Reżyserka "Nigdy w życiu" przerwała milczenie. Ujawniła całą prawdę o Jabłczyńskiej
Afera wokół nowej odsłony „Nigdy w życiu!” nabiera tempa. Do głośnego konfliktu dotyczącego Joanny Jabłczyńskiej właśnie odniosła się reżyserka obsady filmu. Jej słowa mogą rzucić nowe światło na kulisy zamieszania.
Wokół nowej wersji „Nigdy w życiu!” zrobiło się naprawdę gorąco. Wszystko zaczęło się od informacji, że Joanna Jabłczyńska nie powróci do roli Tosi, w którą wcieliła się w filmie z 2004 roku. Bohaterkę tym razem zagra Agnieszka Żulewska, a decyzja produkcji wywołała lawinę komentarzy. Sama Jabłczyńska nie kryła rozczarowania i z czasem zaczęła publicznie opowiadać o kulisach sprawy. W obronie swojej wersji stanęły kolejne osoby, a głos zabrały m.in. Katarzyna Grochola i Dorota Szelągowska. Teraz do całego zamieszania odniosła się osoba, która była bezpośrednio zaangażowana w wybór aktorki do roli Tosi.
Joanna Jabłczyńska nie wróci jako Tosia. Tak rozpętała się afera wokół „Nigdy w życiu!”
Informacja o powstaniu nowej odsłony „Nigdy w życiu!” od początku wzbudzała spore zainteresowanie. Film z 2004 roku z Danutą Stenką, Arturem Żmijewskim i Joanną Jabłczyńską w obsadzie przez lata dorobił się grona wiernych fanów, dlatego wieść o powrocie historii na ekran szybko wywołała emocje. Szczególnie dużo komentarzy pojawiło się po ujawnieniu obsady.
Okazało się bowiem, że Joanna Jabłczyńska nie ponownie wcieli się w Tosię. Dorosłą już bohaterkę zagra Agnieszka Żulewska. Początkowo sprawa mogła wyglądać jak zwykła zmiana obsadowa, jednak z czasem zaczęły pojawiać się kolejne informacje dotyczące kulis decyzji.
Jabłczyńska nie ukrywała, że jest rozczarowana. Aktorka zaczęła opowiadać o tym, jak wyglądały jej kontakty z produkcją i jak sama rozumiała spotkanie oraz zdjęcia próbne, w których brała udział. Według jej relacji nie wszystko wyglądało tak, jak przedstawiano to później w przestrzeni publicznej.
Sprawa szybko przestała być wyłącznie dyskusją o tym, kto zagra Tosię. Do rozmowy włączyła się Katarzyna Grochola, autorka książki, na podstawie której powstała historia. Pisarka opublikowała w mediach społecznościowych mocny wpis dotyczący aktorki, a później materiał zniknął z sieci. Następnie głos zabrała córka Grocholi, Dorota Szelągowska, która w nagraniu bardzo ostro skomentowała zachowanie Jabłczyńskiej.
Sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej napięta, gdy aktorka odpowiedziała na te słowa. Jabłczyńska pokazała fragmenty prywatnej korespondencji z Grocholą i przedstawiła własną wersję wydarzeń.
W międzyczasie aktorka zwróciła się również bezpośrednio do Żulewskiej. Przeprosiła ją za to, że została wciągnięta w medialne zamieszanie, podkreślając, że nie chciała uderzać w koleżankę po fachu.

Padły słowa o finansowaniu filmu. Reżyserka obsady przedstawia swoją wersję rozmowy
Jednym z najważniejszych elementów całej historii stała się rozmowa Jabłczyńskiej z reżyserką castingu. Aktorka twierdziła, że właśnie wtedy otrzymała informację, która miała wyjaśniać, dlaczego ostatecznie nie przypadła jej rola Tosi.
Według relacji Jabłczyńskiej podczas rozmowy miała usłyszeć, że podmiot finansujący produkcję ma własną kandydatkę do roli. Aktorka nie ukrywała, że taka informacja była dla niej bolesna.
I tak, dokładnie taki telefon dostałam od reżyserki castingu ‘że podmiot, który wykłada pieniądze na film ma swoją kandydatkę na Tosię’ i tyle. Mogło zaboleć?
