Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
Swiatgwiazd.pl > Newsy > "Spalona w branży". Smutny koniec afery Jabłczyńska-Grochola
Magdalena Szymańska
Magdalena Szymańska 02.09.2026 22:13

"Spalona w branży". Smutny koniec afery Jabłczyńska-Grochola

"Spalona w branży".  Smutny koniec afery Jabłczyńska-Grochola
fot. KAPiF, Instagram

Wokół obsady kontynuacji „Nigdy w życiu!” wybuchł głośny konflikt, który w ostatnich dniach szeroko komentują internauci. Sprawa zaczęła żyć własnym życiem po kolejnych wypowiedziach osób związanych z produkcją, nocnych nagraniach oraz publikacji prywatnej korespondencji. Do medialnej dyskusji dołączyły socjolożki Dorota Peretiatkowicz i Kasia Krzywicka-Zdunek z profilu Socjolożki.pl, które 2 września 2026 roku w rozmowie z Wirtualną Polską wyjaśniły, dlaczego ten spór tak mocno angażuje Polaków. 

Konflikt wokół „Nigdy w życiu!” to coś więcej niż kolejna afera w polskim show-biznesie. W tle są nostalgia, przywiązanie do kultowych historii i niechęć do zmian, które naruszają dobrze znany porządek. Socjolożki tłumaczą, dlaczego wokół takich sporów szybko pojawiają się silne emocje. I dlaczego jako widzowie tak łatwo dajemy się wciągnąć w te „igrzyska”.

Afera wokół „Nigdy w życiu!” rośnie. Konflikt wyszedł poza casting

Odrzucenie Joanny Jabłczyńskiej, riposty Katarzyny Grocholi, nocne nagrania Doroty Szelągowskiej i publikowanie screenów prywatnej korespondencji. Spór o obsadę roli Tosi w kontynuacji „Nigdy w życiu!” przestał być zwykłą dyskusją o castingu. Z każdym kolejnym komunikatem zainteresowanie konfliktem rosło, a prywatne kulisy sprawy zaczęły trafiać do publicznej wiadomości. To właśnie ten element sprawił, że historia szybko wyszła poza środowisko filmowe i stała się jednym z szerzej komentowanych sporów w polskim show-biznesie.

O konflikcie wypowiedziały się także Dorota Peretiatkowicz i Kasia Krzywicka-Zdunek, ekspertki prowadzące profil Socjolożki.pl. Ich zdaniem zainteresowanie aferą nie jest przypadkowe. W centrum znalazły się znane nazwiska, emocje, wzajemne zarzuty i pytanie o to, kto w tym sporze ma rację

 Pierwsza rzecz to polaryzacja. Czujemy wręcz wewnętrzny obowiązek stanięcia po jednej ze stron. Mimo że konflikt nas nie dotyczy, nie znamy faktów i nie wiemy, co jest prawdą, musimy się opowiedzieć - tłumaczy Dorota Peretiatkowicz

Do tego dochodzi nostalgia związana z filmem z 2004 roku. Dla części widzów „Nigdy w życiu!” jest ważnym elementem popkultury z czasów ich młodości, dlatego zmiany dotyczące kontynuacji mogą budzić większe emocje niż zwykła decyzja castingowa. Tym razem publiczność dostała jednak coś więcej niż samą dyskusję o aktorach. Do sieci zaczęły trafiać fragmenty prywatnej komunikacji, a konflikt zaczął żyć własnym medialnym życiem.

Polacy są już zmęczeni i przebodźcowani polityką. A tutaj sytuacja staje się banalnie prosta: ktoś musi być biały, ktoś czarny. Jest linia demarkacyjna: tu porządny człowiek, tam kłamczuch. Dostaliśmy fantastyczny, darmowy serial. - kontynuuje Peretiatkowicz

Zobacz także: Reżyserka "Nigdy w życiu" przerwała milczenie. Ujawniła całą prawdę o Jabłczyńskiej

Socjolożki wyjaśniły, dlaczego konflikt tak mocno poruszył widzów

Dorota Peretiatkowicz i Kasia Krzywicka-Zdunek zwracają uwagę, że tego typu medialne konflikty są dla odbiorców łatwe do śledzenia. Zamiast skomplikowanych tematów politycznych czy kolejnych informacji powodujących przebodźcowanie pojawia się drama z udziałem rozpoznawalnych osób, którą można szybko ocenić i komentować. 

Co tydzień mamy inną dramę. To rodzaj naszej socjologicznej paniki moralnej, wentyl dla napięć, które w nas narastają - komentuje Kasia Krzywicka-Zdunek

Widzowie poznają kolejne wypowiedzi, odpowiadają na nie w mediach społecznościowych i niemal natychmiast wybierają stronę. Według ekspertek obmawianie znanych osób może dodatkowo dawać odbiorcom poczucie sprawczości i znaczenia. Stąd określenie „naród zadymiarzy”, którego użyła Peretiatkowicz.

