Żmijewski miał być szantażowany. Oskarżenia pod adresem producenta "Nigdy w życiu"
Janusz Heathcliff Iwanowski wrócił do kulis „Nigdy w życiu!” i „Ja wam pokażę!”. Producent i scenarzysta „Gierka” w najnowszym nagraniu wysunął poważne oskarżenia pod adresem Tadeusza Lampki. Wspomniał też o Arturze Żmijewskim i Małgorzacie Foremniak.
Wszystko zaczęło się od wypowiedzi Joanny Jabłczyńskiej, która opowiedziała o swojej decyzji związanej z „Ja wam pokażę!”. Jej słowa najwyraźniej uruchomiły lawinę wspomnień. Iwanowski postanowił bowiem wrócić do wydarzeń sprzed lat i przedstawić własną wersję kulis powstawania filmu.
Joanna Jabłczyńska wspomniała o „Ja wam pokażę!”. Iwanowski odpowiedział
Joanna Jabłczyńska wróciła ostatnio wspomnieniami do czasów, gdy powstawało “Nigdy w życiu” i „Ja wam pokażę!”. Film z 2006 roku był ekranizacją kolejnej części historii Katarzyny Grocholi, ale od początku wzbudzał sporo emocji. Widzowie otrzymali bowiem zupełnie inną obsadę niż w „Nigdy w życiu!”, które kilka lat wcześniej stało się dużym hitem.
W pierwszym filmie Danuta Stenka wcieliła się w Judytę, a Artur Żmijewski zagrał Adama. W „Ja wam pokażę!” główne role przejęli natomiast Grażyna Wolszczak i Paweł Deląg. Zmieniła się również aktorka wcielająca się w Tosię. W pierwszej części była nią właśnie Joanna Jabłczyńska, natomiast w drugiej filmową córkę Judyty zagrała Maria Niklińska.
Jabłczyńska tłumaczyła, że wówczas odmówiła udziału w produkcji w geście solidarności z ekipą pierwszego filmu. Jej wypowiedź szybko wywołała reakcję Janusza Heathcliffa Iwanowskiego.
Producent i scenarzysta „Gierka” zwrócił się bezpośrednio do aktorki, sugerując, że nie znała wszystkich szczegółów tamtej historii.
Do pani się nikt nie zwracał – powiedział Iwanowski.
Na tym jednak nie poprzestał. W kolejnym fragmencie nagrania zaczął opowiadać o tym, co jego zdaniem działo się za kulisami produkcji. I właśnie wtedy w jego relacji pojawił się Tadeusz Lampka, jeden z producentów „Nigdy w życiu!”, a także osoba przez lata związana z produkcjami telewizyjnymi.
Iwanowski przedstawił bardzo mocną wersję wydarzeń. Według niego sprawa miała dotyczyć nie tylko obsady „Ja wam pokażę!”, ale również pracy aktorów w telewizji publicznej. Wśród nazwisk, które padły w nagraniu, znaleźli się między innymi Artur Żmijewski i Małgorzata Foremniak.
Zobacz też: Reżyserka "Nigdy w życiu" przerwała milczenie. Ujawniła całą prawdę o Jabłczyńskiej | Świat Gwiazd

Padło nazwisko Artura Żmijewskiego. Iwanowski opowiedział o rzekomym szantażu
Iwanowski twierdzi, że w czasie przygotowań do „Ja wam pokażę!” miało dojść do sytuacji, którą określił wprost jako szantaż ze strony Tadeusza Lampki. Producent miał — według jego relacji — skontaktować się z Lucyną Kobierzycką, reżyserką castingu i osobą zajmującą się aktorami.
To właśnie wtedy miały paść słowa dotyczące między innymi Artura Żmijewskiego i Małgorzaty Foremniak. Oboje byli wówczas bardzo mocno związani z popularnym serialem „Na dobre i na złe”. Żmijewski grał w nim doktora Jakuba Burskiego, a Foremniak wcielała się w doktor Zofię Stankiewicz-Burską.
Według opowieści Iwanowskiego Lampka miał zagrozić, że aktorzy współpracujący z agencją Kobierzyckiej mogą mieć problemy z pracą w telewizji publicznej, jeśli zdecydują się wystąpić w „Ja wam pokażę!”.
