Wyszukaj w serwisie
newsy tylko u nas foto telewizja lifestyle quizy O nas
Swiatgwiazd.pl > Newsy > "Zmarł na naszych oczach". Tragedia w rozgrzanym pociągu. Żulczyk o odejściu pieska
Agata Piszczek
Agata Piszczek 29.06.2026 19:06

"Zmarł na naszych oczach". Tragedia w rozgrzanym pociągu. Żulczyk o odejściu pieska

"Zmarł na naszych oczach". Tragedia w rozgrzanym pociągu. Żulczyk o odejściu pieska
fot. KAPiF

Jakub Żulczyk opisał dramatyczne wydarzenia, których był świadkiem podczas podróży pociągiem Warszawa–Berlin, gdzie w ekstremalnym upale zmarł ośmioletni buldog jednego z pasażerów, a pisarz relacjonował próby pomocy i warunki panujące w przegrzanym wagonie.

Jakub Żulczyk – jeden z najgłośniejszych współczesnych pisarzy w Polsce

Jakub Żulczyk to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich pisarzy współczesnych, autor książek, które regularnie stają się wydarzeniami w świecie literatury i popkultury. Urodzony w 1983 roku, od lat buduje swoją pozycję jako twórca bezkompromisowy, opisujący rzeczywistość w sposób intensywny, często surowy, ale jednocześnie bardzo ludzki i pełen obserwacji codzienności. Szerszej publiczności dał się poznać dzięki powieści „Ślepnąc od świateł”, która doczekała się głośnej ekranizacji i na stałe weszła do kanonu współczesnej kultury popularnej w Polsce.

W jego dorobku znajdują się także inne tytuły, które przyciągnęły uwagę czytelników, takie jak „Wzgórze psów” czy „Informacja zwrotna”. Żulczyk często porusza tematy społeczne, psychologiczne i obyczajowe, skupiając się na emocjach bohaterów i napięciach, które wynikają z życia w dużym mieście, presji i relacji międzyludzkich. Jego styl bywa bezpośredni, ale jednocześnie bardzo obrazowy, co sprawia, że jego teksty łatwo zapadają w pamięć.

Poza literaturą autor aktywnie działa w mediach społecznościowych, gdzie dzieli się swoimi obserwacjami i komentarzami do rzeczywistości. To właśnie tam opisał zdarzenie z pociągu Warszawa–Berlin, które wstrząsnęło jego obserwatorami. Jego relacja szybko obiegła internet, wywołując falę emocji i dyskusji o warunkach podróży w czasie upałów oraz odpowiedzialności za zwierzęta.

"Zmarł na naszych oczach". Tragedia w rozgrzanym pociągu. Żulczyk o odejściu pieska
fot. Facebook, Jakub Żulczyk

Dramat w pociągu Warszawa–Berlin. „Pies na naszych oczach zmarł”

Wszystko wydarzyło się podczas podróży pociągiem relacji Warszawa–Berlin, kiedy do przedziału Jakuba Żulczyka w Poznaniu dosiadł się mężczyzna z ośmioletnim buldogiem. Początkowo nic nie wskazywało na tragedię, jednak sytuacja bardzo szybko zaczęła się dramatycznie zmieniać. Zwierzę po około czterdziestu minutach zaczęło źle się czuć, a jego stan gwałtownie się pogarszał.

Wczoraj, w pociągu Warszawa - Berlin do naszego przedziału dosiadł się facet z psem, ośmioletnim buldogiem. Dosiadł się w Poznaniu. Po czterdziestu minutach pies na naszych oczach zmarł. Najpierw zwymiotował, potem dostał drgawek, i tyle.

Jak relacjonował pisarz, pasażerowie natychmiast próbowali pomóc zwierzęciu. W wagonie rozpoczęła się spontaniczna akcja ratunkowa, w którą zaangażowało się kilka osób, w tym pielęgniarka z sąsiedniego przedziału. Próbowano reanimacji, a konduktor szukał na pokładzie weterynarza. Niestety, pomoc okazała się niewystarczająca.

Próbowaliśmy go reanimować, potem zmieniła nas pani z przedziału obok, która okazała się pielęgniarką. Konduktor przez radiowęzeł zapytał, czy na pokładzie jest weterynarz. Przybiegła jakaś dziewczyna, na widok psa wyszeptała tylko: ‘k***a, ja jestem tylko technikiem, myślałam że on jest odwodniony’.

Atmosfera w wagonie stawała się coraz bardziej napięta, a pasażerowie byli wyraźnie wstrząśnięci tym, co się dzieje. Tragiczny przebieg wydarzeń sprawił, że podróż zamieniła się w serię dramatycznych scen, które trudno było oglądać obojętnie.

Ekstremalne upały i pytania bez prostych odpowiedzi

Po zatrzymaniu pociągu właściciel psa wysiadł w Świebodzinie, próbując szukać pomocy weterynaryjnej, jednak – jak relacjonował Żulczyk – było już najprawdopodobniej za późno. Scena, w której mężczyzna wynosił martwe zwierzę, szczególnie poruszyła świadków.

Facet wysiadł w Świebodzinie, próbował tam pewnie zadzwonić po pogotowie weterynaryjne, ale było już myślę po frytkach. Nie widziałem nic smutniejszego niż ten biedny, zapłakany gość wynoszący z pociągu swojego martwego psa.

Pisarz zwrócił uwagę, że ogromną rolę mogły odegrać warunki panujące w wagonie. Według jego relacji temperatura była skrajnie wysoka i przypominała duszną saunę.

Może to wina kolei; w przedziale było, oceniam to jako doświadczony sauniarz, grubo powyżej czterdziestu stopni

Co ciekawe, różnica była odczuwalna dopiero po dotarciu do Berlina, gdzie mimo upału Żulczyk poczuł ulgę.

Dość powiedzieć, że wysiadając na peronie w Berlinie gdzie było 39 stopni poczułem ulgę, że jest chłodniej.

Jednocześnie autor nie wskazywał jednej winnej strony. Podkreślał, że na tragedię mogły złożyć się zarówno warunki podróży, jak i stan zdrowia psa oraz jego wiek i nadwaga.

Może też ten facet nie powinien w taką pogodę podróżować z psem który miał osiem lat i nadwagę.

Na końcu dodał gorzki komentarz dotyczący podejścia do upałów i ich bagatelizowania.

Nie wiem czy rozstrząsanie tego ma większy sens. Wiem, że jeśli ktoś mówi że za dzieciaka takie upały były normalne jest zwyczajnie p**********y.

Wpis Żulczyka wywołał ogromne poruszenie w sieci i na nowo rozpalił dyskusję o bezpieczeństwie zwierząt podczas podróży w ekstremalnych warunkach pogodowych.

Bądź na bieżąco - najważniejsze wiadomości z kraju i zagranicy
Google News Obserwuj w Google News
Wybór Redakcji