Wnuczka żegna Jana Frycza. Poruszające słowa 8-latki
Jan Frycz został pożegnany 7 września na warszawskich Powązkach. Podczas uroczystości wspominali go najbliżsi, a szczególne wzruszenie wywołały słowa jego 8-letniej wnuczki Heleny. Krótkie pożegnanie dziewczynki pokazało, jak wyjątkową relację łączyła ją z ukochanym dziadkiem.
Na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach zgromadziła się rodzina, przyjaciele oraz przedstawiciele świata teatru i filmu, którzy przyszli towarzyszyć Janowi Fryczowi w ostatniej drodze. Podczas ceremonii odczytano wspomnienia jego bliskich, w tym córki Olgi Frycz i wnuków. Najmocniej poruszyło jednak proste, dziecięce pożegnanie ośmioletniej Heleny.
Jan Frycz nie żyje. Na Powązkach odbyło się ostatnie pożegnanie aktora
Jan Frycz zmarł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat. Informację o jego odejściu przekazał dwa dni później Teatr Narodowy, z którym aktor był związany przez lata. Artysta pozostawał aktywny zawodowo niemal do końca. Jeszcze przed śmiercią rozpoczął próby do „Orestei” w reżyserii Luka Percevala, a za rolę Króla w „Termopilach polskich” otrzymał w 2026 roku Nagrodę Aktorską podczas 66. Kaliskich Spotkań Teatralnych.
Ostatnie pożegnanie rozpoczęło się 7 września o godz. 11 w Sali Pożegnań na Powązkach Wojskowych. Ceremonia miała charakter świecki i państwowy. Następnie, zgodnie z wcześniejszymi informacjami rodziny, o godz. 13 spod Bramy św. Honoraty na Powązkach Starych ruszył kondukt żałobny. Jan Frycz spoczął w Alei Zasłużonych, w miejscu przeznaczonym dla osób szczególnie zasłużonych dla polskiej kultury.
Na uroczystości pojawili się liczni przedstawiciele środowiska artystycznego. Aktora żegnali między innymi Jan Englert, Krystyna Janda, Andrzej Grabowski, Danuta Stenka, Małgorzata Kożuchowska, Tomasz Karolak oraz Borys Szyc. Wspomnienia bliskich odczytał mistrz ceremonii, dzięki czemu podczas podniosłej uroczystości publiczność mogła zobaczyć Frycza nie tylko jako cenionego artystę, lecz także jako człowieka rodzinnego, który bardzo mocno angażował się w relacje z dziećmi i wnukami.
Rodzina miała również szczególną prośbę do osób uczestniczących w pożegnaniu. Zamiast kwiatów poprosiła o datki na Dom Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie, a także o nieskładanie kondolencji.
Jan Frycz pozostawił po sobie ogromny dorobek teatralny, filmowy i telewizyjny. Na scenie stworzył niemal 200 kreacji, współpracując z najważniejszymi polskimi reżyserami. Jednak podczas poniedziałkowej ceremonii szczególnie mocno wybrzmiało to, kim był dla swoich najbliższych. Dla wnuków nie był przede wszystkim wielkim aktorem. Był po prostu ukochanym dziadkiem.
Zobacz też: Anita Szymaniak i Adrian Szymaniak – historia miłości | Świat Gwiazd

„To był najwspanialszy dziadek na świecie”. Ośmiolatka pożegnała Jana Frycza
Wśród wielu wspomnień odczytanych podczas uroczystości znalazły się te przygotowane przez dzieci i wnuki Jana Frycza. Jedno z nich należało do ośmioletniej Heleny, córki Olgi Frycz. Jej pożegnanie nie potrzebowało długiej przemowy. Dziewczynka zawarła całą swoją miłość do dziadka w jednym, bardzo prostym zdaniu.
To był najwspanialszy dziadek na świecie.
Kilka słów wystarczyło, by pokazać, jak ważną postacią Jan Frycz był dla swojej wnuczki. Podczas ceremonii opowiedziano również o tym, jak aktor budował relacje z wnukami. Bardzo zależało mu na tym, aby podczas spotkań być naprawdę obecnym i poświęcać dzieciom całą swoją uwagę. Nie chodziło o wielkie gesty czy efektowne atrakcje. Liczyła się zwykła, wspólna chwila.