Te słowa wywołały kolejną falę komentarzy. Teraz reżyserka obsady Klementyna Szymańska postanowiła odnieść się do przedstawionej przez Jabłczyńską wersji.
I tutaj pojawia się zasadnicza różnica. Szymańska zapewnia, że nie użyła w rozmowie z aktorką takich słów. Jak tłumaczy, jej rola przy produkcji nie obejmuje wiedzy o tym, kto dokładnie finansuje film. Jednocześnie bardzo stanowczo opisała, jak wyglądało zapraszanie aktorek na zdjęcia próbne.
Reżyserka podkreśliła, że to ona wyszła z pomysłem zaproszenia Agnieszki Żulewskiej na casting. Według jej relacji nie był to pomysł narzucony przez producentów ani kogokolwiek „z góry”.
Nie użyłam takich słów w rozmowie z Panią Joanną, bo jako reżyserka obsady nie jestem wtajemniczana, kto wykłada pieniądze na film. Mogę za to z pełną odpowiedzialnością powiedzieć to, że wszystkie pomysły na zaproszenie aktorek biorących udział w zdjęciach próbnych, w tym Agnieszki Żulewskiej, wyszły ode mnie i nie były narzucane ani nawet sugerowane przez nikogo ‘z góry’, nawet reżysera. Po zrealizowaniu wszystkich zdjęć próbnych na równych zasadach reżyser najbardziej uwierzył w interpretację Agnieszki, a ja go poparłam w decyzji, która podyktowana była względami czysto artystycznymi – powiedziała.
Tym samym obie strony przedstawiają zupełnie inne wersje kluczowej rozmowy. Szymańska jasno zaznacza przy tym, że Żulewska została przez nią zaproszona na casting, a decyzja o obsadzeniu jej w roli Tosi miała być wynikiem zdjęć próbnych.
Reżyserka obsady zabrała głos. „Decyzja podyktowana była względami czysto artystycznymi”
Stanowisko Klementyny Szymańskiej jest kolejnym głosem w sprawie, która z każdym dniem przyciąga coraz większą uwagę. Tym razem nie chodzi już tylko o emocje Joanny Jabłczyńskiej, wypowiedzi Katarzyny Grocholi czy mocne nagranie Doroty Szelągowskiej. Swoją wersję przedstawiła osoba odpowiedzialna za jeden z najważniejszych etapów powstawania obsady filmu.
Szymańska nie pozostawiła wątpliwości co do tego, jak sama zapamiętała proces wyboru aktorki. Z jej relacji wynika, że casting miał odbywać się na równych zasadach, a decyzja dotycząca Tosi nie była wcześniej przesądzona.
To ważne, ponieważ właśnie wokół tego punktu narosło najwięcej emocji. Jabłczyńska mówiła o informacji, którą miała otrzymać podczas rozmowy z reżyserką castingu. Szymańska zaprzecza natomiast, by przekazała jej, że osoba finansująca film ma już swoją kandydatkę.
Według reżyserki obsady Agnieszka Żulewska nie została wskazana przez kogoś z góry, lecz sama musiała przekonać do siebie twórców podczas zdjęć próbnych. Ostatecznie to jej interpretacja Tosi najbardziej spodobała się reżyserowi.
W całym zamieszaniu łatwo zapomnieć, że dla Żulewskiej sytuacja również nie jest szczególnie komfortowa. Aktorka znalazła się w centrum medialnej burzy, choć sama nie jest odpowiedzialna za decyzję dotyczącą obsady. To właśnie ona ma teraz zmierzyć się z rolą, którą przed laty stworzyła Jabłczyńska.
Sama Jabłczyńska również próbowała w pewnym momencie złagodzić sytuację. Przeprosiła Żulewską i zaznaczyła, że nie chciała, by nowa odtwórczyni Tosi została zaangażowana w konflikt. Jednocześnie nadal broni swojej wersji wydarzeń.
Na razie trudno powiedzieć, czy kolejne wypowiedzi zakończą aferę, czy przeciwnie — pojawią się następne odsłony. Jedno jest pewne: nowe „Nigdy w życiu!” jeszcze nie trafiło na ekrany, a już wzbudza ogromne emocje.
