Nalot policji na dom Dominiki Clarke. Gwiazda przerwała milczenie i ujawniła, co się działo
Dominika Clarke dzień wcześniej pokazała nagranie z kolejnej kontroli służb w jej domu w Tajlandii. Na miejscu pojawili się przedstawiciele kilku instytucji, którzy sprawdzali sytuację rodziny oraz jej dokumenty. Teraz matka pięcioraczków wróciła do sprawy i po raz pierwszy szerzej opisała, jak wyglądają takie wizyty. Wyjaśniła też, dlaczego służby regularnie pojawiają się u Clarke'ów.
Rodzina Dominiki Clarke od dłuższego czasu mierzy się z kontrolami miejscowych instytucji. Według jej relacji są one konsekwencją kolejnych zgłoszeń dotyczących sytuacji dzieci i warunków panujących w domu. Ostatnią wizytę częściowo zarejestrowała i pokazała swoim obserwatorom w mediach społecznościowych. Na nagraniu było widać, że w sprawę zaangażowanych zostało wiele osób, a sprawdzanie rodziny nie ograniczało się do krótkiej rozmowy. Po wszystkim Clarke zdecydowała się zabrać głos ponownie i dokładniej opisać przebieg podobnych kontroli.
Służby ponownie zjawiły się u Dominiki Clarke
O kolejnej kontroli w domu Clarke'ów zrobiło się głośno dzień wcześniej. Dominika opublikowała nagranie, na którym zwoływała dzieci i informowała o obecności licznej grupy osób. Wyjaśniała, że sprawdzane są między innymi paszporty i dokumenty rodziny. Wśród przybyłych mieli znajdować się także przedstawiciele służb medycznych.
Dzisiaj jak widzicie mamy wizytację, tą zapowiadaną przez grupę hejterską. Przyszło bardzo wielu ludzi, jak tutaj własnie zobaczycie - sprawdzają paszporty, nie wiem ilu tych ludzi jest, są lekarze. No i tutaj właśnie rozmawiamy o naszej sytuacji, o tym jak to tutaj wygląda, jak to tutaj hejterzy próbują nam zatruć życie. Wszystko tutaj nam sprawdzają, potwierdzają. Wszystkie dokumenty się sprawdzają bez problemu, oprócz tego, że jest strasznie gorąco.
Nagranie było kolejnym sygnałem, że kontakt rodziny z miejscowymi instytucjami trwa. Nie była to bowiem pierwsza podobna sytuacja. Jeszcze w październiku 2025 roku Clarke informowała o wizycie czterech policjantów. Według jej relacji funkcjonariusze weszli do domu, sprawdzali pomieszczenia, wykonywali zdjęcia oraz nagrania.
Na tym sprawa wówczas się nie zakończyła. Dzień później Dominika informowała o przyjeździe znacznie większej grupy przedstawicieli różnych instytucji. Wymieniała wśród nich między innymi nauczyciela, lekarza i pielęgniarkę. Jak relacjonowała, sprawdzano dzieci i warunki panujące w domu, sporządzano notatki oraz zadawano rodzinie pytania.
Ostatnia wizyta wywołała spore poruszenie wśród obserwatorów Clarke. Pod nagraniami pojawiły się pytania, dlaczego rodzina jest ponownie kontrolowana i jaki będzie dalszy ciąg sprawy.
Zobacz także: Ewelina Gralak: kim jest nowa jurorka Top Model? Wiek, kariera, partner, życie prywatne

Dominika Clarke ujawnia, jak wyglądają kontrole jej rodziny
Po ostatnich wydarzeniach Dominika Clarke opublikowała dłuższe oświadczenie. Tym razem nie ograniczyła się do pokazania tego, co dzieje się przed jej domem. Opisała mechanizm, który – według jej relacji – uruchamia się po każdym kolejnym zgłoszeniu.
Jak wyjaśniła, kiedy do odpowiednich instytucji trafia zawiadomienie dotyczące jej rodziny, miejscowe służby muszą je zweryfikować. To właśnie dlatego w domu Clarke'ów mają pojawiać się przedstawiciele kilku różnych instytucji.
Ktoś coś zgłasza, ktoś gdzieś opisuje nasze życie po swojemu, a potem uruchamiają się procedury i przyjeżdżają ludzie, którzy mają sprawdzić, jak jest naprawdę.
Według jej relacji zakres takiej kontroli jest szeroki. Dominika wymieniła policję, służby imigracyjne, pracowników socjalnych i pielęgniarki. Każda z tych osób ma sprawdzać sytuację rodziny w ramach swoich kompetencji. Na rozmowie z rodzicami jednak się nie kończy.
Przychodzą ludzie, którzy mają obowiązek sprawdzić wszystko naprawdę (...) Rozmawiają z nami, oglądają dom, pokoje, sprawdzają dzieci, pytają o szkołę, rozmawiają z sąsiadami i próbują zbudować sobie obraz naszej rodziny nie z komentarzy w internecie, tylko z tego, co naprawdę widzą.
Wizyta wielu osób nie ograniczała się, według jej relacji, do sprawdzenia paszportów. Kontrolujący mieli przyglądać się temu, jak funkcjonuje cała rodzina, w jakich warunkach mieszkają dzieci i jak wygląda kwestia ich edukacji. Informacji mają szukać również poza samym domem, rozmawiając z sąsiadami. Najważniejsze w nowym oświadczeniu jest jednak to, co Clarke przekazała na temat rezultatów tych wizyt. Zapewnia, że kolejne kontrole nie potwierdzają obrazu rodziny, który – jej zdaniem – przedstawiany jest w zgłoszeniach:
Za każdym razem ktoś przychodzi sprawdzać nas po kolejnych zgłoszeniach, a potem wychodzi z zupełnie innym obrazem niż ten, który próbuje się tworzyć w internecie. Po raz kolejny usłyszeliśmy, że jesteśmy dobrymi rodzicami (...) Bo w internecie można napisać wszystko. Zostają fakty.
Informacja o pozytywnej ocenie sytuacji rodziny również pochodzi bezpośrednio od Clarke. Nie opublikowano oficjalnego komunikatu tajlandzkich służb podsumowującego ostatnią kontrolę. Dominika nie ma jednak wątpliwości, że przeprowadzone czynności działają na jej korzyść.
Zobacz także: Jackowski z ważną wizją. Ostrzega wszystkich Polaków
Dominika Clarke reaguje po wizycie służb. „Nie boję się faktów”
Najnowsza wypowiedź Dominiki Clarke nie kończy się na opisie tego, co robią przedstawiciele tajlandzkich instytucji. Matka pięcioraczków odniosła się również do samych zgłoszeń i zasugerowała, że teraz chciałaby, aby zainteresowanie odpowiednich organów objęło także ich powtarzalność. Clarke przyznała, że kolejne kontrole są dla rodziny męczące. Jednocześnie zapewniła:
Skoro już ktoś chce sprawdzać, to niech sprawdzi wszystko. Bo ja nie boję się faktów.
Dominika poszła jednak o krok dalej. Jej zdaniem w pewnym momencie uwaga powinna zostać skierowana również na osoby, które regularnie zawiadamiają instytucje o sytuacji rodziny. W swoim wpisie mówiła o „uporczywym zgłaszaniu i pomawianiu”.
Wierzę, że w końcu przyjdzie moment, kiedy ktoś przyjrzy się nie tylko nam, ale też temu, jak długo trwa to uporczywe zgłaszanie i pomawianie.
Wiadomo już, jak według niej wyglądają kontrole od środka: służby oglądają dom, sprawdzają dzieci, pytają o szkołę i kontaktują się z sąsiadami. Clarke twierdzi również, że po ostatniej wizycie ponownie usłyszała pozytywną ocenę swojej rodziny. Na razie są to informacje przekazane przez samą Dominikę. Jej najnowsze oświadczenie pokazuje jednak, że nie traktuje ostatniej wizyty jako zamknięcia sprawy. Przeciwnie – liczy, że dalsze działania pozwolą wyjaśnić również okoliczności kolejnych zgłoszeń dotyczących Clarke'ów.