Rodzina Adriana ze ŚOPW przeprowadziła się niedługo przed jego śmiercią. Nie mieli innego wyjścia
Adrian Szymaniak, znany widzom programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, nie żyje. Mężczyzna od dłuższego czasu zmagał się z poważną chorobą nowotworową. W ostatnich miesiącach jego życie i życie jego rodziny podporządkowane było przede wszystkim walce o zdrowie. Kilka tygodni temu Adrian i jego żona Anita podjęli bardzo trudną decyzję o przeprowadzce z Krakowa.
Małżonkowie opuścili dom z ogrodem i przenieśli się pod Bydgoszcz, aby znaleźć się bliżej Centrum Onkologii. Chodziło o to, by ograniczyć wielogodzinne podróże na kolejne wizyty i leczenie. Anita w emocjonalnym wpisie wyjaśniła wówczas, że rodzina potrzebuje przede wszystkim stabilizacji i możliwości bycia razem. Dziś jej słowa o walce o zdrowie nabierają szczególnie przejmującego znaczenia.
Adrian Szymaniak nie żyje. Widzowie poznali go w „Ślubie od pierwszego wejrzenia”
Adrian Szymaniak zdobył popularność dzięki udziałowi w programie „Ślub od pierwszego wejrzenia”. Widzowie obserwowali jego historię oraz relację z Anitą, z którą zdecydował się związać swoje życie. Para po zakończeniu programu kontynuowała wspólne życie, a z czasem stworzyła rodzinę.
Ich codzienność nie zawsze była jednak łatwa. Adrian mierzył się z poważnymi problemami zdrowotnymi, które z czasem zaczęły wymagać coraz większego zaangażowania całej rodziny. Leczenie oznaczało nie tylko wizyty u specjalistów, ale również konieczność regularnych podróży.
Szczególnie trudne było to, że rodzina mieszkała w Krakowie, podczas gdy leczenie wiązało się z koniecznością dojeżdżania do placówki znajdującej się w rejonie Bydgoszczy. W pewnym momencie stało się jasne, że pokonywanie setek kilometrów nie może być dłużej codziennością.
Zobacz także: Maja Koput: kariera sportowa, wiek, związek, reprezentacja

Rodzina Szymaniaków przeprowadziła się pod Bydgoszcz
Na początku lipca Anita poinformowała swoich obserwatorów o ogromnej zmianie w życiu rodziny. Małżonkowie zdecydowali się opuścić Kraków, gdzie mieli dom z ogrodem, i przeprowadzić się pod Bydgoszcz.
Czas na całkiem nowy rozdział życia... Podjęliśmy ciężką dla nas decyzję o konieczności przeprowadzki – pisała Anita.
Powód był jeden – zdrowie Adriana. Nowe miejsce miało pozwolić rodzinie być znacznie bliżej Centrum Onkologii i tym samym uniknąć ciągłych, wyczerpujących podróży.
Wyprowadzamy się pod Bydgoszcz, blisko Centrum Onkologii, aby nie pokonywać wciąż setek kilometrów na wizyty. Walka o zdrowie jest teraz najważniejsza, a dom jest dokładnie tam, gdzie możemy być wszyscy razem – tłumaczyła żona Adriana.
Przeprowadzka oznaczała dla niej pożegnanie z dotychczasowym życiem, przyjaciółmi, rodziną i miejscem, z którym wiązało się wiele wspomnień. Anita podkreślała jednak, że była przekonana, iż to właściwa decyzja. Ważna była również przyszłość ich synka, który rozpoczynał pierwszą klasę.
Zobacz także: Ile zarobią polskie siatkarki po wygranej na Mistrzostwach Europy 2026?
Rodzina chciała zacząć od nowa
Anita przyznała, że Bydgoszcz szybko zaczęła kojarzyć się rodzinie z życzliwością i pomocą. W swoim wpisie wspominała o ludziach, których spotkali po drodze i którzy okazali im wsparcie.
Nasz synek idzie do pierwszej klasy i chcemy mu zapewnić stabilizację, zamiast ciągłych zmian. Trzymajcie za nas kciuki. Bydgoszcz zesłała nam wiele dobrych, pomocnych dusz i liczymy na to, że odnajdziemy się tu i właśnie to będzie to nasze miejsce na ziemi – pisała.
Anita nawiązała również do początków swojego małżeństwa. Wtedy dzieliła ich odległość między Szczecinem a Krakowem. Jak wspominała, żartowali, że kiedyś znajdą się w połowie drogi.
Wydaje się, że się spełniło. Bydgoszcz – już od teraz nasze miasto – zakończyła swój wpis.
Wtedy rodzina miała nadzieję, że przeprowadzka będzie początkiem nowego etapu i pozwoli im skupić się na leczeniu Adriana. Informacja o jego śmierci jest więc szczególnie bolesna dla osób, które śledziły ich historię. Anita i jej bliscy w ostatnich miesiącach mierzyli się z trudną codziennością.
Skompletuj najlepszą szkolną wyprawkę w supercenach w MediaExpert: