów. Dziennikarka postanowiła odnieść się do całej sytuacji i przedstawić swoją wersję wydarzeń na antenie, podczas programu na żywo.
Danuta Holecka rozpłakała się na antenie. Tak opowiedziała o zatrzymaniu męża
Sobotnie wydarzenia przed jednym z warszawskich cmentarzy stały się tematem wieczornego wydania Telewizji Republika. Policjanci zatrzymali męża Danuty Holeckiej, gdy dziennikarka wraz z nim przyjechała odwiedzić grób. Jak informowała stacja, na miejsce wezwano również pogotowie ratunkowe. Sprawa wywołała duże zainteresowanie, a sama Holecka postanowiła odnieść się do niej na antenie i przedstawić własną relację z przebiegu interwencji.
Do emocjonalnych scen doszło jeszcze przed jej wystąpieniem. W trakcie programu informacyjnego Republiki wyemitowano materiał dotyczący policyjnej interwencji. Następnie stacja połączyła się z Edytą Lewandowską, która relacjonowała protest odbywający się przed Trybunałem Konstytucyjnym. W pewnym momencie zgromadzeni zaczęli skandować imię dziennikarki: „Danusia, Danusia!”. Kiedy Lewandowska przekazała głos do studia, okrzyki powtórzyły się. Holecka nie kryła wzruszenia i rozpłakała się na oczach widzów. Uczestnicy zgromadzenia zaczęli wówczas skandować: „Jesteśmy z tobą!”.
Zobacz także: Trudno uwierzyć, jak wyglądał grób Edwarda Gierka 1 listopada. Zdjęcie mówi wszystko
Holecka rozpłakała się podczas programu Republiki
Edyta Lewandowska zwróciła się do dziennikarki, a zgromadzeni przed Trybunałem Konstytucyjnym nadal okazywali jej wsparcie.
Nie wiem, czy to słyszysz. - powiedziała dziennikarka
Holecka odpowiedziała na słowa reporterki, a następnie przekazała zgromadzonym krótką wiadomość: „Powiedz państwu, że ich kocham”. Jej wypowiedzi towarzyszyły gromkie brawa i kolejne okrzyki.
Danusiu, to jest siła ludzi, siła wsparcia, siła miłości. Pamiętaj o tym. - podsumowała Lewandowska i po chwili dodała - Danusiu, jesteśmy z tobą. Nie chciałam cię stresować przed dalszą częścią. Wiem, że ten program musisz poprowadzić. Wiem, że to było wczoraj bardzo przykre. Znam cię, wiem, że jesteś wspaniałym, wielkim człowiekiem i dasz radę. Jesteśmy z tobą — mówiła.
Stacja zdecydowała się również wyeksponować przekaz na czerwonym pasku informacyjnym. Pojawił się na nim napis: „Jesteśmy z tobą, Danusiu”.
Po zakończeniu transmisji dziennikarka wróciła do wydarzeń z soboty i szczegółowo opowiedziała o sytuacji przed cmentarzem. Tym razem skupiła się przede wszystkim na przebiegu policyjnej interwencji oraz zachowaniu funkcjonariuszy. Przedstawiła własną wersję zdarzeń, kwestionując sposób przeprowadzenia kontroli.
Zobacz także: Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł korektę płci. Ujawnił, jak zareagowała jego mama
Danuta Holecka opowiedziała o interwencji policji
Według relacji dziennikarki samochód, którym podróżowało małżeństwo, został zaparkowany w miejscu przeznaczonym dla osób odwiedzających cmentarz.
Jestem winna państwu małe uzupełnienie, ponieważ nie musiałam mieć żadnego zezwolenia parafii, żeby parkować na wyznaczonych do tego miejscach przed cmentarzem. Parkują tam wszyscy, codziennie. Jestem tam prawie od dwóch lat i czterech miesięcy, każdego dnia. Nigdy takiej sytuacji nie było.
Następnie jeden z funkcjonariuszy miał poprosić jej męża o dokumenty. Ten poinformował policjanta, że nie ma ich przy sobie.
Policjant powiedział, że nie, on musi pouczyć. Mąż wysiadł z samochodu, a on zaczął go do tego samochodu wpychać, żeby wsiadał z powrotem. I dokumenty. Nie mam.
Holecka przekonywała, że zaproponowała wówczas rozwiązanie sytuacji poprzez zawrócenie samochodu, jeśli doszło do wykroczenia. Sytuacja miała jednak zaostrzyć się po ponownym żądaniu podania danych osobowych przez funkcjonariusza.
Mąż już stał przy samochodzie i pan policjant: "Proszę się przedstawić". Mąż do niego: "Człowieku, czego ty ode mnie chcesz? Ja chcę iść na cmentarz". I pan zaczął go zakuwać. Kiedy ciągnął mu jedną rękę do tyłu, podeszłam i powiedziałam, jak się nazywam i jak się nazywa mój mąż.
Dziennikarka zarzuciła policjantom, że nie zweryfikowali informacji przekazanych przez jej męża, mimo że dysponowali numerem rejestracyjnym pojazdu. W swojej relacji odniosła się także do przyjazdu syna, który miał pojawić się na miejscu z dokumentami. Jak twierdziła, również wtedy sytuacja nie uległa zmianie.
Gdy drugi raz siedział skuty, mówiłam, jak się nazywa mąż. Potem pan miał go rozkuć, kiedy przyszedł syn. Syn miał dokumenty, poświadczył, a mąż dalej siedział skuty. Tak wyglądała ta prawda. Nie mam powodów, żeby kłamać. Żadnych.
Holecka przedstawiła te okoliczności podczas programu na żywo, wyraźnie zaznaczając, że właśnie tak wyglądał przebieg sobotniego zdarzenia z jej perspektywy
Przepraszam państwa, ale byłam to państwu winna. - podsumowała na koniec.