Producent "Nigdy w życiu" ostro o Joannie Jabłczyńskiej. Ujawnił, co się działo
Joanna Jabłczyńska nie zagra Tosi w kontynuacji „Nigdy w życiu!”, a decyzja twórców wywołała jeden z najgłośniejszych sporów ostatnich dni w polskim show-biznesie. Aktorka otwarcie mówiła o swoim rozczarowaniu, a do sprawy odnieśli się już m.in. Katarzyna Grochola i Dorota Szelągowska. Teraz do dyskusji niespodziewanie dołączył producent Janusz Heathcliff Iwanowski. Wrócił do wydarzeń sprzed 20 lat i przedstawił własną wersję kulis związanych z obsadą Joanny Jabłczyńskiej.
Sprawa zaczęła się od informacji, że w nowym filmie dorosłą Tosię zagra Agnieszka Żulewska. Wywołało to spore zaskoczenie, ponieważ do roli Judyty po ponad dwóch dekadach wraca Danuta Stenka. Jabłczyńska publicznie opowiedziała o okolicznościach, w których dowiedziała się, że nie znalazła się w obsadzie. Jej wypowiedzi uruchomiły serię komentarzy i oświadczeń kolejnych osób związanych z projektem. Najnowszy głos w tej sprawie dotyczy jednak nie tylko powstającej kontynuacji, ale również tego, co wydarzyło się przy ekranizacjach prozy Katarzyny Grocholi przed laty.
Joanna Jabłczyńska nie zagra Tosi. Wokół „Nigdy w życiu!” wybuchł wielki spór
Jeszcze kilka tygodni temu powrót historii Judyty zapowiadał się przede wszystkim jako sentymentalne wydarzenie dla widzów, którzy doskonale pamiętają „Nigdy w życiu!” z 2004 roku. Katarzyna Grochola napisała dalszy ciąg losów swoich bohaterów, a wydana 25 marca 2026 roku książka „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” doczekała się ekranizacji. Wiadomo było również, że w głównej roli ponownie pojawi się Danuta Stenka.
Sytuacja zaczęła się komplikować, gdy wyszło na jaw, że do roli Tosi nie wróci Joanna Jabłczyńska. Dla aktorki postać córki Judyty była jedną z najbardziej rozpoznawalnych ról z początkowego okresu kariery. Sama zainteresowana nie ukrywała, że decyzja była dla niej bolesna.
Producentka Anna Wichłacz przedstawiła później własny opis wydarzeń. Według jej relacji 10 czerwca odbył się casting do roli dorosłej Tosi, na który zaproszono sześć aktorek, w tym Jabłczyńską. Kandydatki miały przygotować scenę i zagrać ją z partnerem, a tydzień później Jabłczyńska została poinformowana, że rola przypadła komuś innemu. Aktorka odpowiedziała jednak, że czerwcowego spotkania nie przedstawiono jej jako castingu. Jak tłumaczyła, miało chodzić o spotkanie z reżyserem i poznanie potencjalnego ekranowego partnera.
Ostatecznie Tosię ma zagrać Agnieszka Żulewska. Informacja wywołała ogromną dyskusję, zwłaszcza że Danuta Stenka ponownie wciela się w Judytę.
Na tym sprawa się nie zakończyła. Do dyskusji dołączyła Katarzyna Grochola, która zapowiedziała podjęcie kroków prawnych w związku z wypowiedziami Jabłczyńskiej. Aktorka odpowiedziała, publikując fragment prywatnej korespondencji z pisarką. Głos zabrała również Dorota Szelągowska, córka Grocholi, która zarzuciła aktorce rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. W ciągu kilku dni kwestia jednej decyzji obsadowej przerodziła się więc w publiczny spór, w którym pojawiały się oświadczenia, prywatne wiadomości i wzajemne zarzuty.
Teraz niespodziewanie powrócił jeszcze jeden temat. Chodzi o film „Ja wam pokażę!” z 2006 roku i pytanie, dlaczego już wtedy Joanna Jabłczyńska nie pojawiła się ponownie jako Tosia.
Sprawdź także: Tak mieszka Joanna Jabłczyńska. Aktorka ma duży dom w małej wiosce

Producent „Ja wam pokażę!” odpowiada Joannie Jabłczyńskiej. „Do pani się nikt nie zwracał”
„Nigdy w życiu!” trafiło do kin w 2004 roku i okazało się ogromnym sukcesem. Dwa lata później widzowie otrzymali kolejną ekranizację prozy Katarzyny Grocholi – „Ja wam pokażę!”. Nie była to jednak kontynuacja z zachowaniem tej samej obsady. Zmieniły się najważniejsze twarze.
W pierwszym filmie Judytę grała Danuta Stenka, Adama – Artur Żmijewski, Tomasza – Jan Frycz, a Tosię – Joanna Jabłczyńska. W „Ja wam pokażę!” główną bohaterkę zagrała już Grażyna Wolszczak, partnerował jej Paweł Deląg, Tomaszem został Cezary Pazura, natomiast rolę Tosi przejęła Maria Niklińska.
Właśnie ta historia po dwóch dekadach ponownie znalazła się w centrum zainteresowania. Jabłczyńska przedstawiała wcześniej swoje ówczesne zachowanie jako wyraz lojalności wobec obsady „Nigdy w życiu!”. Teraz zupełnie inną wersję przedstawił Janusz Heathcliff Iwanowski. Producent i pasierb Krzysztofa Kowalewskiego, który w pierwszym „Nigdy w życiu!” wcielał się w ojca Judyty, opublikował nagranie odnoszące się bezpośrednio do aktorki.
Jego wypowiedź była bardzo stanowcza:
Pani Jabłczyńska, do pani się nikt nie zwracał, bo nam zależało na początku, żeby pozyskać Dankę Stenkę, Artura Żmijewskiego i Janka Frycza. To się nie udało. I nie jest pani wcale wierna byłej obsadzie.
Według przedstawionej przez niego wersji brak Jabłczyńskiej w „Ja wam pokażę!” nie miał wynikać z jej odmowy zagrania bez pozostałych gwiazd pierwszej produkcji. Iwanowski twierdzi, że na tym etapie twórcy w ogóle nie zwrócili się do niej z propozycją. Producent opowiedział również o próbach zatrzymania części najważniejszych aktorów. Jak twierdzi, prowadził rozmowy dotyczące udziału Danuty Stenki oraz Artura Żmijewskiego z ich agentką. Ostatecznie nie udało się jednak doprowadzić do zachowania obsady znanej widzom z hitu z 2004 roku.
W tym miejscu potrzebne jest jednak istotne zastrzeżenie. „O2” zwróciło uwagę, że choć Iwanowski przedstawia się jako osoba związana z produkcją „Ja wam pokażę!”, portal FilmPolski nie wymienia go przy tym tytule.
Sprawdź także: Wydało się, jakie wykształcenie ma Joanna Jabłczyńska. Lepiej usiądźcie, to potężne zaskoczenie
„Nigdy w życiu! 20 lat później” już wywołało burzę. A filmu jeszcze nie ma w kinach
Całe zamieszanie jest tym bardziej niezwykłe, że dotyczy produkcji, której widzowie jeszcze nie mieli okazji zobaczyć. Prace nad ekranizacją książki „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” ruszyły latem. Katarzyna Grochola już w lipcu informowała, że przygotowania są zaawansowane, a zdjęcia mają rozpocząć się lada moment. Potwierdziła też wtedy powrót Danuty Stenki.
W sierpniu w sieci pojawiły się pierwsze materiały z planu. Było już jasne, że twórcy nie zamierzają tworzyć zupełnie odrębnej wersji historii. Powrót Stenki miał zapewnić wyraźną ciągłość z ekranizacją sprzed ponad dwóch dekad. Jednocześnie w przypadku innych postaci zdecydowano się na zmiany. Najwięcej emocji wzbudziła oczywiście Tosia. W nowej odsłonie ma ją zagrać Agnieszka Żulewska, znana między innymi z „Wielkiej wody”, „Rojsta”, „Żmijowiska” czy „Ślepnąc od świateł”.
Zmiana ma szczególne znaczenie dlatego, że Tosia nie jest w nowej historii postacią przypadkową. Wydawnictwo Literackie, opisując książkę Grocholi, wyraźnie wskazuje, że relacja Judyty z dorosłą córką pozostaje jednym z ważnych elementów fabuły. Po ponad 20 latach bohaterowie są w zupełnie innym miejscu życia, a sama Tosia mierzy się z własnymi problemami i próbą rozpoczęcia nowego etapu.
Wokół decyzji o obsadzeniu Żulewskiej powstała jednak sytuacja, której prawdopodobnie nikt nie przewidywał. Zamiast dyskusji o fabule czy powrocie Judyty uwagę zaczęły przyciągać przede wszystkim kulisy castingu. Następnie do sprawy włączyły się kolejne osoby.
Spór wykroczył już daleko poza samą Jabłczyńską. Głos zabierały Katarzyna Grochola i Dorota Szelągowska. Ilona Łepkowska, scenarzystka i współproducentka filmu z 2004 roku, przyznała natomiast, że nie rozumie decyzji dotyczącej zmiany odtwórczyni Tosi, choć jednocześnie zastrzegła, że nie jest związana z realizacją nowej produkcji i nie zna szczegółów obecnych ustaleń.
W efekcie wokół „Nigdy w życiu!” powstał dziś niezwykły paradoks. Historia, która miała wrócić po ponad 20 latach dzięki nostalgii widzów, jeszcze przed premierą nowej ekranizacji przypomniała również dawne nieporozumienia i pytania o obsadę. A ponieważ Iwanowski zapowiedział ujawnienie kolejnych informacji, trudno obecnie uznać ten temat za zamknięty.