W zeszłym tygodniu mieliśmy dyskusję wokół raportu dotyczącego marki Polska i była to sytuacja zdecydowanie większego kalibru. Teraz mamy casting do "Nigdy w życiu!". Angażujemy się w oba te tematy z taką samą siłą, wyciągając coraz cięższe argumenty i zaglądając wręcz w prywatne życie ich bohaterów.

W tej historii szczególnie szybko została jednak przekroczona granica między publicznym sporem a prywatnością. Publikowanie screenów prywatnej korespondencji sprawiło, że odbiorcy zaczęli poznawać kulisy konfliktu, które wcześniej pozostawały poza oficjalnym przekazem. 

Jesteśmy narodem zadymiarzy i to po prostu widać - mówi wprost Dorota Peretiatkowicz. - Angażujemy się w te konflikty i nagle wydaje nam się, że jesteśmy ważni. Że zabierając głos w dyskusji, podchodzimy bliżej świata gwiazd, który na co dzień jest niedostępny. Obgadujemy jedną lub drugą stronę i czujemy się ważniejsi, niż jesteśmy w rzeczywistości. Jesteśmy jedną wielką ławą przysięgłych, która bez przerwy wydaje bezapelacyjne, kategoryczne wyroki.

Pojawiły się również emocjonalne nagrania, między innymi nocne materiały Doroty Szelągowskiej. Stawka nie ogranicza się więc do tego, kto zyska większą sympatię widzów. 

Mam wrażenie, że któraś ze stron odkryła rąbek alkowy. Złamano niepisaną zasadę, że o pewnych rzeczach po prostu nie mówi się publicznie - zaznacza Dorota Peretiatkowicz

W grę wchodzą także relacje zawodowe i pozycja poszczególnych osób w branży filmowej. 

Wypłynęły kulisy, które w świecie filmu dzieją się stale, ale są ukryte przed oczami widzów. Gdy ktoś powiedział to głośno, środowisko zareagowało obronnie, bo nie chce wpuszczać obserwatorów do swojego świata.

Ekspertki zwracają uwagę, że jedna ze stron może ponieść zawodowe konsekwencje konfliktu

Jedna z tych stron będzie po prostu spalona w branży - prognozuje socjolożk

To właśnie dlatego kolejne publikacje są obserwowane nie tylko jako element show-biznesowej przepychanki, ale również jako odsłanianie mechanizmów funkcjonowania środowiska.

To ujawnienie bezwzględnych mechanizmów. Znamy wielu aktorów, którzy zapłacili koszmarnie wysoką cenę za mówienie o mobbingu czy układach ze sponsorami. Dla tego środowiska to gruba afera.

Zobacz także: Wizja Jackowskiego. Mówi o "ucieczce z Polski"

„Nigdy w życiu!” podzieliło widzów. Nostalgia zderzyła się z nową obsadą

Osobnym elementem całej sprawy jest nostalgia. „Nigdy w życiu!” miało premierę w 2004 roku i dla dzisiejszych 30- i 40-latków pozostaje filmem mocno związanym z okresem dorastania oraz początkiem dorosłości. 

Milenialsi budują swoje poczucie bezpieczeństwa na romantyzowaniu młodości. Ten film to dla nich część tożsamości. A my po prostu nie zgadzamy się na zmiany! - wyjaśnia socjolożka

Kontynuacja kultowej komedii siłą rzeczy oznacza więc powrót do historii, którą część widzów dobrze pamięta. Zmiana obsady czy decyzje dotyczące kolejnej części mogą być przez nich odbierane inaczej niż w przypadku zupełnie nowej produkcji. Widzowie mają już własne wyobrażenie bohaterów i konkretne skojarzenia z pierwszym filmem.

Chcemy remake’u, ale takiego, który zaserwuje dokładnie to samo, co już znamy. Zmiana aktorów w kultowych dziełach wywołuje wściekłość. Przecież mieliśmy już straszne awantury, gdy Daniel Olbrychski miał grać Kmicica. To był koniec świata!

Wokół obsady roli Tosi emocje dodatkowo podkręciły publiczne wypowiedzi zaangażowanych osób. Najpierw pojawiło się odrzucenie Joanny Jabłczyńskiej, później odpowiedzi Katarzyny Grocholi, materiały Doroty Szelągowskiej i wreszcie publikacja prywatnej korespondencji. 

 Ludzie często komentują to, co się klika, a poważne tematy omijają, bo wymagają wysiłku intelektualnego. Ale łatwo też przenoszą swoją uwagę gdzie indziej. "Lalka" zaraz wchodzi na ekrany, przed nami mnóstwo imprez. Można już szykować popcorn - podsumowuje z uśmiechem Dorota Peretiatkowicz

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Magdalena Szymańska
O autorze
Magdalena Szymańska
Redaktor Swiatgwiazd

Dziennikarka portalu Swiatgwiazd.pl. Wcześniej przez 6 lat pracowała jako copywriter. Zajmowała się również social media marketingiem i zarządzaniem projektami. Ze Światem Gwiazd związana od 2024 roku.

Zobacz wszystkie artykuły autora >
Wybór Redakcji