Mistrz ceremonii przytoczył wspomnienie Hani dotyczące spotkań z dziadkiem:
Bolało go, że ludzie nie poświęcają sobie nawzajem wystarczającej ilości uwagi. Ta sprawa uważności przekładała się również na spotkania z wnuczkami Hanią i Gają. Widywały się ze swoim dziadkiem osobno z prostego powodu, dziadek chciał być w danym momencie tylko dla nich. Ofiarować im całą swoją uwagę tu i teraz. Jak wspomina Hania, wnuczka Jana, to też czyniło te spotkania wyjątkowymi, niepowtarzalnymi.
To właśnie ten szczegół szczególnie mocno zapada w pamięć. Jan Frycz potrafił na czas spotkania odłożyć na bok cały świat i skupić się na dziecku, które miał przed sobą. W rodzinnych wspomnieniach pojawił się więc obraz dziadka, który nie tylko kochał swoje wnuki, ale też chciał naprawdę uczestniczyć w ich życiu.
Olga Frycz wspominała, że jej ojciec z radością pojawiał się na przedstawieniach i jasełkach, przeżywał narodziny kolejnych wnucząt i cieszył się ich dorastaniem. Każde z dzieci i wnuków miało mieć z nim własną, wyjątkową relację.
I właśnie dlatego zdanie Heleny wybrzmiało tak mocno. Bez wielkich słów, bez patosu i bez skomplikowanych opowieści. Ośmiolatka powiedziała po prostu, że dla niej Jan Frycz był najlepszym dziadkiem na świecie.
Zobacz też: Kim jest żona Jana Frycza? Małgorzata Frycz - wiek, kariera, związek z aktorem, dzieci | Świat Gwiazd
Olga Frycz żegna ojca. „Kochaliśmy go bardzo i najważniejsze, że o tym wiedział”
Podczas ceremonii odczytano również wspomnienie Olgi Frycz, córki Jana Frycza. Jej słowa pokazały aktora od bardzo prywatnej strony — jako ojca, dziadka i człowieka, którego rodzinne życie składało się z wielu osobnych, bliskich relacji. Nie zabrakło też charakterystycznego dla rodziny poczucia humoru.
Olga zaczęła od rzeczy, którą po ojcu odziedziczyła. I zrobiła to w sposób, który idealnie pasował do wspomnienia o człowieku z dystansem i poczuciem humoru:
Ja po ojcu z pewnością odziedziczyłam poczucie humoru i umiejętność robienia pierogów ruskich. (...) Z każdym swoim dzieckiem i wnukiem miał swoją osobną, intymną sprawę. Kochaliśmy go bardzo i najważniejsze, że o tym wiedział.
W tych słowach znalazło się wszystko, co podczas pożegnania Jana Frycza powtarzało się w rodzinnych wspomnieniach: bliskość, poczucie humoru, indywidualne podejście do każdego dziecka i przede wszystkim pewność, że był kochany.
Olga opowiadała również o tym, jak jej ojciec odnalazł się w roli dziadka. Chodził na przedstawienia i jasełka do przedszkola, cieszył się narodzinami kolejnych wnucząt — Helenki, Zosi i Jasia — i sprawiał, że każde z nich mogło czuć się wyjątkowe.
We wspomnieniach Olgi pojawia się obraz spełnionego i zaangażowanego dziadka - w tej roli odnalazł się doskonale. Z radością chodził na wszystkie przedstawienia i jasełka do przedszkola, przeżywał narodziny kolejnych wnucząt - Helenki, Zosi i Jasia. Dziadkiem był fantastycznym, każdy wnuk czuł się wyjątkowo, m.in. przez wspomniane wcześniej dziadkowe audiencje.
Podczas pożegnania szczególnie wyraźnie oddzielił się więc obraz Jana Frycza — wielkiego aktora od obrazu Jana Frycza — ukochanego członka rodziny. Na scenie potrafił być charyzmatyczny i wymagający, ale w domu znajdował czas na jasełka, rodzinne spotkania i rozmowy z wnukami.
Wspomnienia bliskich pokazały człowieka, który chciał być obecny naprawdę, a nie tylko „przy okazji”. Dla jego dzieci i wnuków najważniejsze nie były role, nagrody ani zawodowe sukcesy, lecz wspólnie spędzony czas.
I być może właśnie dlatego pożegnanie ośmioletniej Heleny było tak mocne. W kilku prostych słowach zamknęła to, co dorośli próbowali opisać długimi wspomnieniami: dla niej Jan Frycz nie był legendą polskiego aktorstwa. Był najwspanialszym dziadkiem na świecie.

Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert