Spór wokół "Nigdy w życiu" narasta. Fani ostro po tym, co zrobiła Szelągowska
Spór wokół kontynuacji „Nigdy w życiu!” przybiera na sile. Po publicznej wymianie zdań między Joanną Jabłczyńską a Katarzyną Grocholą do konfliktu włączyła się Dorota Szelągowska, która stanęła w obronie swojej matki i w bardzo ostrych słowach zaatakowała aktorkę. Jej wystąpienie nie zakończyło jednak sprawy, a kolejny ruch prezenterki wywołał jeszcze większe poruszenie wśród internautów.
Dyskusja, która początkowo dotyczyła nieobecności Jabłczyńskiej w nowej odsłonie filmu, już dawno wykroczyła poza kwestie obsadowe. Kolejne osoby przedstawiają własne wersje wydarzeń, ujawniane są wiadomości, a niemal każda nowa publikacja natychmiast wywołuje następną falę reakcji. Szczególnie dużo emocji wzbudziły ostatnie nagrania Szelągowskiej. Pod jednym z nich na Instagramie pojawiło się niespełna 5 tys. komentarzy, a dyskusja przeniosła się również na Facebooka. Wielu odbiorców zwróciło uwagę przede wszystkim na to, co wydarzyło się zaledwie kilkanaście godzin po jej mocnym wystąpieniu przeciwko Jabłczyńskiej.
Dorota Szelągowska wkroczyła do sporu o „Nigdy w życiu!”. Padły bardzo ostre słowa
Kontynuacja jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich filmów początku XXI wieku miała przede wszystkim wzbudzać nostalgię. Tymczasem jeszcze przed rozpoczęciem właściwej promocji produkcji dyskusja o „Właśnie, że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” została zdominowana przez konflikt dotyczący obsady. Wszystko zaczęło się od informacji, że Joanna Jabłczyńska, która w filmie z 2004 roku zagrała Tosię, nie wróci do swojej dawnej roli. Dorosłą córkę Judyty ma zagrać Agnieszka Żulewska.
Jabłczyńska publicznie opowiedziała o okolicznościach, w których dowiedziała się, że nie wystąpi w nowej produkcji. Aktorka twierdziła, że rozmawiała z twórcami, dostała scenariusz i omawiała terminy, a nie miała świadomości, że bierze udział w klasycznym castingu. Przedstawiciele produkcji przedstawili inną wersję. Producentka Anna Wichłacz przekonywała, że odbywały się zdjęcia próbne z kilkoma kandydatkami.
Spór szybko przestał jednak dotyczyć wyłącznie zasad obsadzania aktorów. Do dyskusji włączyła się Katarzyna Grochola, która zarzuciła Jabłczyńskiej rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i zapowiedziała możliwość podjęcia kroków prawnych. Chodziło przede wszystkim o wypowiedzi aktorki dotyczące informacji, którą — jak utrzymuje — miała usłyszeć od reżyserki castingu. Według Jabłczyńskiej przekazano jej, że podmiot finansujący film ma własną kandydatkę do roli Tosi.
Niedługo później do konfliktu wkroczyła również Dorota Szelągowska. Córka Katarzyny Grocholi opublikowała nagranie, w którym bezpośrednio zwróciła się do aktorki:
Osiągnęłam limit patrzenia, jak ktoś obraża i niszczy moją rodzinę, jak narastają okropne kłamstwa. Więc Asiu, ja widziałam te korespondencje, widziałam jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. (…) to żaden wstyd przegrać z Agnieszką Żulewską bo Agnieszka Żulewska po prostu jest świetna i nie zasługuje na to, co ją teraz spotyka z twojej winy. (…) Wydawało mi się zawsze, że to widz ma problem z tym, żeby odróżnić fikcję od rzeczywistości i okazuje się, że nie. Asia, ty nie jesteś Tosią. Ty zagrałaś Tosię w filmie. Ja rozumiem, że ludzie cię tak postrzegają, ale nie jesteś Tosią. Tosia to jest moja historia. Patrzę od 22 lat i jak bardziej identyfikujesz się z moim życiem niż właściwie ja sama. To jest trochę creepy.
Na tym nie poprzestała. Przekonywała, że rozumie rozczarowanie Jabłczyńskiej, ale jej zdaniem sposób prowadzenia przez aktorkę publicznej dyskusji przekroczył już granice zwykłego żalu po utracie roli:
Teraz patrzę jak plujesz i niszczysz osobę, która literacko stworzyła postać dzięki której ty się stałaś znana, dzięki której jesteś w sercach ludzi. Patrzę jak sterujesz tym wszystkim, patrzę jaką masz niebywałą satysfakcję, jak się tym cieszysz. Po prostu patrzę na Ciebie i niepokoi mnie to, że ktoś może być tak złym człowiekiem, że nie umie powiedzieć stop. Doprowadziłaś wielu ludzi do bardzo złego stanu.
Nagranie zakończyła apelem do aktorki:
Chciałabym cię, Asiu, strasznie poprosić, żebyś się zatrzymała. Strasznie, bo czynisz strasznie dużo zła.
Sprawdź także: Reżyserka "Nigdy w życiu" przerwała milczenie. Ujawniła całą prawdę o Jabłczyńskiej

Dorota Szelągowska wykorzystała aferę do promocji zbiórki. To mechanizm nazywany charity washingiem
Wydawało się, że po wyjątkowo ostrym nagraniu dotyczącym Joanny Jabłczyńskiej Dorota Szelągowska albo pozwoli emocjom opaść, albo wróci do sprawy z kolejnymi argumentami. Stało się inaczej. Niedługo później opublikowała kolejną rolkę, tym razem wykorzystując zainteresowanie konfliktem do promocji akcji charytatywnej.
Kontekst tej publikacji jest istotny. Chwilę wcześniej Szelągowska nie tylko polemizowała z wersją wydarzeń przedstawianą przez Jabłczyńską, ale również nazwała ją „złym człowiekiem”, zarzucała jej krzywdzenie innych i apelowała, aby się „zatrzymała”. Do jej wystąpienia krytycznie odniosła się także psycholożka Katarzyna Kucewicz. Na jej InstaStory można przeczytać:
Jeśli ktoś do Was mówi tak jak Pani Dorota Szelągowska do Pani Joanny Jabłczyńskiej to uciekajcie gdzie pieprz rośnie. Sugerowanie zaburzeń percepcji, mówienie do kogoś że jest „creepy", że jest czystym złem to jest bierna agresja, naruszająca granice. Nie ma to w moim odczuciu nic wspólnego z dojrzałą komunikacją dwóch kulturalnych, dorosłych osób.
Jeśli natomiast dzieje się Wam niesprawiedliwość w pracy to róbcie tak jak pani Joanna Jabłczyńska. Mówcie taktownie ale też i otwarcie. Zadawajcie niewygodne pytania. Nie wstydźcie się powiedzieć: jest mi źle! Jest mi przykro! Czuję się zrobiona w balona i proszę mi to wyjaśnić wprost!
(…) Niestety czasem nasza odwaga będzie spotykać się z podwojonym atakiem- tak jak tutaj. Na szczęście zobaczcie ile osób stoi po stronie Pani Asi. To jest dowód na to, że świat się zmienia i stajemy się coraz bardziej wrażliwi na gaslighterskie zachowania.
Na tle tak ostrego sporu przejście do działalności dobroczynnej zwraca uwagę. Samo wykorzystywanie popularności do pomagania potrzebującym trudno oczywiście uznać za coś nagannego. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy działalność charytatywna zostaje włączona w komunikację bezpośrednio po kryzysie wizerunkowym i może jednocześnie służyć przekierowaniu uwagi na bardziej pozytywny temat. W marketingu i PR funkcjonuje na to określenie charity washing.
Chodzi o eksponowanie działalności dobroczynnej w sposób, który może poprawić reputację, przykryć kontrowersje albo zbudować wokół osoby czy firmy pozytywne skojarzenia. Nie oznacza to przy tym, że sama pomoc jest pozorna, zbiórka niewiarygodna albo jej cel niewarty wsparcia. Istotne jest przede wszystkim to, w jaki sposób i w jakim momencie dobroczynność zostaje wykorzystana w komunikacji wizerunkowej.
W polskim internecie podobny schemat ma jeszcze inną, zdecydowanie mniej formalną nazwę. Jego twarzą dla wielu odbiorców stał się Filip Chajzer. Prezenter wielokrotnie angażował się w działalność dobroczynną i organizował zbiórki, ale jego aktywność charytatywna wielokrotnie przeplatała się również z medialnymi kontrowersjami wokół jego osoby. Z czasem w języku internautów zaczęło funkcjonować określenie „chajzerowanie” — używane właśnie wtedy, gdy po wizerunkowej wpadce lub aferze pojawia się akcja dobroczynna.
Sprawdź także: Nie żyje Monika Koszewska. Zmarła tuż przed wielką premierą
Internauci bez litości dla Doroty Szelągowskiej. „Piękne chajzerowanie”
Druga rolka Doroty Szelągowskiej nie uspokoiła emocji. Pod nagraniem na Instagramie pojawiło się niespełna 5 tys. komentarzy, a kolejnych ponad 1700 można znaleźć pod publikacją na Facebooku. Wśród reakcji trudno doszukać się wielu głosów jednoznacznie broniących prezenterki. Powtarza się natomiast zarzut, że akcja charytatywna pojawiła się w wyjątkowo niefortunnym momencie. Część internautów wprost uznała nową publikację za próbę poprawienia wizerunku Szelągowskiej po poprzedniej rolce.
- Plucie jadem, sugerowanie choroby psychicznej, język agresywno-hejtujący, a teraz: patrzcie, jaka jestem DOBRA DOROTA! No nie… to się NIE uda. Ludzkiej twarzy już się nie da uratować.
- Po wczorajszym oświadczeniu myślałam, że nie da się obrać gorszego kierunku PR-owo, wszystkie możliwe błędy zostały popełnione, a próby manipulacji poczynione. A przecież naiwnie zapomniałam o próbach ocieplania wizerunku zbiórkami — także jednak się da! Obawiam się tylko, że się nie uda…
Właśnie w tym kontekście w komentarzach zaczęło pojawiać się określenie „chajzerowanie”, nawiązujące do Filipa Chajzera i jego działalności charytatywnej prowadzonej także w okresach medialnych kontrowersji:
- Jakie to typowe u celebrytów, najpierw ‘cyrk i żenada’, a na drugi dzień, ‘zróbmy coś dobrego’ i cyk zbióreczka
- Jakiś znajomy schemat, kiedy coś odwalisz i zaraz przypominasz o zbiórce...
- Najpierw hejt i jad, kilkanaście godzin później akcja charytatywna. Piękne chajzerowanie.
Nie wszystkim chodziło jednak wyłącznie o zbiórkę. Wiele osób wciąż wracało do poprzedniego nagrania Szelągowskiej i przede wszystkim do słów, którymi określiła Jabłczyńską:
- Nazywanie kogoś złym człowiekiem to nie jest ta droga, aby bronić mamę. Zły człowiek to jest bardzo mocna etykietka. W tym wypadku niesprawiedliwa.
- Słowa mają moc! Nie można opluć kogoś jadem, a chwilę potem zachęcać do akcji charytatywnych…
Pojawiły się również komentarze osób deklarujących, że dotychczas pozytywnie odbierały Szelągowską.
- Jestem bardzo rozczarowana Pani zachowaniem, przemocą słowną przypudrowaną uśmiechem… jak to dobrze, że można zrobić unfollow!
- Nigdy już nie spojrzę na Panią tak samo... Nie da się słuchać ani oglądać Pani poprzedniej rolki. Tym nagraniem o zbiórce nie uda się Pani naprawić tego, co Pani zepsuła, nie ociepli to wizerunku. Prawdziwą Pani twarz zobaczyliśmy w poprzednim nagraniu.
Skala komentarzy pokazuje, że odbiorcy nie potraktowali akcji charytatywnej jako tematu całkowicie oderwanego od wcześniejszego konfliktu. Dla wielu obie publikacje stały się jednym ciągiem zdarzeń: najpierw niezwykle mocny atak na Jabłczyńską, a kilkanaście godzin później apel o zrobienie czegoś dobrego. To właśnie ten kontrast wywołał największą krytykę i sprawił, że pod nazwiskiem Szelągowskiej zaczęło pojawiać się określenie „chajzerowanie”.
