On też usłyszał, że ma raka. "Rozległy guz". Diagnoza tuż po wieściach, że zostanie tatą
Polski aktor przeżył dzień, który mógłby śmiało trafić do scenariusza dramatu – tyle że wydarzył się naprawdę. W ciągu zaledwie jednej godziny dostał dwie wiadomości, które kompletnie wywróciły jego życie: jedna brzmiała jak zapowiedź nowego początku, druga jak brutalne zderzenie z rzeczywistością. Radość związana z informacją o ciąży niemal natychmiast zderzyła się z diagnozą poważnej choroby nowotworowej. Poniżej szczegóły.
Bosak i diagnoza nowotworu rdzenia kręgowego
Marcin Bosak przez lata mierzył się z narastającymi problemami zdrowotnymi, które ostatecznie doprowadziły do rozpoznania nowotworu rdzenia kręgowego (wyściółczaka). Diagnoza nie przyszła szybko – poprzedziły ją długie okresy badań i poszukiwań odpowiedzi, gdy objawy były już wyraźnie odczuwalne. W rozmowie z Filipem Borowiakiem dla Wirtualnej Polski aktor opisał moment, w którym usłyszał o chorobie, wskazując, że sytuacja była dla niego nagła i trudna do uporządkowania w czasie. W tym samym okresie pojawiła się również informacja o przyszłym ojcostwie. Bosak podkreślił, że oba wydarzenia – diagnoza i wieść o dziecku – nastąpiły niemal równolegle, co dodatkowo komplikowało całą sytuację życiową. Te dwa wątki zbiegły się w krótkim czasie i wymagały natychmiastowych decyzji dotyczących leczenia i organizacji życia prywatnego.
Jechałem do Łodzi na spotkanie i po drodze dowiedziałem się, że moja ówczesna partnerka jest w ciąży. Więc najpierw dowiedziałem się, że będę ojcem, a godzinę później, że mam nowotwór.. — powiedział Marcin Bosak.
Pierwsze konsultacje w Polsce nie przyniosły jednoznacznych odpowiedzi. Lekarze mieli wątpliwości co do skali problemu, a sam przypadek określano jako nietypowy. W pewnym momencie pojawiły się nawet pytania, dlaczego pacjent w ogóle jest w stanie samodzielnie funkcjonować. Dopiero dalsze konsultacje otworzyły drogę do szerszej diagnostyki i poszukiwania specjalistycznej pomocy poza krajem.

Bosak szukał pomocy i trafił do Brukseli
W kolejnym etapie leczenia Marcin Bosak zdecydował się na konsultacje zagraniczne. W Polsce przez długi czas nie udawało się znaleźć rozwiązania, które dawałoby konkretne możliwości terapeutyczne. Aktor podkreślał, że proces diagnostyczny był rozciągnięty w czasie, a kolejne badania nie przynosiły jednoznacznej ścieżki leczenia.
Lekarze się zastanawiali, dlaczego ja w ogóle chodzę, dlaczego oddycham samodzielnie itd., bo to był bardzo rozległy guz. Od móżdżka do C6. Szczęśliwie nie był złośliwy, natomiast umiejscowienie... No to są ośrodki ruchu i ośrodki oddychania, więc dużo tu było zagadek
Przełom nastąpił po kontakcie ze specjalistą w Brukseli, gdzie przeprowadzono dokładniejszą ocenę stanu zdrowia. Tam dopiero potwierdzono rozległość zmian i złożoność przypadku. Lekarze określali nowotwór jako trudny w leczeniu i wymagający precyzyjnego podejścia chirurgicznego. Wcześniejsze wyniki badań budziły zdziwienie medyków, którzy analizowali, jak organizm pacjenta funkcjonuje przy takiej diagnozie.
Pięć czy sześć lat starałem się znaleźć jakiś ośrodek w Polsce, który mnie zoperuje. Już leżałem nawet w szpitalu, natomiast rokowania, jakie mi dawano, były na tyle trudne do zaakceptowania, że chciałem szukać dalej. I po wielu latach, po objeżdżeniu wszystkich największych, uznanych nazwisk w Polsce, pomógł mi dalej w poszukiwaniu Paweł Nauman, który powiedział przede wszystkim, że się nie leczy wyników, tylko się leczy pacjenta. Mój fart, bo ja jestem farciarzem życiowym, spowodował, że udało się dostać do profesora Brotchiego, do Brukseli — największego specjalisty na świecie od tego. — powiedział Marcin Bosak.
Decyzja o operacji zapadła po serii konsultacji. Zabieg trwał ponad dziewięć godzin i był jednym z kluczowych etapów leczenia. Bosak wspominał, że był to moment przełomowy, który wymagał przygotowania zarówno medycznego, jak i organizacyjnego. Operacja odbyła się w wyspecjalizowanym ośrodku, gdzie skupiono się na usunięciu zmian w obrębie rdzenia kręgowego.
Jak Marcin Bosak czuje się po operacji i rehabilitacji?
Po zabiegu Marcin Bosak rozpoczął długotrwały proces rehabilitacji, który trwał latami i obejmował codzienną pracę nad sprawnością. Aktor wskazywał, że powrót do funkcjonowania wymagał systematycznych ćwiczeń i stałej kontroli efektów leczenia. Proces nie był jednorazowy, lecz rozłożony na długi okres intensywnej terapii ruchowej.
Udało mi się też poznać procedury, które wtedy przynajmniej były do przejścia w NFZ-cie(...) To też była niezła przeprawa przez te wszystkie kruczki prawne, ale to się wszystko udało. No i tutaj całować ręce profesora, który też przeprowadził tę operację, która trwała ponad dziewięć godzin i po której nauczyłem się chodzić na nowo. Najpierw miałem w Brukseli rehabilitację, a później w Warszawie. Codziennie, przez wiele miesięcy, nauka chodzenia, rozpoznawania kształtów czucia
Do dziś Bosak zmaga się z częściowymi ograniczeniami sprawności. Jak sam opisywał, jedna ręka nie odzyskała pełnej sprawności, jednak dzięki regularnym ćwiczeniom potrafi ją wykorzystywać w codziennych czynnościach. W praktyce oznacza to kompensowanie funkcji stroną dominującą i stopniowe wzmacnianie drugiej ręki poprzez trening. Rehabilitacja obejmowała również naukę nowych schematów ruchowych i dostosowanie się do aktualnych możliwości organizmu. Aktor podkreślał, że mimo ograniczeń funkcjonuje samodzielnie i kontynuuje pracę fizyczną nad ciałem. W wypowiedziach zaznaczał, że intensywna rehabilitacja była stałym elementem jego codzienności po operacji. Proces leczenia i powrotu do sprawności w jego przypadku obejmował zarówno etap kliniczny, jak i długofalową pracę poza szpitalem, prowadzoną już w trybie indywidualnym.

KONIECZNIE OBEJRZYJ. BYŁY ZNANY SIATKARZ O UPADKACH, DEPRESJI I DEMONACH PRZESZŁOŚCI