"Płaczemy po nocach". Walka o zdrowie synka gwiazdy. Matka 3-latka w rozpaczy
„Płaczemy po nocach” – tak opisuje codzienność jedna z popularnych aktorek, której kilkuletni syn zmaga się z ostrym nowotworem krwi. Dziecko od miesięcy przechodzi intensywne leczenie onkologiczne, a rodzina żyje między szpitalem, wynikami badań i nieustanną nadzieją na poprawę. Gwiazda, znana z jednego z popularnych polskich seriali, w poruszającym wywiadzie zdradziła kulisy walki o zdrowie synka.
Diagnoza, która zatrzymała życie. Marta Chyczewska i dramatyczny początek walki o zdrowie syna
Marta Chyczewska, polska aktorka znana przede wszystkim z serialu „Leśniczówka”, jeszcze niedawno kojarzona była z planem zdjęciowym i zawodową codziennością. Dziś jej życie to przede wszystkim szpitalne korytarze, wyniki badań i walka o zdrowie 3-letniego syna. Na początku maja artystka przekazała publicznie informację, która poruszyła fanów i widzów w całej Polsce — u jej dziecka zdiagnozowano białaczkę limfoblastyczną typu B.
Od tamtej chwili codzienność rodziny całkowicie się zmieniła. Leczenie, hospitalizacje i niepewność stały się nową rutyną. Aktorka nie ukrywała emocji, kiedy zdecydowała się opowiedzieć o wszystkim w mediach społecznościowych. W jej wpisie znalazły się słowa, które stały się symbolem tej trudnej historii:
20 kwietnia, kiedy cała Polska zbierała pieniądze na chore dzieci, u mojego dziecka zdiagnozowano białaczkę limfoblastyczną typu B. Przed nami długa droga, wyślijcie nam trochę siły.
To zdanie pokazuje, jak nagle i bez ostrzeżenia pojawiła się choroba, która przewróciła życie rodziny do góry nogami. Diagnoza nowotworu u małego dziecka to moment, w którym czas przestaje mieć zwykłe znaczenie — każdy dzień zaczyna być podporządkowany leczeniu i nadziei. W przypadku syna aktorki rozpoczęła się intensywna chemioterapia, a rodzice od pierwszych chwil musieli nauczyć się funkcjonować w świecie medycznych terminów i emocjonalnych skrajności.
Telewizyjne wyznania i zbiórka. „Najgorszy dzień mojego życia” i walka o przetrwanie rodziny
W piątek 3 lipca Marta Chyczewska pojawiła się w programie „Pytanie na śniadanie”, gdzie w rozmowie z Marzeną Rogalską i Łukaszem Nowickim opowiedziała o tym, jak naprawdę wygląda życie rodziny w trakcie leczenia onkologicznego dziecka. Już na początku rozmowy nie ukrywała emocji.
Najgorszy dzień w moim życiu — przyznała na wstępie bez ogródek Chyczewska.
Jednocześnie podkreślała, że proszenie o pomoc jest dla niej bardzo trudne. Aktorka wspomniała również o zbiórce pieniędzy, którą uruchomiła w sieci.
W dalszej części rozmowy wyjaśniła, jak ogromne zmiany zaszły w ich życiu zawodowym i finansowym. Długotrwałe leczenie i częste pobyty w szpitalu sprawiły, że normalna praca stała się niemożliwa.
Po dwóch miesiącach choroby, chemii, ciągłych pobytów w szpitalu, zrozumieliśmy, że po prostu nie jesteśmy w stanie kontynuować naszych aktywności zawodowych. Nie jest możliwe utrzymanie rodziny przy tak poważnej chorobie, przy tak długim leczeniu, więc chciałabym po prostu, żeby ta część, ten aspekt finansowy nie stanowił dla nas dodatkowego problemu — tłumaczyła w rozmowie z Marzeną Rogalską i Łukaszem Nowickim.
Te słowa pokazują, że oprócz walki o zdrowie dziecka rodzina zmaga się także z bardzo przyziemnym, ale trudnym wyzwaniem — kosztami leczenia i utrzymania. Aktorka podkreśla, że uruchomiona zbiórka ma pomóc odciążyć ich w tym najbardziej wymagającym okresie życia. W jej wypowiedzi widać ogromne zmęczenie, ale też determinację, by zapewnić synowi wszystko, co najlepsze.
Rokowania, emocje i psycholog. „Płaczemy po nocach, ale musimy być silni”
Stan zdrowia syna Marty Chyczewskiej wciąż wymaga intensywnego leczenia i kontroli. Jak poinformowała aktorka, najbliższe tygodnie będą kluczowe — zaplanowano kolejne badania szpiku, które pokażą, czy terapia przynosi pełny efekt.
Na ostatnim pobraniu szpiku wyszło, że są jeszcze ślady choroby, podczas gdy tak naprawdę mogłoby już jej w ogóle nie być. Więc jest to stresujące, że jest odpowiedź na chemię, ale nie stuprocentowa (...) Oprócz nudności, wymiotów w porównaniu z tą pierwszą fazą, czuje się w miarę dobrze — tłumaczyła w programie.
W opiece nad dzieckiem pomaga także psycholog, który wspiera rodzinę w rozmowach z małym pacjentem i tłumaczeniu mu trudnej sytuacji.
Mamy pomoc psychologa, który powiedział, że ważne, żeby tłumaczyć dziecku, że to nie jest jego wina. Bo dzieci w tym wieku potrafią pomyśleć, że były niegrzeczne i dlatego spotkała ich kara. Więc tłumaczysz, że to nie jest jego wina i przede wszystkim, że to nie będzie trwało zawsze. Bardzo ważne jest, żeby im powtarzać, że teraz jesteś chory i nie możesz widzieć się z innymi dziećmi.
Lekarze oceniają, że pełne leczenie i obserwacja mogą potrwać nawet pięć lat, ale rokowania są określane jako dobre.
Co najmniej dwa lata leczenia, bo przy każdej infekcji ta chemia się przesuwa, więc to może potrwać dłużej. (...) Później są trzy lata obserwowania badań regularnych. Jeżeli przez trzy lata ta białaczka nie wróci, Leon będzie ogłoszony zdrowym dzieckiem. Rokowania są dobre, jest ok. 90 proc. szans — oceniła, podkreślając, że dla niej i jej męża nie jest to łatwy czas.
Najbardziej poruszające są jednak słowa, które pokazują emocjonalną cenę tej walki:
My, rodzice dzieci leczonych onkologicznie, nie jesteśmy silni. Jesteśmy tylko dlatego, że musimy. Nie mamy wyjścia, ale płaczemy po nocach, nie jemy, nie śpimy. (...) Nawet nie mogę położyć się do łóżka i wpaść w depresję, wydrzeć się. Muszę być uśmiechnięta, muszę się trzymać. Więc na zewnątrz może się wydawać, że jesteśmy niesamowicie silni.
