Widział, co się działo feralnego dnia na motorówce Woźniaka-Staraka
Świadek tragedii Piotra Woźniaka-Staraka relacjonuje, co zobaczył tragicznej nocy. Powiedział, co widział na motorówce producenta.
Siedem lat po tragicznym wypadku na jeziorze Kisajno wracają wspomnienia z nocy, w której zginął Piotr Woźniak-Starak, mąż Agnieszki Woźniak-Starak. Do zdarzenia doszło na Mazurach podczas nocnego rejsu motorówką, a śledztwo wykazało, że mężczyzna był pod wpływem alkoholu i naruszył kilka obowiązujących zasad. Postępowanie w tej sprawie zostało jednak umorzone. Swoją relację z tamtej dramatycznej nocy przedstawia żeglarz, który przebywał wówczas na Mazurach i był świadkiem wydarzeń.
Motorówka Piotra Woźniaka-Staraka. Ostatni rejs na jeziorze Kisajno
Pilnie strzeżona posiadłość Staraków w Fuledzie od lat pozostaje miejscem niedostępnym dla przypadkowych osób. To właśnie na Mazurach Piotr Woźniak-Starak spędzał czas, kiedy w sierpniu 2019 roku doszło do tragedii. Producent filmowy miał 39 lat, gdy wypadł z motorówki na jeziorze Kisajno. W sierpniu 2025 roku minęło sześć lat od jego śmierci.
Motorówka, którą tamtej nocy płynął Woźniak-Starak, była charakterystyczną jednostką stylizowaną na łódź Jamesa Bonda z filmu „Żyj i pozwól umrzeć”. Według ustaleń prokuratury mężczyzna podczas wykonywania manewru skrętu wypadł za burtę.
Razem z nim w wodzie znalazła się towarzysząca mu kobieta, która przeżyła wypadek. Łódź przez pewien czas nadal krążyła po jeziorze bez osób sterujących. W tym samym czasie na Kisajnie odbywały się całodobowe, międzynarodowe regaty, a na wodzie znajdowały się inne jednostki z załogami.
Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie śmierci
Okoliczności tragedii przez kolejne miesiące były przedmiotem śledztwa. Prokuratura ustaliła, że we krwi Piotra Woźniaka-Staraka znajdowało się 1,7 promila alkoholu. Na pokładzie motorówki znaleziono również marihuanę. Śledztwo zostało umorzone w grudniu 2019 roku, a odpowiedzialnością za wypadek obciążono Piotra Woźniaka-Staraka.
Do tragedii odniósł się również żeglarz, z którym rozmawiał portal Shownews.pl. Mężczyzna tamtej nocy przebywał na jeziorze.
Tam na jeziorze Kisajno od kilku lat obowiązywał ze względów bezpieczeństwa zakaz pływania nocą! Wyjątkiem były te nasze regaty, a dureń w motorówce stanowił dla nas ogromne zagrożenie. To był modelowy przykład nieodpowiedzialności i arogancji - opowiada dla portalu Shownews.pl pan Grzegorz Pepłowski, który w czasie, kiedy doszło do tragedii brał udział w regatach na Kisajnie.
Na pokładzie jego jednostki znajdowało się 10 osób, a w pobliżu znajdowały się również inne jachty.
Na jeziorze po zmroku mało co widać, ale wystarczająco, jeśli ktoś płynie wolno, a nie ścigaczem czy motorówką. U nas tej nocy cztery osoby były cały czas czujne, ale reszta spała. Gdy byliśmy na wysokości tego półwyspu Fuleda, usłyszeliśmy warkot motorówki, której w ogóle nie powinno w tym miejscu być. Ktoś szalał, a my byliśmy przerażeni. Przecież jeżeli motorówka wyskoczyłaby z tych mgieł, to ona nie wyhamuje, ona po nas przejedzie - opowiada.
Według jego relacji po wypadnięciu Woźniaka-Staraka i jego towarzyszki z motorówki sytuacja była szczególnie niebezpieczna właśnie ze względu na poruszającą się bez kontroli łódź. Świadek wspominał również o zachowaniach, które jego zdaniem mogły stanowić naruszenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących na wodzie.
Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że ta motorówka krąży bez sternika. A przecież każdy rozsądny człowiek, który nią pływa powinien mieć tzw. zrywkę. To jest smycz przypięta do ręki lub do pasa, która w razie wypadku wyłącza zapłon i motorówka się zatrzymuje! To wszystko nie mieściło nam się w głowach, on nie miał tego zabezpieczenia i nam zagrażał. Zadzwonił do nas ktoś z innej załogi, która była nieopodal, że oni powiadamiają służby. Dopiero rano dowiedzieliśmy się, że to szarżował po nocach ktoś ważny. Starak ponoć dodał ostro gazu i wykonał mocny zakręt. To niebezpieczne nawet dla ludzi trzeźwych, ale spektakularnie wygląda i robi wrażenie – podsumowuje.
Woźniak-Starak wypadł z motorówki podczas
Okoliczności tragedii przez kolejne miesiące były przedmiotem śledztwa. Prokuratura ustaliła, że we krwi Piotra Woźniaka-Staraka znajdowało się 1,7 promila alkoholu. Na pokładzie motorówki znaleziono również marihuanę. Śledztwo zostało umorzone w grudniu 2019 roku, a odpowiedzialnością za wypadek obciążono Piotra Woźniaka-Staraka.
Do tragedii odniósł się również żeglarz, z którym rozmawiał portal Shownews.pl. Mężczyzna tamtej nocy przebywał na jeziorze. Na pokładzie jego jednostki znajdowało się 10 osób, a w pobliżu znajdowały się również inne jachty. Według jego relacji po wypadnięciu Woźniaka-Staraka i jego towarzyszki z motorówki sytuacja była szczególnie niebezpieczna właśnie ze względu na poruszającą się bez kontroli łódź. Świadek wspominał również o zachowaniach, które jego zdaniem mogły stanowić naruszenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących na wodzie.