Gurłacz w najtrudniejszym wyznaniu: "Miałem 13 lat, kiedy...". O tej sprawie nie chciał mówić
Filip Gurłacz nie ukrywa, że ma za sobą ciężki czas. Mało brakowało, a zniszczyłby sobie życie. O czym opowiedział Mateuszowi Szymkowiakowi?
Filip Gurłacz o zmaganiach z nałogiem
Filip Gurłacz ma za sobą bardzo trudne doświadczenia. Nie ukrywa, że niemal zgubił go nałóg. W rozmowie z Mateuszem Szymkowiakiem wszystko opowiedział.
Wiesz, ciężko nazwać, to co było czarnym okresem, bo ja myślę, że jak wtedy, kiedy się dobrze bawiłem, to też pikowałem w dół, nie? To narastał wtedy problem po prostu. Tak jakoś ciężko mi powiedzieć. No dużo było tych wzlotów i upadków. Ja byłem facetem, który nie miał emocji, a był nimi. Ja nie nie rządziłem sobą, znaczy nie decydowałem o tym, co ja z tym robię, co czuję, tylko po prostu byłem tym, jak czułem. Czułem gniew, to byłem gniewem, więc zamieniałem się w Hulka i Hulk niszczyć, Hulk miażdżyć. Jak byłem, nie wiem, szczęśliwy, to ja skakałem pod niebo z radością. Jak to szczęście mijało, to ja spadałem i bolało wtedy. I byłem bólem i płakałem.
Aktor wyznał, że wcześnie sięgnął pierwszy raz po alkohol.
Myślę, że tak jak miałbym się na przykład rozliczyć z tego, że piłem, no to pierwszy alkohol był jak miałem 13 lat. Wcześnie zacząłem. Nie, nie piłem tak, że 13 lat i bum, patologia, ale próbowałem już alkoholu wtedy. […] A potem jak doszedłem do takiego momentu, do tego punktu zwrotnego, że ja tak nie chcę, że jest bardzo źle i jest mi źle z tym, że nie wiem, wszystko co robię, oddala mnie od wartości, które wyznaję, no to potem jakby to wejście pod górę, wygrzebanie się z tych rzeczy trochę trwało i to była już wtedy rzeka łez.
To były trudne zmagania:
To był taki trudny czas, że wstawałem rano, zaciskałem zęby i ze łzami w oczach mówiłem: "Dobra, żyjmy, żyjmy, żyjmy, żyjmy, żyjmy". “Świat jest piękny, świat jest piękny”. To też trwało jakiś tam czas pół roku, może rok. Z pół roku tak wygrzebywałem się z tego, żeby uwierzyć w to, co mówię.
Nie zdarzało ci się iść na przykład po alkoholu albo po dragach do pracy?
No trudne pytanie zadajesz. Nie wiem, czy chcę na nie odpowiadać. Nie chcę tego rozwijać. Tak zdarzało się.
Niezmiennie wsparciem była żona Filipa. To ona trwała przy nim w najtrudniejszym czasie.
Dla mnie punktem zwrotnym był nasz syn. My jesteśmy małżeństwem od 2016 roku. Od 2011-12 jesteśmy razem. Więc ona była ze mną kiedy ja pikowałem w dół.
Później była terapia i niezmiennie wsparcie od najbliższych. Udało się wyjść z problemów. Polecamy całą rozmowę.






































