Była bezdomna, nie miała co jeść... To oni są winni dramatu Julii Von Stein?
Łzy, bolesne wspomnienia i szczere wyznanie, którego wcześniej nie było. Julia Von Stein wróciła do nieudanego liftingu twarzy, ale tym razem opowiedziała także o rodzinnych doświadczeniach, które – jak sama przyznaje – miały wpływ na jej decyzję o operacji.
Kosztowna operacja miała odmienić życie Julii Von Stein. Dziś mówi o największym błędzie
Julia Von Stein od lat otwarcie mówiła o swojej fascynacji medycyną estetyczną i chirurgią plastyczną. Fani obserwowali kolejne zmiany w jej wyglądzie – od nowego koloru włosów, przez operację nosa, biustu i pośladków, aż po liczne zabiegi wykonywane na twarzy. Największe emocje wzbudziła jednak wiadomość o głębokim liftingu twarzy (deep plane facelift), na który zdecydowała się, mając zaledwie 29 lat. Wówczas wielu internautów zastanawiało się, czy tak inwazyjny zabieg był rzeczywiście konieczny.
Po blisko roku od operacji celebrytka zdecydowała się przerwać milczenie. Na opublikowanym nagraniu pokazała swoją twarz i opowiedziała o tym, z czym zmaga się każdego dnia. Nie ukrywała łez ani ogromnych emocji. Przyznała, że zabieg, który miał być spełnieniem marzeń, nie przyniósł oczekiwanego efektu.
Dorosłam i zaczęłam zarabiać pieniądze. Większość pieniędzy, które zarabiałam od początku, wkładałam w swój wygląd, bo siebie po prostu nie akceptowałam. Liczyłam na cud. Liczyłam po prostu, że wszystko się zagoi, ale ten cud się nie zdarzył (…). Liczyłam na profesjonalizm lekarza. Wierzyłam, że jeżeli wydaje się wór pieniędzy na jednego z najlepszych lekarzy w tym kraju, to wystarczy. Ale ten cud się nie zdarzył.
Julia szczegółowo opisała zakres operacji, podkreślając, że była to jedna z najbardziej rozbudowanych procedur, jakie można przejść.
Miałam zrobione deep plane, czyli lifting dolnej partii twarzy, częściowo też szyi. Miałam piłowanie brody, bo wymarzyłam sobie prostą brodę na końcu. Miałam zrobione endoskopowy lifting brwi i oczu. Miał być zrobiony Foxy Eye. Miałam wyprostowane czoło, żeby się nie marszczyć, żeby nie ostrzykiwać się non-stop botoksem, kwasem hialuronowym. Miałam wypełnione skronie, tłuszczem i przeszczep tłuszczu pod oczy. Mamy zrobiony lip lift przy skrzydełkach i w kącikach ust. To była potężna operacja plastyczna, trwała ponad 9 godzin.
Dziś influencerka przyznaje, że efekty zabiegu nie spełniły jej oczekiwań, a codzienne patrzenie w lustro stało się dla niej ogromnym wyzwaniem. W nagraniu nie ukrywała, że zmaga się z hejtem, ale podkreśliła, że najtrudniejsza jest walka z własnym odbiciem.
Mam świadomość tego, jak ja wyglądam. Setki razy w komentarzach chciałam wam odpisać na wasz hejt, że wyglądam jak potwór, że wyglądam jak kosmita. K***a ja o tym wiem, ja się z tym zgadzam w 100 procentach. (…) Można wyglądać w życiu lepiej, gorzej. Chodzi o to, że ta operacja odebrała mi możliwość tego, że ja się mogę uśmiechać. Gdy zaczynam się uśmiechać, znikają moje oczy. Tłuszcz, który został przeszczepiony po bokach, który zniknął nie wiadomo gdzie, spłynął - powiedziała w filmie.

To właśnie dzieciństwo miało zostawić największe blizny. Julia Von Stein wskazuje na rodziców i brak akceptacji
Choć w centrum najnowszego nagrania znalazła się nieudana operacja, Julia Von Stein wielokrotnie podkreślała, że prawdziwe źródło jej problemów sięga znacznie głębiej. Według celebrytki to właśnie brak akceptacji w domu rodzinnym sprawił, że przez lata próbowała zmieniać swój wygląd, wierząc, że w końcu poczuje się wystarczająco dobra.
Słuchajcie, każdy ma jakiegoś swojego hopla, ja mam na punkcie operowania swojej twarzy. Dlatego, że nigdy w życiu się nie akceptowałam. Dużo rzeczy bierze się z dzieciństwa. Jeśli nie macie jakiegoś wsparcia w domu, że czujecie się akceptowani, że jesteście dobrzy, to inaczej się w tej głowie układa.
Celebrytka wróciła również do wspomnień z dzieciństwa i opowiedziała o komentarzach, które – jak twierdzi – słyszała od najbliższych niemal każdego dnia.
Mój wygląd zawsze był komentowany przez mojego ojca, przez matkę. To było dopie***anie się nawet do koloru włosów, jaki ja posiadam. Usłyszałam nawet, że jeśli nie wrócę do blond włosów jasnych, to mój ojciec powiedział, że nie jestem jego córką, bo w ciemnych wyglądam jak Rumunka. Mój ojciec mówił nawet, jaki kształt paznokci powinnam mieć. Niania, która mnie wychowywała, słyszałam od niej non stop komentarz, że mam kwadratowy łeb. Dorosłam, zaczęłam zarabiać pieniądze i większość od początku wkładałam w mój wygląd.
To właśnie te doświadczenia – jak sugeruje sama celebrytka – mogły wpłynąć na jej późniejsze decyzje dotyczące wyglądu oraz nieustanne dążenie do perfekcji.
Wyrzucenie z domu, głód i wiara. Julia Von Stein opowiedziała o najtrudniejszych chwilach swojego życia
To nie pierwszy raz, gdy Julia mówi o trudnych relacjach z rodzicami. W podcaście Żurnalisty wyznała kiedyś, że przez całe dzieciństwo czuła się niewystarczająca, mimo bardzo dobrych wyników w nauce.
Byłam poniżana, nikt we mnie nigdy nie wierzył. Normalne dziecko wystarczy, że chodzi do szkoły, przechodzi z klasy do klasy, jak jedzie na czwórkach, to już jest dobrze. Ja jechałam na piątkach i szóstkach, miałam wyróżnienia na olimpiadach, ale to było za mało. Bo jak miałam wyróżnienie na olimpiadzie, to słyszałam w domu: ‘Ale dlaczego nie wygrałaś tej olimpiady’. Zawsze było za mało. Nigdy nie będę wystarczająco dobra dla moich rodziców i kiedyś się bardzo tym przejmowałam, dzisiaj mam na to wyje**ne. Bardzo ich kocham, bardzo szanuję, ale chcę żyć swoim życiem.
Historia Julii Von Stein nie kończy się na problemach z samoakceptacją. Celebrytka wielokrotnie opowiadała, że w wieku 18 lat została wyrzucona z domu i przez pewien czas praktycznie nie miała gdzie mieszkać. W rozmowie z Żurnalistą wróciła do tamtych wydarzeń, nie ukrywając, że były to jedne z najtrudniejszych miesięcy w jej życiu.
Czasem mówię, że chciałabym powiedzieć o tym, jak wtedy wyglądało moje życie, ale za chwilę dodaję: ‘I tak, k***wa, nikt w to nie uwierzy’.
Na pytanie, jak wyglądała codzienność po opuszczeniu rodzinnego domu, odpowiedziała wyjątkowo obrazowo.
Masz rolki na nogach, taki plecaczek różowy i w środku są trzy złote i idziesz do parku na ławkę. Rano, jak się budzisz, to tam obok jest taki pan z precelkami. Ten precel kosztuje 1,50 zł i już nie masz na niego pieniędzy. Wyjesz z głodu.
Julia przyznała, że w tamtym czasie ogromnym wsparciem była dla niej babcia oraz znajomy ojca, który zaoferował jej dach nad głową w zamian za pomoc przy opiece nad dzieckiem. Zaskakujące było również jej wyznanie dotyczące wiary.
Nawet psycholog mi nie pomógł. Wiesz, kto mi pomógł? Ksiądz. (...) Pani psycholog wiedziała, że jestem wierząca i mnie zaprowadziła do księdza. On nie mówił nic. On otworzył kościół, potem zamknął, siedzieliśmy przy ołtarzu, były tam dwa krzesła. Powiedział po prostu: ‘Wyspowiadaj się (...), wyrzuć to z siebie, porozmawiajmy’. Później była msza i to był najpiękniejszy moment dla mnie.
Mimo trudnych doświadczeń Julia podkreśla, że nadal kocha swoich rodziców i stara się ich zrozumieć.
Każdego dookoła usprawiedliwiam. Chciałabym mieć dla siebie tyle wyrozumiałości i tak siebie usprawiedliwiać, jak usprawiedliwiam cały świat dookoła, jak usprawiedliwiam moich rodziców. Jak na nich popatrzysz tak ogólnie, no to nie byli dobrzy rodzice, ale dla mnie oni są najwspanialsi na świecie. Ja ich kocham, oczywiście, że ich kocham bardzo szczerze, ale ich usprawiedliwiam. Pewne rzeczy powinnam bardziej przepracować, a ja im wszystko wybaczyłam.
W najnowszym nagraniu celebrytka nie wskazuje jednej osoby odpowiedzialnej za swój dramat. Sama przyznaje jednak, że brak akceptacji, który towarzyszył jej od najmłodszych lat, miał ogromny wpływ na decyzje podejmowane już w dorosłym życiu. To właśnie dlatego jej szczere wyznanie wywołało tak szeroką dyskusję w sieci.