Producent przytoczył rzekome słowa Lampki:
Słuchaj, jak którykolwiek z twoich aktorów, na przykład Artur Żmijewski, nawet Małgorzata Foremniak zagrają w »Ja wam pokażę« (...), to ja pozbawię aktorki i aktorów z twojej agencji możliwości pracy w telewizji publicznej, a na pewno wyrzucę Artura Żmijewskiego i Małgorzatę Foremniak z serialu »Na dobre i na złe«.
Iwanowski nie pozostawił wątpliwości, jak ocenia tę sytuację. Nazwać miał ją poważną groźbą, podkreślając przy tym pozycję, jaką Lampka miał wówczas posiadać w branży.
Tak się sprawy mają w Polsce. I była to poważna groźba, bo Tadeusz Lampka jako potężny człowiek z poparciem kościoła katolickiego, SLD i pani Ilony Łepkowskiej. Układ był potężny – stwierdził.
To jednak bardzo poważne oskarżenia, dlatego warto zachować odpowiedni dystans. Są to twierdzenia przedstawione przez Iwanowskiego i nie należy traktować ich jako potwierdzonego faktu. W swoim nagraniu producent nie przedstawił publicznie dowodów potwierdzających, że rozmowa w opisanym przez niego kształcie rzeczywiście się odbyła.
Zobacz też: Nie żyje Monika Koszewska. Zmarła tuż przed wielką premierą | Świat Gwiazd
Sama historia obsady jest natomiast faktem. „Ja wam pokażę!” rzeczywiście powstało z innymi aktorami w głównych rolach, a w filmie pojawili się Grażyna Wolszczak i Paweł Deląg zamiast Danuty Stenki i Artura Żmijewskiego.
„Ja wam pokażę!” nie udało się przez Grocholę? Iwanowski zapowiada kolejne rewelacje
Na koniec swojego nagrania Iwanowski skierował uwagę również na Katarzynę Grocholę, autorkę książek, na podstawie których powstały oba filmy. Producent stwierdził, że jego zdaniem problemy „Ja wam pokażę!” nie wynikały z decyzji dotyczących obsady.
Według niego odpowiedzialność miała leżeć gdzie indziej. Iwanowski zapowiedział przy tym, że w kolejnym nagraniu opowie więcej o Katarzynie Grocholi i przedstawi materiały, które — jak twierdzi — mają potwierdzać jego wersję wydarzeń.
Na razie zamiast dokumentów pojawiły się przede wszystkim bardzo mocne słowa.
Ta pani jest dopiero..., nikt o tym nie wie, a ja mam na to dokumenty. Zawsze jak przychodzi ta kobieta, to jest kupa smrodu – powiedział Iwanowski.
To właśnie ta część jego wypowiedzi może wywołać kolejne emocje, szczególnie że Grochola od lat jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich pisarek, a historia „Nigdy w życiu!” należy do jej najbardziej znanych ekranowych sukcesów.
Warto przy tym pamiętać, że „Ja wam pokażę!” nie było prostym powtórzeniem sukcesu pierwszej części. Produkcja miała inną obsadę i ekipę, a film spotkał się z wyraźnie chłodniejszym przyjęciem niż „Nigdy w życiu!”. Nie oznacza to jednak, że można przypisać odpowiedzialność za wynik filmu konkretnej osobie bez dowodów.
Dziś historia wraca przy okazji kolejnej ekranizacji. „Nigdy w życiu!” znów znalazło się w centrum zainteresowania, a Danuta Stenka ma ponownie pojawić się jako Judyta. Powrót do świata stworzonego przez Grocholę sprawił, że zaczęto przypominać również dawne decyzje dotyczące obsady.
W efekcie jedna wypowiedź Joanny Jabłczyńskiej uruchomiła znacznie większą dyskusję. Iwanowski dorzucił do niej oskarżenia o zakulisowe naciski i rzekomy szantaż, a także zapowiedział ujawnienie kolejnych materiałów.
Czy rzeczywiście posiada dokumenty, o których mówi? Na to trzeba będzie poczekać. Na razie jego relacja rzuciła nowe światło na starą historię i sprawiła, że wokół „Ja wam pokażę!” ponownie zrobiło się naprawdę głośno.