Jabłczyńska przerwała milczenie ws. "Nigdy w życiu". Teraz ujawniła prawdę
Joanna Jabłczyńska nie zagra Tosi w kontynuacji "Nigdy w życiu!", a decyzja dotycząca obsady wywołała jeden z najgłośniejszych sporów ostatnich dni w polskim show-biznesie. Aktorka publicznie przedstawiła swoją wersję wydarzeń i nie ukrywała rozczarowania sposobem, w jaki zakończyły się rozmowy o jej udziale w produkcji. Teraz ponownie zabrała głos i wróciła wspomnieniami do filmu, który ponad 20 lat temu stał się ważnym punktem jej kariery.
Wokół nowego "Nigdy w życiu!" w krótkim czasie pojawiło się kilka różnych wersji wydarzeń, a do dyskusji włączyły się kolejne osoby związane z produkcją. Jabłczyńska konsekwentnie tłumaczy, jak z jej perspektywy wyglądały rozmowy dotyczące powrotu do roli Tosi. Przyznała również, że po nagłośnieniu sprawy otrzymała tysiące wiadomości od widzów, a skala ich reakcji całkowicie ją zaskoczyła. W najnowszej rozmowie aktorka opowiedziała szerzej o swoim stosunku do tej roli i o tym, dlaczego obecna sytuacja jest dla niej tak osobista. Przy okazji wróciła do wydarzenia sprzed lat, które dziś nabiera zupełnie nowego znaczenia.
Joanna Jabłczyńska nie zagra Tosi. Wokół "Nigdy w życiu!" wybuchł głośny spór
"Nigdy w życiu!" po ponad dwóch dekadach ponownie znalazło się w centrum zainteresowania. Wszystko za sprawą przygotowywanej kontynuacji historii Judyty, która na ekranach kin pojawiła się w 2004 roku i szybko stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich komedii romantycznych tamtego okresu. Powrót znanych bohaterów miał być dla widzów przede wszystkim sentymentalną podróżą. Zamiast tego jeszcze przed rozpoczęciem właściwej promocji filmu rozpętał się spór o obsadę.
W nowej produkcji ponownie pojawi się Danuta Stenka jako Judyta. Inaczej będzie w przypadku jej córki. Joanna Jabłczyńska, która w pierwszym filmie wcielała się w nastoletnią Tosię, 26 sierpnia poinformowała, że nie wystąpi w kontynuacji. Dorosłą Antoninę ma zagrać Agnieszka Żulewska, znana między innymi z "Rojsta" czy "Wielkiej wody".
Sama zmiana aktorki prawdopodobnie nie wywołałaby aż tak dużego zamieszania, gdyby nie to, co wydarzyło się później. Jabłczyńska zaczęła publicznie opowiadać o kulisach rozmów z twórcami filmu. Według jej relacji sprawy zaszły znacznie dalej niż zwykły casting. Aktorka twierdziła, że otrzymała scenariusz, spotkała się z reżyserem, rozmawiała o terminach zdjęć i poznała potencjalnego ekranowego partnera. Później miała otrzymać informację, że podmiot finansujący produkcję ma własną kandydatkę do roli Tosi.
Na tym sprawa się nie zakończyła. Do publicznej dyskusji włączyła się Katarzyna Grochola, autorka literackiego pierwowzoru, a następnie jej córka Dorota Szelągowska. Ta ostatnia przedstawiła zupełnie inną wersję wydarzeń. W nagraniu skierowanym do Jabłczyńskiej przekonywała, że aktorka brała udział w castingu i ostatecznie przegrała rywalizację z Żulewską. Zarzuciła jej również, że sposób przedstawiania sprawy uderza w osoby związane z produkcją.
Jabłczyńska odpowiedziała, publikując fragmenty prywatnej korespondencji z Grocholą. Pokazała wiadomości, które jej zdaniem miały potwierdzać, że pisarka wcześniej wspierała jej udział w filmie. Aktorka zaznaczyła też, że nie ma pretensji do Agnieszki Żulewskiej i nie kwestionuje jej umiejętności. Spór dotyczy więc przede wszystkim tego, jak wyglądał proces wyboru nowej Tosi i w jaki sposób poinformowano o jego rezultacie.
W całym zamieszaniu Jabłczyńska zwróciła jednak uwagę również na coś innego. Gdy opowiedziała publicznie o swoim rozczarowaniu, zaczęły napływać do niej wiadomości od widzów. Ich liczba okazała się dla niej ogromnym zaskoczeniem.
Sprawdź także: Reżyserka "Nigdy w życiu" przerwała milczenie. Ujawniła całą prawdę o Jabłczyńskiej

Joanna Jabłczyńska dostała tysiące wiadomości. Tak zareagowali widzowie "Nigdy w życiu!"
