„Dojechanie” i więzienie?! Karolina Korwin-Piotrowska ofiarą ordynarnego ataku
Karolina Korwin-Piotrowska przeżyła chwile prawdziwego grozy, a wszystko przez jedną fatalną pomyłkę w mediach społecznościowych. Dziennikarka została wzięta za sędzię Trybunału Konstytucyjnego Annę Korwin-Piotrowską, która znalazła się w centrum politycznego trzęsienia ziemi z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego. Na skrzynkę gwiazdy runęła lawina gróźb karalnych, życzeń śmierci i wulgarnych wyzwisk. „Black Mirror dzieje się tu i teraz” — relacjonuje wstrząśnięta publicystka.
Dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska padła ofiarą internetowej nagonki po tym, jak w relacji portalu Onet o wydarzeniach w Trybunale Konstytucyjnym błędnie podano jej imię zamiast sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej. Błąd redakcji sprawił, że internauci przypisali publicystce udział w nocnej konfrontacji z prezydentem Karolem Nawrockim, wysyłając pod jej adresem groźby pozbawienia życia. Sprawa zbiegła się w czasie z premierą jej najnowszej książki poświęconej dezinformacji.
Fatalna pomyłka w sieci. Dziennikarka pomylona z sędzią Trybunału
Wystarczyła pomyłka w instagramowej publikacji, by dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska znalazła się w centrum internetowej burzy związanej z wydarzeniami w Trybunale Konstytucyjnym. W relacji dotyczącej konfrontacji prezydenta Karola Nawrockiego z sędziami Onet błędnie podał jej imię i nazwisko, choć na nagraniu prezydent zwracał się do sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej, która dzień wcześniej objęła kierowanie pracami instytucji i wydała zarządzenia o przerwie w czynnościach prezesa Bogdana Święczkowskiego oraz wiceprezesa Bartłomieja Sochańskiego.
Choć dziennikarka zażądała natychmiastowego sprostowania, w sieci ruszyła fala hejtu:
Powiem tylko tyle, że przez kilkadziesiąt godzin jedna z najbardziej hejtowanych i znienawidzonych osób w Polsce miała moją twarz i nazwisko i przez kilka długich godzin nawet Onet tego nie zweryfikował. Nota bene tagowali mnie, o czym nie wiedziałam, tekstami o TK od wiosny – podkreśla Korwin Piotrowska.
Zobacz także: Syn Joanny Kołaczkowskiej przeszedł korektę płci. Ujawnił, jak zareagowała jego mama
Groźby śmierci i więzienia. „Siedziałam w domu na kanapie, coraz bardziej przerażona”
Pomyłka w identyfikacji w ułamku sekundy przerodziła się w bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa. Do dziennikarki zaczęły spływać dziesiątki wiadomości zawierających oskarżenia o zdradę, wyzwiska oraz zapowiedzi linczu od osób przekonanych, że to ona brała udział w nocnych przepychankach w gmachu sądu konstytucyjnego:
A ludzie pisali do mnie, że są filmiki, na których stosuję przemoc wobec prezydenta, że mnie dojadą, wiedzą, gdzie mieszkam, że wpadnę pod samochód i skończę w więzieniu, gdy jedna opcja polityczna dojdzie do władzy. To nie jest śmieszne, bo ci ludzie, a z niektórymi z nich próbowałam wejść w interakcje, to nie były boty. Oni mają prawa wyborcze, byli przekonani, że jestem sędzią TK, a ja siedziałam w domu na kanapie, coraz bardziej przerażona - dodaje.
„Big fejk” w rzeczywistości. Gdy koszmar z książki staje się prawdą
Sytuacja, która dotknęła publicystkę, stanowi ponury paradoks — zaledwie kilka dni wcześniej premierę miała jej najnowsza książka „Big fejk. Co internet zrobił z nami” wydana nakładem wydawnictwa Znak Horyzont, analizująca dezinformację, mechanizmy manipulacji i internetowej agresji:
W mojej książce mówi o tym Michał Fedorowicz, o tym, że agresja z sieci przechodzi do realu, że nie odróżniamy prawdy od kłamstwa, manipulacja rządzi naszym światem i naprawdę miałam poczucie, że oglądam w weekend film nakręcony na podstawie tej rozmowy. "Black Mirror" dzieje się tu i teraz - kwituje dziennikarka.
Doświadczenie Korwin-Piotrowskiej pokazało w praktyce, jak niesprawdzona plotka i mylny podpis w mediach mogą skierować ślepy gniew tłumu na całkowicie przypadkową osobę.