Tragedia w brytyjskiej rodzinie królewskiej. Właśnie przekazano najgorsze informacje
Mike Tindall poinformował o śmierci swojego ojca, Philipa Tindalla, który przez ponad 20 lat zmagał się z chorobą Parkinsona. Były reprezentant Anglii w rugby przekazał smutną wiadomość w swoim podcaście, ujawniając, że jego tata zmarł w ubiegłym tygodniu. Philip Tindall przez lata pozostawał poza zainteresowaniem mediów, choć był ważną częścią rodzinnego życia Mike’a, Zary Phillips oraz ich trojga dzieci.
Rodzina Tindallów od dawna mierzyła się ze świadomością, że choroba Philipa postępuje. Mimo wejścia syna do brytyjskiej rodziny królewskiej Philip i jego żona Linda konsekwentnie stronili od blasku fleszy. Wnukowie — Mia, Lena i Lucas — mogli jednak spędzać z dziadkiem kolejne lata, tworząc z nim rodzinne wspomnienia.
Smutek w rodzinie królewskiej. Bliscy księżniczki Anny żegnają ważną dla nich osobę
Śmierć Philipa Tindalla dotknęła rodzinę związaną z brytyjską monarchią, choć sam zmarły przez lata pozostawał z dala od królewskiego blasku. Philip był ojcem Mike’a Tindalla, który od 2011 roku jest mężem Zary Phillips, córki księżniczki Anny. Dzięki małżeństwu syna stał się więc częścią szeroko rozumianej rodziny królewskiej, jednak nigdy nie zabiegał o uwagę mediów ani nie próbował wykorzystywać królewskich koneksji.
Philip i jego żona Linda skupiali się przede wszystkim na rodzinie. Szczególnie ważną rolę odgrywali jako dziadkowie trojga dzieci Mike’a i Zary — Mii, Leny oraz Lucasa. To właśnie możliwość spędzania czasu z wnukami była dla rodziny szczególnie cenna, zwłaszcza że Philip od 2003 roku zmagał się z chorobą Parkinsona.
Choć życie Tindallów siłą rzeczy znajdowało się czasem w pobliżu królewskich wydarzeń, Philip pozostawał przede wszystkim ojcem i dziadkiem. Nie był stałym bohaterem relacji z królewskich uroczystości, nie udzielał licznych wywiadów i zdecydowanie bardziej cenił prywatność niż zainteresowanie opinii publicznej.
Jego więź z rodziną została jednak symbolicznie utrwalona także w imieniu najmłodszego wnuka. Lucas Tindall otrzymał drugie imię Philip na cześć dziadka. Dziś ten rodzinny gest nabiera jeszcze większego znaczenia.
Mike przekazał wiadomość o śmierci ojca w swoim podcaście. Poinformował, że Philip zmarł w ubiegłym tygodniu po latach walki z Parkinsonem. Dla rodziny jest to koniec wieloletniej historii naznaczonej chorobą, ale także czasem spędzonym wspólnie z dziećmi i wnukami.
Zobacz też: Mąż zaginionej Emilii Koprowskiej udzielił kolejnego wywiadu | Świat Gwiazd

Mike Tindall od lat mówił o chorobie ojca. Parkinson odebrał mu coraz więcej
Philip Tindall przez ponad dwie dekady zmagał się z chorobą Parkinsona. Została ona zdiagnozowana w 2003 roku i z czasem coraz mocniej wpływała na jego codzienne funkcjonowanie. Mike nie ukrywał, że obserwowanie postępującej choroby ojca było dla całej rodziny wyjątkowo trudnym doświadczeniem.
Były reprezentant Anglii w rugby już wcześniej decydował się mówić o sytuacji zdrowotnej Philipa. W maju opowiadał o tym, jak wymagającą chorobą jest Parkinson, podkreślając, że wpływa ona zarówno na ciało, jak i psychikę. Jego słowa pokazywały, że rodzina od dawna miała świadomość powagi sytuacji.
Stan Philipa był bardzo zły już w czasie ślubu Mike’a i Zary, który odbył się w 2011 roku. Mimo problemów zdrowotnych ojciec Mike’a był obecny podczas tego ważnego rodzinnego wydarzenia. Kolejne lata przyniosły jednak dalszą walkę z chorobą.
Mike postanowił wykorzystać własne doświadczenia również do wspierania działań na rzecz osób dotkniętych Parkinsonem. Został patronem organizacji Cure Parkinson’s, zajmującej się wspieraniem badań i edukacji dotyczącej tej choroby.
Dla Tindalla nie był to więc wyłącznie temat znany z rozmów czy materiałów prasowych. Parkinson przez lata był częścią życia jego najbliższej rodziny. Mike miał okazję obserwować, jak choroba stopniowo zmienia życie ojca, dlatego jego zaangażowanie w działalność organizacji miało bardzo osobisty charakter.
Teraz były rugbysta po raz pierwszy mówi o ojcu już w kontekście jego śmierci. Philip zmarł w ubiegłym tygodniu, a informację o jego odejściu Mike przekazał słuchaczom swojego podcastu.
Zobacz też: Nowa przepowiednia Krzysztofa Jackowskiego dla Polski | Świat Gwiazd
Wzruszające pożegnanie ojca Mike’a. Klub rugby uczcił pamięć Philipa
Philip Tindall miał również własną historię związaną z rugby. W 1972 roku był kapitanem drużyny Otley, dlatego środowisko, które znało go jeszcze na długo przed tym, zanim jego syn stał się częścią rodziny królewskiej, postanowiło uczcić jego pamięć.
W miniony weekend podczas spotkania Otley z Chester zorganizowano minutę ciszy ku pamięci Philipa. Klub wspomniał o nim również w programie meczowym. Dla rodziny był to wyjątkowy gest, szczególnie że Philip przez lata był związany właśnie z tym środowiskiem.
Mike nie ukrywał wzruszenia tym, jak klub pożegnał jego ojca. Podziękował Otley za upamiętnienie Philipa i przyznał, że poruszyło go zarówno nagranie z minuty ciszy, jak i wzmianka zamieszczona w programie spotkania.
To szczególne pożegnanie miało dla niego dodatkowe znaczenie. Mike sam zrobił karierę w rugby i przez lata reprezentował Anglię, dlatego sport był ważnym elementem rodzinnej historii Tindallów. Ojciec i syn dzielili więc nie tylko więź rodzinną, ale również zamiłowanie do tej dyscypliny.
Philip, mimo że później pozostawał z dala od kamer, miał własne miejsce w historii klubu. Wspomnienie jego działalności sprzed ponad pięciu dekad stało się częścią pożegnania, które przygotowano po jego śmierci.
Dla Mike’a był to zapewne szczególny moment — zobaczyć, że ojciec został zapamiętany nie tylko przez rodzinę, lecz także przez ludzi związanych z miejscem, które było ważną częścią jego życia.
Philip Tindall odszedł po latach walki z Parkinsonem, pozostawiając żonę Lindę, syna Mike’a, synową Zarę oraz troje wnuków. Jego pamięć pozostanie jednak obecna w rodzinie, a także w imieniu najmłodszego wnuka i w środowisku rugby, z którym był związany.