Choć wokół obsady nowego "Nigdy w życiu!" pojawiło się wiele ostrych słów, Joanna Jabłczyńska przyznała, że sama doświadczyła również czegoś, czego zupełnie się nie spodziewała. Po informacji o jej nieobecności w filmie odezwali się do niej widzowie pamiętający ją jako Tosię. Aktorka opowiedziała o tym w rozmowie z Filipem Borowiakiem w formacie “Lustra”:
Jestem osobą, która bardzo rzadko jest z siebie zadowolona. Wiesz, na przykład zdubbingowałam tysiące pewnie produkcji różnych i wiesz, że jak ja oglądam jakąkolwiek produkcję ze mną, to zawsze, zawsze wydaje mi się, że mój głos odstaje. Że wszyscy pasują do postaci, a ten mój głos... Jestem bardzo krytyczna wobec siebie.
Tym większe wrażenie zrobiło na niej to, co nastąpiło po ujawnieniu informacji o zmianie obsady. Jak relacjonowała, ludzie wysyłali jej rozbudowane, osobiste wiadomości dotyczące filmu i jej roli:
Chodzi o naprawdę tysiące. Tysiące ludzi, którzy do mnie napisali tak długie wiadomości, tak chwytające za serce, że ja absolutnie tego nigdy nie zapomnę.
Ta reakcja pokazuje, jak mocno po ponad dwóch dekadach pierwsze "Nigdy w życiu!" pozostaje związane w świadomości widzów z konkretną obsadą. Dla publiczności powrót do historii Judyty oznacza bowiem również powrót do bohaterów zapamiętanych z filmu z 2004 roku. Sama Jabłczyńska zwracała uwagę, że przy produkcji przedstawianej jako kontynuacja można było spodziewać się, że widzowie będą oczekiwali znanych twarzy. Jednocześnie aktorka podkreśliła, że ogromne wsparcie nie zmienia jej podstawowego odczucia:
Wolałabym, żeby tego nie było. Wolałabym wszystkim powiedzieć: "Słuchajcie, no mogę wreszcie powiedzieć, pozdrawiam was z planu 'Nigdy w życiu!' 20 lat później, jesteśmy naszą ekipą, świetnie będzie się z wami znowu zobaczyć przez wielki ekran". No ale tak nie było.
Dopiero w dalszej części rozmowy Jabłczyńska cofnęła się jeszcze bardziej – do czasów, gdy nie było ani filmu, ani Tosi w jej wykonaniu. Okazuje się, że historia tej roli zaczęła się w jej domu dużo wcześniej, niż mogłoby się wydawać.
Sprawdź także: Nie żyje Monika Koszewska. Zmarła tuż przed wielką premierą
Mama Joanny Jabłczyńskiej przewidziała jej rolę w "Nigdy w życiu!". Aktorka pamięta jej słowa
Joanna Jabłczyńska miała 18 lat, gdy w 2004 roku widzowie zobaczyli ją jako Tosię, córkę Judyty. Rola stała się jednym z najbardziej charakterystycznych punktów jej młodzieńczej kariery. Jak się jednak okazuje, zanim ktokolwiek zaproponował jej udział w produkcji, w rodzinnym domu aktorki padły słowa, które po latach brzmią niemal jak przepowiednia. Jabłczyńska opowiedziała o momencie, kiedy jej mama czytała "Nigdy w życiu!" Katarzyny Grocholi. Filmowa adaptacja nie była wówczas jeszcze zapowiedziana. Mimo to podczas lektury miała bardzo konkretne skojarzenie:
Pamiętam, jak czytała "Nigdy w życiu!", nikt jeszcze nie wiedział, że będzie film. Ona powiedziała: “Asia, gdyby kręcili kiedyś 'Nigdy w życiu!', to musiałabyś zagrać Tośkę”.
Tak też się później stało. Aktorka otrzymała rolę córki Judyty i pojawiła się u boku Danuty Stenki w ekranizacji, która na trwałe zapisała się w polskiej popkulturze.
W najnowszej rozmowie Jabłczyńska połączyła wspomnienia sprzed lat z tym, jak sama przez długi czas funkcjonowała w branży. Przyznała, że była wychowywana w przekonaniu, iż należy przyjmować decyzje innych bez sprzeciwu i nie wychodzić przed szereg. To właśnie dlatego jej obecna reakcja na wydarzenia wokół kontynuacji filmu jest dla niej tak istotna.
Tak byłam uczona. Że trzeba być cicho, że trzeba być w szeregu, że trzeba dziękować za to w ogóle, co się dostało. I nawet jak plunięcie w twarz, to zacisnąć zęby i udawać, że nic się nie stało.
Tym razem zdecydowała się postąpić inaczej. Gdy pod koniec sierpnia publicznie przedstawiła swoją wersję wydarzeń, zaznaczała, że chce powiedzieć wprost, co się stało, niezależnie od możliwych konsekwencji.
Spór dotyczący nowego "Nigdy w życiu!" wciąż trwa, a jego uczestnicy przedstawiają odmienne wersje wydarzeń. Jedno jest jednak bezsporne: po ponad dwóch dekadach postać Tosi nadal wywołuje emocje, których skali prawdopodobnie nie spodziewali się ani twórcy kontynuacji, ani sama Joanna Jabłczyńska.
