Jabłczyńska w "DDTVN" o aferze z "Nigdy w życiu". Mocne słowa
Joanna Jabłczyńska w niedzielę 6 września pojawiła się w „Dzień dobry TVN” i po raz kolejny zabrała głos w sprawie afery wokół nowej odsłony „Nigdy w życiu!”. Aktorka przyznała, że konflikt, który rozpoczął się od obsady roli Tosi, mocno ją wyczerpał. Ujawniła nawet, że chciała odwołać wizytę w programie. Ostatecznie przyszła do studia i w rozmowie z Dorotą Wellman oraz Marcinem Prokopem powiedziała, jak dziś patrzy na wydarzenia ostatnich dni.
Sprawa rozpoczęła się po tym, jak wyszło na jaw, że Jabłczyńska nie powróci do roli Tosi, którą zagrała w filmie z 2004 roku. Aktorka publicznie opowiedziała wówczas o kulisach rozmów z twórcami nowej produkcji, a jej słowa wywołały serię kolejnych reakcji. Głos zabrały osoby związane z filmem, a konflikt szybko wykroczył poza samą kwestię obsady. W kolejnych dniach pojawiły się ostre wypowiedzi, przeprosiny i formalne działania. Teraz Jabłczyńska wróciła do całej historii przed kamerami TVN i nie ukrywała, że jej konsekwencje okazały się dla niej wyjątkowo obciążające.
Afera wokół „Nigdy w życiu!”. Tak rozpoczął się spór o rolę Tosi
Początek całej historii wiąże się z przygotowywaną kontynuacją „Nigdy w życiu!”, jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich filmów romantycznych początku XXI wieku. Produkcja z 2004 roku, oparta na powieści Katarzyny Grocholi, przyniosła widzom historię Judyty granej przez Danutę Stenkę. Joanna Jabłczyńska wcieliła się natomiast w jej nastoletnią córkę Tosię. Po ponad dwóch dekadach powstaje kolejna część historii, jednak w dorosłą Tosię wcieli się Agnieszka Żulewska.
Jabłczyńska nie ukrywała rozczarowania takim obrotem spraw. Z jej relacji wynikało, że rozmowy dotyczące powrotu do roli były na tyle zaawansowane, iż otrzymała scenariusz, spotkała się z reżyserem, rozmawiała o orientacyjnych terminach zdjęć i poznała aktora, który miał stworzyć z nią ekranową parę. Aktorka przekonywała, że dopiero później dowiedziała się, iż w filmie pojawi się ktoś inny. To właśnie jej publiczna relacja dotycząca kulis obsadzania Tosi uruchomiła lawinę kolejnych wydarzeń.
Do sprawy odniosła się Katarzyna Grochola, autorka książkowego pierwowzoru i współproducentka nowej produkcji. Pisarka zapowiedziała podjęcie kroków prawnych w związku z – jak określiła – rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji dotyczących Agnieszki Żulewskiej. Jabłczyńska odpowiedziała, że nigdy nie kwestionowała ani talentu, ani charakteru swojej następczyni. Przeciwnie, wcześniej stawała w jej obronie, gdy po informacji o zmianie obsady na Żulewską spadła fala krytyki.
Sprawa nie zakończyła się na wymianie stanowisk między aktorką i pisarką. Do dyskusji włączyła się Dorota Szelągowska, która w ostrym nagraniu skrytykowała Jabłczyńską i nazwała ją „złym człowiekiem”. Później prezenterka wycofała się z tych słów i publicznie przeprosiła aktorkę, przyznając, że nie miała prawa jej obrażać.
Tymczasem konflikt Jabłczyńskiej z Grocholą wszedł na drogę formalną. Aktorka poinformowała, że otrzymała od pełnomocnika pisarki przedsądowe wezwanie dotyczące naruszenia dóbr osobistych. Zgodnie z przedstawioną przez nią treścią dokumentu miała opublikować przeprosiny i przekazać 5 tys. zł na rzecz Fundacji Rak’n’Roll. Jabłczyńska spełniła te żądania, a przeprosiny zamieściła w mediach społecznościowych.
Na tym jednak historia się nie skończyła. Aktorka postanowiła wykorzystać ogromne zainteresowanie sprawą do zebrania większej kwoty na ten sam cel. Ten ruch sprawił, że afera, która zaczęła się od pytania o obsadę filmu, niespodziewanie przerodziła się w dużą akcję charytatywną.
Sprawdź także: Joanna Jabłczyńska zwróciła się do fanów o pomoc. Niewiarygodne, co się stało w sobotni poranek

Joanna Jabłczyńska w „Dzień dobry TVN”. „Jestem tym wymęczona psychicznie”
W niedzielę 6 września Joanna Jabłczyńska pojawiła się w studiu „Dzień dobry TVN”. Rozmawiali z nią Dorota Wellman i Marcin Prokop. Już na początku aktorka dała do zrozumienia, że chciałaby zamknąć ciągnącą się od kilku dni historię
Po pierwsze, mam nadzieję, że to rzeczywiście jest zamknięcie, bo tu było bardzo dużo zwrotów akcji.
Po chwili zdobyła się na znacznie bardziej osobiste wyznanie. Okazało się, że niewiele brakowało, aby tego dnia w ogóle nie pojawiła się w studiu:
Jestem ostatnio bardzo szczera, więc powiem, że chciałam odwołać dzisiejszą wizytę tutaj, bo jestem tym wymęczona psychicznie, fizycznie i ze wszystkich stron. Kompletnie się nie nadaję na takie historie i zupełnie nie to miałam na celu, żeby coś takiego rozhulać.
Aktorka zaznaczyła jednocześnie:
Jak już w to weszłam, to musiałam jakoś z tego wybrnąć, więc mam nadzieję, że to już koniec i cieszę się, że coś dobrego z tego wyszło.
Marcin Prokop zapytał Jabłczyńską również, czy wiedząc, do czego doprowadzi jej pierwsze nagranie, zdecydowałaby się ponownie je opublikować. Odpowiadając, aktorka podkreśliła, że sprawa przestała już dotyczyć wyłącznie jej własnej kariery.
Nie chodzi mi o mnie. Mogę być skreślona w tej branży i nic mi to nie zrobi, bo ja sobie mieszkam 100 km poza Warszawą, mam swoje kury, mam swój ogród, mi tam dobrze. Mi wiele już w życiu nie potrzeba, mam ustabilizowaną sytuację finansową, zawodową i tak dalej.
Jabłczyńska zwróciła uwagę na jeszcze jeden skutek całej historii. Jej zdaniem publiczna dyskusja zaczęła dotyczyć już nie tylko jednego filmu czy jednej roli, lecz również gotowości do zabierania głosu w sytuacjach, które ktoś uważa za niesprawiedliwe.
Zostałam wychowana w taki sposób, żeby siedzieć cicho, żeby dziękować za to, co się ma, nie wychylać się i tak dalej. Mam nadzieję, że to się zmieni i po prostu ludzie będą potrafili walczyć o siebie, mówić po prostu prawdę i to, co czują też.
Niedzielna rozmowa miała więc zupełnie inny ton niż pierwsze wypowiedzi dotyczące obsady filmu. Tym razem Jabłczyńska mniej miejsca poświęcała samym kulisom produkcji, a więcej temu, co wydarzyło się później i jakie konsekwencje miało dla niej wejście w publiczny konflikt.
Sprawdź także: Doda powiedziała o aferze wokół "Nigdy w życiu". Odpowiedź Jabłczyńskiej to hit
Zbiórka Joanny Jabłczyńskiej dla Rak’n’Roll. Kwota przerosła jej oczekiwania
Najbardziej wymiernym skutkiem całej historii okazała się zbiórka na rzecz Fundacji Rak’n’Roll. Gdy Jabłczyńska otrzymała przedsądowe wezwanie, jednym z zawartych w nim żądań była wpłata 5 tys. zł na fundację. Aktorka przekazała wskazaną kwotę, a następnie zdecydowała, że spróbuje zebrać znacznie więcej.
Początkowy cel uruchomionej przez nią akcji wynosił 50 tys. zł, a odzew przeszedł jej oczekiwania. Już w pierwszych dniach suma wielokrotnie przekroczyła zakładany cel. W niedzielę rano, gdy Jabłczyńska pojawiła się w „Dzień dobry TVN”, mówiła o 425 tys. zł. Później licznik nadal rósł i tego samego dnia zebrana kwota zbliżyła się do 450 tys. zł.
Aktorka przyznała na antenie:
Pierwszy raz zakładałam zbiórkę, robiłam to szybko i przyznam szczerze, że następnego dnia dzwoniłam do organizacji, która organizuje tę zbiórkę, czy na pewno wszystko dobrze zrobiłam, bo się bardzo stresowałam. To poszło tak szybko i w ogóle przerosło moje najśmielsze oczekiwania.
To właśnie chęć podziękowania osobom, które włączyły się w akcję, miała być jednym z powodów, dla których mimo zmęczenia nie odwołała niedzielnego występu.
Postanowiłam tutaj przyjść, żeby podziękować za taki ogrom wsparcia, który dostałam i który teraz widać na tej zbiórce. I bardzo zachęcam do wzięcia w niej udziału.
Jeszcze kilka dni wcześniej trudno było przewidzieć taki finał historii. Konflikt rozpoczął się od obsady filmu i rozczarowania aktorki brakiem powrotu do roli Tosi. Potem pojawiły się publiczne oświadczenia, mocne słowa i działania prawne. Ostatecznie największą konkretną liczbą związaną z całym zamieszaniem nie okazała się jednak liczba komentarzy czy wyświetleń, lecz setki tysięcy złotych przekazane na pomoc podopiecznym fundacji.
Jabłczyńska w niedzielnym programie kilkukrotnie dawała do zrozumienia, że liczy teraz przede wszystkim na zamknięcie konfliktu. Po kilku dniach intensywnej medialnej wymiany sama przyznała, że jest nią psychicznie i fizycznie zmęczona.
